czwartek, 20 lutego 2014

Gorzkie pomarańcze, jabłka, cytryny i wanilia lub kardamon... konfitura!

Konfiturę z gorzkich pomarańczy pokochałam niedawno. Dzięki Lù, której konfitura jest najlepsza na świecie! Nie za słodka, nie za gorzka. Po prostu idealna! Taką konfiturę mogę jeść bez żadnych dodatków. Łyżeczką prosto ze słoika.
Pod koniec stycznia dostałam mejl od Lù : "Nasz Sycylijczyk ma wspaniałe, gorzkie pomarańcze z własnej uprawy. Nie pryskane. Piękne. Zamówić Wam?" No pewnie, że zamówić!
I tak wyruszyliśmy na sobotnią wycieczkę do pobliskiej Lombardii po gorzkie pomarańcze i przede wszystkim na obiad w towarzystwie Lù i Fabio, cudownych przyjaciół, smakoszy, niemających sobie równych, specjalistów od kuchni regionalnej Włoch. Wróciliśmy z pomarańczami nie tylko gorzkimi, cytrynami i karczochami. Wszystko z Sycylii. Wszystko nieprzyzwoicie świeże i zabójczo pachnące i niepryskane. 
Przez kolejne dwa dni smażyłam konfiturę pomarańczową i poddawałam się aromaterapii. Warto było :)


Konfitura z gorzkich pomarańczy* - około 8 słoiczków o pojemności 200 ml:
500 ml soku z gorzkich pomarańczy (około 2 kg owoców)
1200 ml wody
750 g szarej renety
1 kg cukru (jeżeli wolicie bardzo słodkie konfitury to możecie dodać 200 g więcej)
4 słodkie, niepryskane pomarańcze np. tarocco
sok z półtorej cytryny
laska wanilii (fakultatywnie)
kilka ziarenek zielonego kardamonu (fakultatywnie)

Przygotowanie:
1 dzień: Jabłka umyć, oderwać ogonki i pokroić na ćwiartki. Zalać 800 ml wody. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować od czasu do czasu mieszając przez następne 30 minut. Zdjąć z ognia, przecedzić przez sitko. Odstawić do ostygnięcia. Odmierzyć 500 ml soku. 
Wycisnąć sok z gorzkich pomarańczy zachowując pestki. Odmierzyć 500 ml soku. Pestki zawinąć w gazę i odstawiać.
Słodkie pomarańcze bardzo dokładnie wyszorować w gorącej wodzie. Pokroić na ćwiartki i następnie każdą ćwiartkę na bardzo cienkie plasterki. Przełożyć do głębokiej patelni lub szerokiego garnka, zasypać 200 g cukru i zalać resztą wody (400 ml). Zagotować i gotować do momentu, aż kawałki pomarańczy staną się przezroczyste.
Dodać sok z gorzkich pomarańczy, jabłek oraz cytryn i dosypać pozostały cukier. Zagotować delikatnie mieszając. Gdy cukier się rozpuści, zanurzyć w konfiturze gazę i pestkami. Przykryć i odstawić w zimne miejsce na całą noc.
2 dzień: Piekarnik nagrzać do 100°C. Słoiczki dokładnie umyć, osuszyć i wstawiać do piekarnika wraz z przykrywkami na około 20 minut. 
Gazę z pestkami wyjąć z konfitury i wyrzucić. Konfiturę zagotować delikatnie mieszając. Gotować na silnym ogniu około 20 minut, do momentu aż zacznie gęstnieć (przeprowadzić test wylewając kilka kropli na zimy talerzyk. Konfitura jest gotowa gdy po ostudzeniu zacznie delikatnie zastygać)
Gorącą konfiturę przelać do słoiczków. Jeżeli lubicie i macie akurat pod ręką zielony kardamon lub wanilię, możecie wrzucić do niektórych słoiczków rozcięty kawałek laski wanilii** lub kilka ziarenk kardamonu. 
Słoiczki mocno zakręcić i odstawiać do góry nogami i pozostawić do całkowitego ostygnięcia. Po otwarciu przechowywać w lodówce.

Smacznego!


*na podstawie przepisu z książki Christine Ferber, Leçons de confitures, Ed. du Chêne-Hachette Livre, 2012 
** IMHO wersja z wanilią przebija wszystkie inne na głowę :)


RECETTE EN FRANÇAIS : Oranges amères, pommes, citrons et vanille... confiture!

czwartek, 31 października 2013

Bezglutenowe, mocno czekoladowe mi-cuit

Czekoladę lubię, jednak daleko mi do prawdziwych czekolado-holików, dla których dzień bez czekolady jest dniem straconym. Jednak z nadejściem jesiennej aury coraz częściej nachodzi mnie ochota na właśnie coś mocno czekoladowego. Nic w tym dziwnego gdyż jak powszechnie wiadomo czarna czekolada zawiera dużo magnezu, a co za tym idzie wspaniale wpływa na poprawę nastroju.
Wiele lat temu w czasie mojej pierwszej wizyt w Paryżu znajomi podali na deser czekoladowe ciastko. Pachniały nieziemsko. Wyglądały natomiast bardzo niepozornie, przynajmniej dopóki nie wbiłam w nie łyżeczki... Wtedy zrozumiałam, że oto właśnie mam okazję spróbować czekoladowego mi-cuit, czyli ciastka z płynnym czekoladowym środkiem.
Jego przygotowanie jest banalnie proste. Jedyną trudność może sprawić wyczucie czasu po jakim należy wyjąć mi-cuit z piekarnika, aby jego wierzch oraz boki były upieczone, a środek nadal surowy jednak gorący. Nie należy zrażać się małymi niepowadzeniami, bo tak czy inaczej nawet gdy mi-cuit jest za mało lub za bardzo upieczony, to zupełnie nie wpływa to na jego smak.



Czekoladowe bezglutenowe mi-cuit - dla 4 osób
140 g gorzkiej czekolady o 70% zawartości kakao
100 g miękkiego masła
70 g trzcinowego cukru
30 g mąki ziemniaczanej
30 g zmielonych migdałów
40 g gęstej śmietany
4 jajka
Ziarenka z połowy laski wanilii
szczypta soli
cukier puder do posypania
8 kawałków mlecznej czekolady

Przygotowanie:
Piekarni nagrzać do 220°C.
4 obręcze* posmarowane masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Ustawić na wyłożonej folią aluminiową blasze.
Jajka utrzeć z cukrem na puszystą masę (około 10 minut), dodać mąkę ziemniaczaną, zmielone migdały oraz szczyptę soli oraz ziarenka wanilii. Czekoladę wymieszać z masłem i śmietaną. Rozpuścić w kąpieli wodnej. Dokładnie wymieszać i odstawić do przestygnięcia. Wlać do masy jajecznej i ponownie bardzo dokładnie wymieszać.
Każdą obręcz napełnić masą czekoladową. W środek wcisnąć po 2 kawałki mlecznej czekolady.
Piec w piekarniku z termoobiegiem przez 8 minut. Następnie włączyć ogrzewanie od spodu i piec przez kolejne 4-5 minut. Czas pieczenia zależy od wielkości mi-cuit.
Sprawdzić, delikatnie naciskając brzegi ciasta, czy po boki są już upieczone. Na wierzchu powinna utworzyć się skorupka, ale środek powinien się uginać pod naciskiem palca, co oznacza, że jest nadal jest płynny
Każde mi-cuit delikatnie przenieść na talerzyk, zdjąć obręcz i delikatnie odkleić papier do pieczenia. Podawać natychmiast posypane cukrem pudrem.

Smacznego!

*obręcze można zastąpić dużymi filiżankami. Wtedy nie wyjmujemy mi-cuit na talerze tylko podajemy je w filiżankach



RECETTE EN FRANÇAIS : Mi-cuit sans gluten

środa, 18 września 2013

Clafoutis z jabłkami

Średniej wielkości jabłko pokrywa 14% dziennego zapotrzebowania naszego organizmu na witaminę C, zawiera 4 gramy błonnika, przeciwutleniacze oraz 95 kalorii. Jabłka rosną w naszym klimacie. Nie trzeba ich znikąd sprowadzać. Do szczęśliwców zaliczam tych, co mają własną jabłoń w ogrodzie lub łatwy dostęp do starych, niepryskanych odmian jabłek.
W myśl tego, co napisałam jestem w czepku urodzona. Nie dość, że mam kochającą rodzinę i wspaniałych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć, to do sadu pełnego starych jabłoni mam niecałe 100 metrów. Wystarczy, że przejdę przez drogę. Ich owoce nie są piękne, jednak smak nie ma sobie równych. Jedne są mniejsze, drugie większe. Czasami można trafić na robaka, bo drzew nikt nie opryskuje.
Cieszą mnie małe przyjemności jak wschód słońca nieprzysłonięty smogiem, beczenie owiec, które sąsiad używa zamiast kosiarki, wieczorne koncerty świerszczy i cisza, która aż dźwięczy w uszach. Cieszy mnie bardzo stara, zdziczała śliwa, która w tym roku obsypana jest cierpkimi owocami wielkości 50 groszówki. Zbiorę je i zrobię nalewkę. Cieszy mnie, że mogę iść do Jacques’a po mleko prosto od krowy i po jajka od wolnych, szczęśliwych kur, które cały dzień grzebią w ziemi. Jestem szczęśliwa, bo mieszkam wśród ludzi, którzy szanują otaczającą przyrodę. Wspólnie oszczędzamy wodę, choć nie cierpimy na jej brak. Segregujemy śmieci nie dlatego, że w tym roku zostały wprowadzone wysokie opłaty za worki, ale dlatego, że mamy świadomość, że wystarczy niewielki wysiłek, aby wszystkim nam żyło się lepiej i zdrowiej.


Clafoutis z jabłkami*- dla 4 osób:
700 g twardych, kwaśnych jabłek
4 średniej wielkości jajka
150 ml pełnotłustego mleka
100 ml śmietanki
160 g mąki
140 g cukru
20 g masła
szczypta soli
sok z 2 cytryn
otarta skórka z 1 cytryny
cukier waniliowy

Przygotowanie:
Jabłka obrać, pokroić w cienkie plastry, skropić sokiem z cytryny, aby nie sczerniały.
Jajka utrzeć z 130 gramami cukru, dodać mąkę, sól, otartą skórkę z cytryny i dokładnie wymieszać. Powoli dodawać mleko cały czas mieszając do uzyskania gładkiej masy. Jabłka zalać ciastem i delikatnie wymieszać.
Formę do pieczenia wyłożyć papierem. Jeżeli używacie naczynia do zapiekanek, należy je wysmarować masłem i oprószyć cukrem. Ciasto przełożyć do formy, obłożyć ciasto wiórkami masła.
Piec przez 10 minut w 200°C. Następnie zmniejszyć temperaturę do 150°C i piec przez kolejne 40 minut. Wyjąć clafoutis z piekarnika, oprószyć pozostałym cukrem oraz cukrem waniliowym. Piec jeszcze przez kolejne 10-15 minut. Przed wyjęciem sprawdzić końcem noża czy ciasto się upiekło.
Clafoutis można podawać na gorąco lub na zimno. Ja zdecydowanie wolę gorące, choć ciężko się wtedy kroi i lubi się rozpadać. Po ostudzeniu kroi się znacznie łatwiej, ale smak jest trochę inny. Spróbujcie tak i tak i wybierzcie wersję, która smakuje wam bardziej.

Smacznego!

*podobny przepis podawała kiedyś na swoim blogu Ela 

RECETTE EN FRANCAIS : Clafoutis aux pommes


piątek, 19 lipca 2013

Charlotta z letnimi owocami

Charlotta została stworzona w XVIII wieku na cześć królowej Charlotty, małżonki Jerzego III, króla Anglii. Jej podstawą była marmolada jabłkowa wymieszaną z sokiem cytrynowy i cynamonem, którą przekładano do formy wyłożonej nasączonymi masłem plastrami brioszek, zapiekało i podawało polaną sosem angielskim. Nasza polska szarlotka jest niczym innym jak zmodyfikowaną wersją tego właśnie deseru. Natomiast charlotte à la Parisienne, zwaną również charlotte à la russe zawdzięczamy Antoine Carême. Kulinarny geniusz Carême'a podpowiedział mu stworzenie delikatnego deseru bez pieczenia z biszkoptami, przełożonego musem z kremu bawarskiego oraz świeżymi owoców. 
Charlotta to nasz ulubiony, letni deser. Gorąco polecam!


Charlotta z letnimi owocami - dla 8 osób:
2 opakowanie biszkoptów
500g malin*
500g truskawek*
200 ml kremówki 35%
1 łyżka cukru pudru

Krem bawarski:
4 żółtek
60 g cukru
400 ml mleka
200 ml kremówki 35%
7 listków żelatyny
1 łyżka rumu
ziarenka z 1 laski wanilii
szczypta soli

Winna galaretka:
50ml białego, słodkiego wina
1 łyżka cukru pudru
1 listek żelatyny
ziarenka z 1/2 laski wanilii

Przygotowanie:
Owoce delikatnie opłukać i dokładnie osuszyć. Najładniejsze maliny i truskawki odłożyć do dekoracji. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Żółtka z cukrem i solą utrzeć na puszystą masę. W rondelku zagotować mleko z wanilią. Gorące mleko powoli wlewać do żółtek cały czas ubijając na średnich obrotach. Przelać wszystko do rondelka, dodać rum i postawić na małym ogniu. Gotować cały czas mieszać, do momentu aż masa zacznie oblepiać łyżkę. Nie dopuścić do zagotowania! Zdjąć rondelek z gazu dodać 7 odciśniętych listków żelatyny (jeden zostawić do winnej galaretki) i dokładnie wymieszać, żeby żelatyna się całkowicie rozpuściła. Odstawić do ostygnięcia.
Ubić kremówkę. Zmniejszyć obroty i dodawać partiami całkowicie ostudzony krem. Dokładnie wymieszać na jednolitą masę. Wstawić do lodówki na 15-20 minut, aż masa zacznie się  ścinać.
Dno i boki formy wyłożyć biszkoptami. Aby biszkopty nie osuwała się z boków można je przykleić do formy używając do tego kropelki kremu.
Wino zagotować z cukrem, dodać wanilią i pozostałą żelatynę. Wymieszać do dokładnego rozpuszczenia się.
Ubić pozostałą kremówkę, pod koniec ubijania dodać cukier puder.
Na dno formy wylać 1/3 kremu bawarskiego. Na kremie ułożyć warstwę malin. Zalać połową pozostałego kremu, ułożyć warstwę truskawek, zalać resztą kremu. Na krem wyłoży ubitą kremówkę. Udekorować świeżymi owocami i posmarować winną galaretką. Wstawić do lodówki na minimum 8 godzin.

Smacznego!

*do przygotowania charlotty można wykorzystać każdego rodzaju owoce, niekoniecznie letnie. Nasze ulubione to truskawki, maliny, jagody, jeżyny oraz czerwona porzeczka. 


RECETTE EN FRANÇAIS : Charlotte aux fruits d'été

środa, 17 lipca 2013

Mój ulubiony, ostry sos vinaigrette

Mam słabość do ostrych sosów vinegraitte! Uwielbiam takie wyciskające łzy i przeczyszczające zatoki. Jednak takiego sosu nie można podać do każdego rodzaju sałaty. Łatwo może zdominować jej smak i sprawić, że niczego innego poza sosem nie będziecie czuć. Dlatego polecam go używać do sałat  o twardych liściach i o wyrazistym smaku. Świetnie sprawdza się w towarzystwie wszelkiego rodzaju cykorii, liści mlecza lub sałatek na bazie gotowanej fasoli np z suszonymi pomidorami. Rewelacyjnie również smakuje w sałatce ziemniaczanej. Jeżeli dodacie do niego 2-3 łyżki miodu lub cukru trzcinowego, możecie go również użyć do marynowania karkówki pieczonej na grillu. 


Ostry sos vinaigrette:
6 łyżek oliwy
3 łyżki octu z białego wina
1 pełna łyżka ostrej musztardy z Dijon
1 łyżka musztardy z całymi ziarnami gorczycy
1 łyżeczka dobrego keczupu
szczypta cukru
szczypta sól
świeżo mielony czarny pieprz


Przygotowanie:
Musztardę wymieszać z keczupem. Doprawić do smaku i dodać ocet. Cienkim strumieniem wlać oliwę cały czas energicznie mieszając, aby wszystkie składniki dokładnie się połączyły. Gdyby sos był zbyt gęsty, możecie rozcieńczyć do 1-2 łyżkami przegotowanej, gorącej wody.
Sos można przechowywać w lodówce przez 3-4 dni.

Smacznego!

RECETTE EN FRANÇAIS: Ma sauce vinaigrette préférée


czwartek, 27 czerwca 2013

Latem... szampan z owocami

Truskawki i szampan? To podobno banał! A gdyby do truskawek dodać wanilię, płatki róży lub trawę cytrynową? A może zastąpić truskawki innymi owocami? Czy będzie równie banalnie? Nie wiem, ale na pewno będzie smacznie. A przecież o to właśnie chodzi.
Zia Cri miała słabość do szampana. Nie traktowała go jak coś wyjątkowego. Na przekór przyjętym zwyczajom. Po prostu lubiła wypić kieliszek bez wielkiej okazji, żeby uczcić zwykłą chwilę. Siadaliśmy pod stuletnią lipą. Otwieraliśmy butelkę szampana i cieszyliśmy się minionym dniem, snuliśmy plany na przyszłość, rozmawialiśmy o ważnych i błahych sprawach. Zia Cri często przygotowywała szampana z owocami. Latem były to świeże owoce, do których niekiedy dodawała zioła. Zimą mieszała szampana ze świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy lub mandarynek. Prosto i smacznie. Idealnie, aby po prostu móc się cieszyć chwilą.



Szampan z truskawkami i wanilią
garść truskawek
pół laski wanilii
łyżka syropu z trzciny cukrowej (lub cukru)
kieliszek ulubionego szampana

Przygotowanie:
Truskawki opłukać, osuszyć i przełożyć do miseczki. Dodać przekrojoną laskę wanilii, zalać syropem cukrowym i szczelnie przykryć folią spożywczą. Wstawić do lodówki za minimum godzinę. 
Tuż przed podaniem, przełożyć do kieliszka i zalać sampanem.

Szampan z melonem i bazylią
plaster dojrzałego melona
kilka listków bazylii
łyżka syropu z trzciny cukrowej (lub cukru)
kieliszek ulubionego szampana

Przygotowanie:
Bazylię opłukać i porwać na mniejsze kawałki. Melona pokroić w niewielką kostkę przełożyć do miseczki. Dodać bazylię, zalać syropem cukrowym i wymieszać. Szczelnie przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki za minimum godzinę. Tuż przed podaniem, przełożyć do kieliszka i zalać sampanem.



Szampan z limonką i płatkami dzikiej róży
limonka
świeże płatki z jednej dzikiej róży
łyżka syropu z trzciny cukrowej (lub cukru)
kieliszek ulubionego szampana

Przygotowanie:
Płatki róży opłukać i porwać na mniejsze kawałki. Limonkę sparzyć wrzącą wodą i dokładnie umyć. Pokroić w niewielką kostkę i przełożyć do miseczki. Dodać płatki róży, zalać syropem cukrowym i wymieszać. Szczelnie przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki za minimum godzinę. Tuż przed podaniem, przełożyć do kieliszka i zalać sampanem.


Szampan z brzoskwinią i trawą cytrynową
pół dojrzałej brzoskwini
1/3 łodygi trawy cytrynowej
łyżka syropu z trzciny cukrowej (lub cukru)
kieliszek ulubionego szampana

Przygotowanie:
Brzoskwinię umyć, pokroić w niewielką kostkę i przełożyć do miseczki. Trawę cytrynową pokroić w plasterki i dodać do brzoskwini. Zalać syropem cukrowym i wymieszać. Szczelnie przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki za minimum godzinę. Tuż przed podaniem, przełożyć do kieliszka i zalać sampanem.


Szampan z malinami i świeżą miętą
garść malin
kilka listów świeżej mięty
łyżka syropu z trzciny cukrowej (lub cukru)
kieliszek ulubionego szampana

Przygotowanie:
Maliny opłukać, osuszyć i przełożyć do miseczki. Dodać liski opłukane listki mięty, zalać syropem cukrowym i szczelnie przykryć folią spożywczą. Wstawić do lodówki za minimum godzinę. 
Tuż przed podaniem, przełożyć do kieliszka i zalać sampanem.

Na zdrowie! Tylko proszę nie nadużywać ;)


RECETTE EN FRANÇAIS: En été… champagne aux fruits


wtorek, 25 czerwca 2013

Ceviche ze świeżego dorsza

Półwysep Osa. Temperatura 40°C w cieniu. Wilgotność powietrza przekraczająca 90%. Na horyzoncie zbierają się ciężkie, czarne chmury. Już niedługo świat na nowo pogrąży się w strugach deszczu. Siedzimy na plaży pod nie pierwszej młodości parasolem. Uważnie wpatrujemy się w ocean w nadziei, że uda nam się dostrzec przepływające wieloryby. Za nami dżungla rozbrzmiewająca krzykami papug i tukanów. Niezmierzony deszczowy, ogród, pachnący wilgocią i plumerią, porośnięty tysiącami nieznanych nam roślin, pełen jadowitych węży oraz kolorowych, niebezpiecznych żabek. Pijemy zimne, kostarykańskie piwo. Chrupiemy kukurydziane chipsy i pochłaniamy kolejną porcję orzeźwiającego ceviche.
Jorge jest otwarty na nowości i nieprzyzwoicie wręcz tolerancyjny, jednak w kwestii ceviche nie ma z nim dyskusji. Najlepsze jest peruwiańskie. Bez pomidorów. Nie jesteśmy aż tak ortodoksyjni. Jedliśmy różne. Z pomidorami i bez. Z awokado lub selerem naciowym. Takie, w których liście kolendry zastąpiono zieloną pietruszką, a sok z limonki sokiem z pomarańczy. Niektóre były przygotowane tylko z ryby. Do innych dodano również owoce morze – krewetki lub małże Św. Jakuba. Wszystkie były wyśmienite. Od tamtej pory marzymy o ceviche, plaży i wielorybach.
Ceviche to nic innego jak kawałki świeżej ryby marynowane w soku z cytrusów. Przy przygotowaniu ceviche należy pamiętać o jednym – nie możemy mieć najmniejszych wątpliwości, co do świeżości ryby. Gdybyście mieli, proponuję nie ryzykować i sięgnąć po rybę mrożoną.


Ceviche ze świeżego dorsza - porcja dla 4 osób
600 g filetów ze świeżego dorsza
starta skórka z 1-2 limonek
sok wyciśnięty z 6 limonek
2 średniej wielkości czerwone cebule
2 papryczki chili
3-4 gałązki kolendry
sól morska
świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:
Dorsza umyć. Dokładnie osuszyć i pokroić w 2 centymetrową kostkę. Papryczki chili wydrążyć i pozbawić błonek. Pokroić w cienkie plasterki. Cebulę obrać, przekroić na pół i pokroić na bardzo cienkie plasterki.
Rybę wmieszać z cebulą i papryczkami chili. Doprawić do smaku solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem. Dodać otartą skórkę z limonki i wszystko zalać sokiem. Wymieszać przykryć i odstawić na 2 godziny do lodówki. Po tym czasie ryba powinna zmienić kolor i wyglądać jak ugotowana. Gdyby nadal była surowa, można potrzymać ją dłużej w marynacie, jednak niezbyt długo, bo zbyt ugotowana zacznie się rozpadać
Przed podaniem rybę odsączyć z marynaty i oprószyć poszatkowanymi listkami kolendry. Podawać z kukurydzianymi chipsami.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Ceviche du cabillaud

wtorek, 18 czerwca 2013

Focaccia Genovese

Zdarza się, że trafiamy na coś, o czym nie możemy przestać myśleć. Bywa, że jest to fotografia, muzyka, krajobraz, smak... Gdzieś, jak zwykle, biegniemy i nagle kątem oka dostrzegamy w witrynie galerii obraz, rzeźbę, fotografię. Stajemy. Przyglądamy się. Czas przestaje płynąc. Nie jest ważne czy artysta, który ja stworzył, jest znany. Nie jest ważne czy podoba się innym. Nie możemy o niej zapomnieć.
Słyszymy utwór, który powoduje, że nie możemy usiedzieć na miejscu, lub przeciwnie, pogrąża nas w zadumie. Zamykamy oczy i nieustannie gra nam w głowie.
Wspinamy się na górkę, wychodzimy z lasu, wjeżdżamy do miasta. Naszym oczom ukazuje się widok. Bez znaczenia dla innych, a my wiemy, że własnie tu chcielibyśmy spędzić resztę naszego życia.
I wreszcie smaki. Są takie, o których nie możemy zapomnieć. Przywołują wspomnienia i uśmiech na twarzy. Moje to kanapka z masłem i pomidorem. Ciasto drożdżowe z kruszonką. Pieczony kurczak. Oraz focaccia genovese. Kojarzy mi się z ZiąCri. Z dyskusjami na temat wyższości kuchni liguryjskiej nad kuchniami inny regionów. Ze wspólnym pieczeniem farinat z mąki z ciecierzycy i przemierzaniu Genui wzdłuż i wszerz w celu znalezienia najlepszej focacci. Udało nam się na nią trafić po 2 dniach poszukiwań. Niestety nie zapisałam adresu, ale bez problemu tam trafię przy następnej wizycie w Genui.


Focaccia Genovese* - dla 8 osób 
Ciasto:
500 g pszennej mąki
7 g drożdży suszonychhttps://mail.google.com/mail/ca/u/1/images/cleardot.gif (lub 20 g drożdży świeżych)
125 ml oliwy z pierwszego tłoczenia
około 250 ml letniej wody
płaska łyżeczka soli
pół łyżeczki cukru

Oraz:
grubo mielona sól morska do posypania
suszony tymianek
oliwa o zdecydowanym smaku

Przygotowanie:
Jeżeli używacie świeże drożdże, należy je uprzednio rozpuścić w 2-3 łyżkach wody ze szczyptą cukru i pozostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu.
Mąkę wymieszać z drożdżami, oliwą, solą i cukrem. Zagnieść cisto, ręcznie lub przy pomocy miksera, dodając po trochu wody. Wyrabiać przez 10-15 minut. Ciasto powinno być miękkie, aksamitne w dotyku i lśniące. Gdyby było zbyt twarde, dodać trochę więcej wody - około 4-5 łyżek. Uformować kulkę, przykryć lnianą ściereczką i pozostawić na około półtorej godziny do wyrośnięcia w ciepłym miejscu. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Ciasto przebić i rozwałkować na grubość 2-3 centymetrów. Przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Przykryć i ponownie zostawić do wyrośnięcia na około 45 minut.
Piekarnik nagrzać do 250°C.
W wyrośniętym cieście porobić palcem dziury. Każdą zalać oliwą i obficie oprószyć grubo mieloną solą oraz suszonym tymiankiem. 
Piec przez 10-15 minut, aż focaccia się przyrumieni. Wyjąc z piekarnika. Zostawić na chwilę do ostudzenia.
Można podawać jeszcze ciepłą lub pozostawić do całkowitego ostudzenia, przekrawać na pół i używać zamiast chleba do kanapek.


*przepis na ciasto podstawowe ciasto pochodzi z książki autorstwa laury Rangoni "Focacce e Farinate", Edizioni Servizi Editoriali, 2007

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Focaccia genovese

poniedziałek, 27 maja 2013

Kanapka z pieczonymi szparagami, konfiturą paprykową i serami

Nie ma dwóch tych samych kanapek. Każda jest inna. Każda smakuje inaczej. Każda odzwierciedla moje zamiłowanie do eksperymentów oraz aktualną zawartość lodówki. Czasami zużywam resztki z sobotniego obiadu - pieczone warzywa, ryby, mięso. Innym razem sięgam po wędliny, sery czy jajka. Kiedy indziej przygotowuję specjalnie pasty orzechowe lub sosy na bazie gęstego jogurtu. Zdarza się, że w lodówce znajdę kawałek ziemniaczanej tortillii z poprzedniego dnia, która świetnie smakuję z wiejskim chlebem. Niekiedy smażę omlet z ziołami i specjalnie piekę focaccię. Raz kanapkę skrapiam oliwą, innym razem olejem z orzechów włoskich czy rzepaku, lub aromatycznym octem. Dodaję liście sałaty, rukoli, świeże zioła, plasterek gruszki lub jabłka. Na koniec oprószam wszystko ulubionymi przyprawami.



Kanapka z pieczonymi szparagami, konfiturą paprykową i dwoma rodzajami sera - dla 2 osób:
2 średniej długości bagietki na zakwasie
kozi twarożek
płatki parmezanu
8-10 zielonych szparagów
3 czerwone papryki
3 ząbki czosnku
sól
świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:
Szparagi dokładnie umyć i osuszyć. Odłamać zdrewniałe końce. Zrumienić na maśle. Odstawić na bok.
Bagietki przekroić wzdłuż. Każdą z części posmarować kozim twarożkiem, obłożyć szparagami, konfiturą paprykową i płatkami parmezanu. Oprószyć solą i pieprzem.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS:  Sandwich aux asperges grillés, confitures de poivrons à la vanille et deux fromages

piątek, 24 maja 2013

Konfitura z czerwonej papryki z wanilią

Papryki wszystkich barw i smaków są cennym źródłem błonnika, nieodzownego do prawidłowej pracy przewodu pokarmowego. Zawierają witaminę C, która wspomaga układ immunologiczny i jest naturalnym przeciwutleniaczem. Są cennym źródłem beta-karotenu (przede wszystkim papryka czerwona), który jest niezbędny w prawidłowym procesie widzenia oraz w utrzymaniu prawidłowego stanu skóry, włosów i paznokci. Zawierają również  witaminę E, popularnie zwaną witaminą młodości jak również komplet witamin z grupy B wpływających na przemianę materii i system nerwowy, oraz znaczne ilości potasu, wapnia, żelaza, magnezu, manganu i miedzi.
Niestety organizm wielu osób nie toleruje surowej papryki. Jest na to sposób. Obróbka cieplna zazwyczaj rozwiązuje ten problem i pozwala nam się cieszyć jej wspaniałym smakiem.


Konfitura z czerwonej papryki z wanilią - dwa słoiczki o pojemności 250 ml:
5 jędrnych, czerwonych papryk
2 średniej wielkości czerwone cebule
2 pomidory
3 ząbki czosnku
4 łyżki brązowego cukru
2 łyżki oliwy
1 łyżka octu balsamicznego
100 ml wody
pół łyżeczki chili
zirenka z jednej laski wanilii
sól
czarny, świeżo mielony pieprz

Przygotowanie:
Papryki umyć, wydrążyć i pokroić w niewielką kostkę.
Cebulę i czosnek obrać, poszatkować i delikatnie zrumienić na oliwie. Dodać paprykę i smażyć na średnim ogniu przez 10 minut. Dodać cukier, ocet, wanilię i wodę. Wymieszać, zagotować i zmniejszyć ogień. Przykryć i dusić przez około 30 minut, aż papryka zacznie się rozpadać. Doprawić do smaku solą, czarnym pieprzem. 
Przełożyć do wyparzonych słoiczków. Zakręcić i odstawić denkiem do góry. Przechowywać w lodówce do miesiąca. Można również pasteryzować.
Podawać do zimnych mięs, wędlin, serów i pieczonych warzyw.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Confitures de poivrons rouges à la vanille

wtorek, 14 maja 2013

Drożdżowa tarta z cukrem jakiej jeszcze nie znacie :)

Już wielokrotnie wspominałam, że w moim prywatnym rankingu najlepszych słodkich wypieków na czołowej pozycji znajdują się: ciasta drożdżowe, baby drożdżowe, bułeczki drożdżowe... Potem długo, długo nic i zaczynają pojawiać się ciasta z owocami. Oczywiście najlepiej gdy są to cytryny :)
Gdy mam więc do wyboru dwa ciasta, przy czym jedno z nich będzie miało coś w spólnego z drożdżami, to na pewno właśnie po nie sięgnę. Dlatego gdy wpada mi ręce nowy przepis na drożdżowy placek, ciasto czy bułeczki, długo nie trzeba mnie namawiać, żebym wyciągnęła ze spiżarni mąkę. 
Kilka tygodni temu gdy, późnym wieczorem po obfitej kolacji, wyciągnęłam z piekarnika Taillé de Goumoens, Monice zaśmiały się oczy, natychmiast wiedziałam, że trafił swój na swego :) Wtedy postanowiłyśmy, że upieczemy coś wspólnie coś drożdżowego. Najpierw padło na chlebek turecki, który z nieznanych mi powód postanowił mi dać nauczkę i się nie udać... Po 5 próbie dałam za wygraną, a potem trafiłam na poniższy przepis. I tak umówiłyśmy się z Moniką na kolejne wspólne pieczenie :)
Taki drożdżowy placek z cukrem, zwany często tartą z cukrem, jest bardzo popularnym wypiekiem we Francji. Ten przepis pochodzi z jej północno-wschodniej części i jest, moim zdaniej, jednym z najlepszych jakie do tej pory wypróbowałam. Gorąco polecam, choć muszę Was również otrzeć... Uwaga, silnie uzależnia! Żeby więc potem nie było, że nie uprzedzałam;)


Drożdżowa tarta z cukrem** - dla 4 osób:
100 g masła
100 g cukru
2-3 łyżki cukru cassonade
250 g mąki
4 g suchych lub 20 g świeżych drożdży
2 jajka
pół szklanki mleka
pół szklanki ciepłej wody
duża szczypta soli

Przygotowanie:
Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie z dodatkiem łyżki cukru. Odstawić do wyrośnięcia.
Mleko zagotować z 85 g masła. Odstawić do ostygnięcia.
Jajka utrzeć z cukrem  i solą (około 10 minut - ważne!) na puszystą masę. Dodać po trochu przesianą mąkę i dokładnie wymieszać. Dodać drożdże i mleko z masłem. Ponownie delikatnie wymieszać. Użyłam mikserem na najmniejszych obrotach. Ciasto jest bardzo rzadkie, nie powinno mieć jednak grudek.
Wysmarować masłem i dokładnie oprószyć mąką formę do tarty o śr. 28-30 cm. Wlać ciasto do formy. Nie powinno sięgać wyżej niż do połowy wysokości, gdyż rośnie jak szalone. Odstawić w ciepłe miejsce na około półtorej godziny do wronięcia.
Piekarnik nagrzać do 175°C. Ciasto delikatnie oprószyć* cukrem cassonade i obłożyć małymi kawałkami zimnego masła. Piec około 25 min. Długość pieczenia zależy od wysokości ciasta. Podawać jeszcze ciepłe.

*przepis, która nieznacznie zmodyfikowałam, znalazłam na francuskim blogu Hugodelice
**w tym momencie ciasto zazwyczaj trochę opada.

Smacznego!


RECETTE EN FRANçAIS: La tarte au sucre de Fresnois

środa, 1 maja 2013

Małżeństwo doskonałe - bezowy tort lodowy ze smażonymi bananami i solonym karmelem

Słodka beza, waniliowe lody, smażone banany oraz solony karmel. To połączenie idealne. Wszystko ma tutaj swoje miejsce, uzupełnia się, przenika. To małżeństwo doskonałe! 
Bezy mają w sobie coś takiego, że nie można poprzestać na zjedzeniu jednej. Bezwiednie wyciąga się rękę po następną, jeszcze jedną, aż w końcu wszystkie znikną. Zawsze mnie zastanawiało, co powoduje, że tracimy dla nich głowę. Słodka, chrupiąca skórka i ciągnący się środek? Uzależnienie od cukru? Ich nieskazitelnie biały kolor? A może wszystko po trochu? 
Lody waniliowe kojarzą mi się z dzieciństwem i wakacjami nad Liwcem. Przy wejściu do ośrodka wczasowego stała niepozorna budka. Zielona, zbita z drewnianych desek. Sprzedawano w niej najlepsze waniliowe lody na świecie. Po powrocie do domu cały rok marzyłam o smaku tych lodów i odliczałam dni do kolejnego wyjazdu nad Liwiec. Co było w tamtych lodach? Wspomnienie szczęścia i beztroskich chwil? Nie mam pojęcia, jednak gdy dziś jem lody waniliowe bezwiednie powracam w myślach do tamtych chwil. Z kolei smażone banany przywodzą na myśl dalekie podróże, wspaniałe, nieoczekiwane spotkania przy szklaneczce bursztynowego rumu i rozmowy do świtu. To poznawanie świata i samych siebie. 
Solony karmel jest kropką nad i. Łączy, dodaje mocy i wywołuje błogi uśmiech na twarzy. 



Bezowy tort lodowy ze smażonymi bananami i solonym karmelem - porcja dla 8 osób: 
Bezy: 
200 g białek (w zależności od wielkości jajek 5-6 białek) 
200 g cukru 
200 g cukru pudru 
1 łyżeczka świeżo wyciśniętego soku z cytryny 

Smażone banany: 
3 banany 
3 łyżki brązowego cukru 
2 łyżki rumu 
1 łyżka masła 
1 łyżka soku z cytryny 

Solony karmel: 
50 g cukru 
25 ml śmietanki 
20 g masła 
1 łyżka wody 
pół łyżeczki soli 

Bita śmietana: 
300 ml śmietanki o zwartości 25% tłuszczu
1 łyżka cukru pudru 
ziarenka z jednej laski wanilii 

Oraz:
500 ml ulubionych lodów waniliowych 


Przygotowanie:
Białka wymieszać z sokiem z cytryny i ubić pianę. Gdy piana stanie się sztywna, dodawać po jednej łyżce cukru, cały czas ubijając na najsilniejszych obrotach, aż cały cukier się rozpuści, a piana stanie się błyszcząca. Zmniejszyć obroty, dodać cukier puder i dokładnie wymieszać. Szprycę napełnić ubitymi białkami i odstawić na bok. 
Blachy wyłożyć papierem do pieczenia, na którym zostały narysowane ołówkiem koła o średnicy około 20 centymetrów. Przy pomocy szprycy uformować z białek dwa blaty. Z reszty piany wycisnąć małe bezy do udekorowania tortu. Blachy wstawić do nagrzanego 100°C do piekarnika. Piec z termoobiegiem przez półtorej godziny. Bezy zostawić do ostygnięcia w zamkniętym piekarniku. 
Masło rozpuścić na patelni, dodać rum, cukier oraz sok z cytryny. Pokrojone w plastry banany usmażyć na złoty kolor. Odstawić do ostygnięcia. 
Przygotować solony karmel. Wsypać cukier do garnka z grubym dnem. Dodać wodę i wymieszać. Ustawić na silnym ogniu. Nie mieszać! Gdy cukier się rozpuści i zacznie wrzeć, zmniejszyć ogień i gotować do momentu, aż nabierze bursztynowego koloru. Ostrożnie, uważając, żeby się nie poparzyć, zdjąć garnek z ognia. Dodać pokrojone w kawałki masło i dokładnie wymieszać. Dodać śmietankę i ponownie wymieszać. Odstawić do przestygnięcia. 
Laskę wanilii rozciąć na pół, wyskrobać ziarenka i dodać wraz z cukrem pudrem do bardzo zimnej śmietany. Ubić na najwyższych obrotach uważając, aby jej nie zwarzyć. Odstawić do lodówki. 
Delikatnie przenieść pierwszy blat na talerz, wyłożyć lody waniliowe i delikatnie przykryć drugim blatem. Na samej górze rozłożyć równomiernie bitą śmietanę. Na środku ułożyć smażone banany. Po bokach udekorować małymi bezami. Wstawić do zamrażalnika. Wyjąć na 10 minut przed podaniem i polać solonym karmelem. 

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Gâteau glacé aux meringues, bananes et caramel salé.

piątek, 22 lutego 2013

Hummus z batatami

Będąc dziecięciem byłam koszmarnym niejadkiem. W naszej rodzinie do dziś krążą pełne grozy opowieści o sztuczkach do jakich należało się uciec, żebym zechciała łaskawie przełknąć choć innego, niż kawałek placka ziemniaczanego. Warzywa były ble. Owoce podobnie. Natomiast zjedzenie kanapki mogło, się w moim przekonaniu, zakończyć się tragiczną śmiercią przez zatrucie. Od wędlin, mięsa i ryby uciekałam gdzie pieprz rośnie, co było niejakim błogosławieństwem dla rodziny, biorąc pod uwagę fakt, że moje dzieciństwo przypada na okres ciężkiego kryzysu i talonów żywnościowych. Natomiast placki ziemniaczane mogłam jeść trzy razy dziennie. Do dziś mam przed oczami widok mojej zdesperowanej mamy, gdy na każde pytanie "Żabko co zjesz na śniadanie, obiad, kolację?" (niepotrzebne skreślić)  niezmiennie odpowiadałam to samo. Placki! Z wiekiem mi się zmieniło i zezwoliłam na wprowadzenie do mojego jadłospisu zup. Pomidorowej i ogórkowej. Wszystkie inne były oczywiście trujące. Kolejny zmiana w moich upodobaniach żywnościowych nastąpiła, gdzieś w okolicach liceum, gdy zaczęłam zjadać kanapki przygotowane przez mamę... wcześniej obdarowywałam nimi kolegów i koleżanki. To był okres, kiedy mama i babcia zaczęły eksperymentować z najróżniejszymi pastami do kanapek. Te pasty śnią mi się dziś po nocach. Podobnie zresztą jak placki ziemniaczane ;)


Hummus z batatami* - dla 6 osób:
1 szklanka suszonej ciecierzycy (możecie użyć dobrze opłukaną i obsączoną ciecierzycę z puszki - około 300 g)
3 duże bataty
4 ząbki czosnku
4 łyżki oliwy z oliwek
półtorej łyżki tahini
sok wyciśnięty z 1 cytryny
świeżo mielony czarny pieprz
kumin
sól
chili w proszku

Przygotowanie:
Ciecierzycę namoczyć na 12 godzin. Przepłukać, zalać zimną wodą i gotować przez godzinę, aż ciecierzycę stanie się miękka. Po ugotowaniu przestudzić i obrać ze skórek. Dzięki pozbawieniu ciecierzyc skórek, hummus będzie miał wspaniałą aksamitną konsystencję.
Bataty obrać, umyć, pokroić w grube plastry, zalać wodą, dodać obrany czosnek i ugotować. Odcedzić na durszlaku i zostawić do ostygnięcia.
Ciecierzycę, bataty, ugotowany czosnek oraz pastą tahihi zmiksować dodają po łyżce oliwy na przemian z sokiem cytrynowym. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Dodać kumin i wymieszać. Odstawić na godzinę do lodówki. Przed podaniem skropić oliwą i oprószyć chili. Smakuje rewelacyjnie i posmarowaną czosnkiem i opieczoną bagietką lub po prostu na kanapki zamiast masła.

Smacznego!

*inspiracją do powstania tego smarowidła był przepis Alice Hart, Mon premier dîner végétarien, Ed. Marabout, 2010


RECETTE EN FRANÇAIS: Houmous aux patates douces

czwartek, 7 lutego 2013

Torcik lodowy prawie Czarny Las

Torcik powstał na skutek inspiracji przepisem Pierre'a Hermé z książki "Rêves de Pâtissier", którą pod choinkę położył mi Święty Mikołaj. Przepis chciałam odtworzyć bez wprowadzania jakichkolwiek zmian, jednak znowu się nie udało. Tym razem z przyczyn absolutnie ode mnie niezależnych. Po prostu nigdzie nie mogłam dostać ani mrożonych wiśni ani wiśniowych lodów. Czyż bym musiała wpisać wiśnie na listę produktów luksusowych? Skoro nie znalazłam wiśni, to stwierdziłam, że dalsze trzymanie się przepisu nie ma najmniejszego sensu ;)
Koniec zeszłego roku słał pod znakiem czarnej serii. Najpierw pomyliłam sól z cukrem i posoliłam sorbet z marakui. Potem ugotowałam moje ukochane swetry, a na koniec spaliłam turbiną do lodów. Z tego też powodu, lody do tortu wykonałam metodą ręczną - mrożąc masę w zamrażalniku, rozbijając miksem kryształki lodu i ponownie mrożąc. Muszę przyznać, że tak przygotowane lody były równie smaczne jak te turbiny. 


Torcik lodowy Czarny Las - dla 8 osób:

Ciasto czekoladowe:
250 g gorzkiej czekolady o 60% zawartości kakao
200 g masła w temperaturze pokojowej
200 g cukru pudru
200 g jajek (4-5 jajek w zależnoci od wielkości)
70 g mąki
szczypta soli

Sorbet malinowo-morelowy:
300 g mrożonych malin
100 g mrożonych moreli
90 g cukru
35 g wody
1 łyżka soku z cytryny

Lody mleczno-śmietankowe:
250 g pełnotłustego mleka
150 g gęstej śmietanki 35% zwartości tłuszczu
90 g cukru pudru

Przygotowanie:
Czekoladę posiekać i rozpuścić w kąpieli wodnej. Jajka ubić z masłem na puszystą masę. Zwolnić obroty miksera i dodawać po jednym jajku za każdym razem dokładnie mieszając, aby masło się nie zwarzyło. Dodać ostudzoną czekoladę. Wymieszać. Na koń wsypać przesianą mąkę i dokładnie połączyć wszystkie składniki. Przełożyć ciasto do wysmarowanej masłem tortownicy o średnicy 22 centymetrów. Piec w nagrzanym do 180°C piekarniki z delikatnie uchylonymi drzwiczkami. Po 40 minutach wyjąć ciasto i piekarnika i ostudzić na kratce. Przeciąć na dwa krążki. Jeden ponownie włożyć do tortownicy o średnicy 20 centymetrów, przycinając delikatnie boki. Drugi odstawić na bok i wykorzystać do dekoracji.
Przygotować sorbet malinowo-morelowy. Wodę zagotować z cukrem i sokiem z cytryny. Odstawić do ostygnięcia  Rozmrożone owoce zalać syropem, zmiksować i przetrzeć przez sitko, jeżeli chcecie pozbyć się pestek z malin. Przełożyć do płaskiego naczynia, przykryć folią spożywczą i wstawić do zamrażalki na 45 minut. Wyjęć, zmiksować i ponownie wstawić do zamrażalki na 45 minut. Powtórzyć miksowanie jeszcze 2-3 razy. Jeżeli jesteście szczęśliwymi posiadaczami maszyny do lodów, mrozić sorbet według zaleceń producenta. Gdy lody są już gotowe, przełożyć je na ciasto czekoladowe, przykryć folią spożywczą i odstawić do zamrażalnika.
Przygotować lody mleczno-śmietankowe. Mleko podgrzać z cukrem pudru do 40°C, dodać śmietankę. Wymieszać. Mrozić lody w ten sam sposób jak sorbet. Gdy lody są gotowe, wyłożyć je na sorbet malinowo-morelowy. Wygładzić powierzchnię i ponownie wstawić do zamrażalnika na minimum 45 minut.
Wyjąć torcik z zamrażalnika na 30 minut przed podaniem. Przełożyć n duży talerz, oprószyć wierzch pokruszonym ciastem czekoladowym i wstawić do lodówki, żeby trochę się rozmroził.
Ciasto można przechowywać w zamrażalniku 3-4 tygodnie... Ciekawa jestem czy się Wam uda ;)

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Forêt-Noire glacé

środa, 30 stycznia 2013

Ryba dla Kai czyli KKŻ :)

Kulinarny Koncert Życzeń w skrócie KKŻ, wydanie pierwsze. Kiedyś coś podobnego prowadziła Dorotus. Przypomniałam sobie o tym w piątek, gdy usiłowałam przygotować menu na następny tydzień... Nie, nie macie omamów wzrokowych :) Ja, której nawet jak się uda zrobić listę zakupów, to zapominam ją na stole w domu, a na targ czy do sklepu udaję się z pustymi rękoma, postanowiłam układać tygodniowe menu i się go trzymać. Chyba na przekór samej sobie... czym byłoby życie bez odrobiny szaleństwa ;)
I tak, gdy w piątek opuściła mnie wena i nie miałam żadnego pomysłu na to, co do gara włożyć, pomyślałam, że przecież mogę wykorzystać Was. Na FB ogłosiłam więc Kulinarny Koncert Życzeń, który spotkał się z umiarkowanym odzewem z Waszej strony... Składam to na karby Waszej nieśmiałości i ufam, że z czasem będzie coraz lepiej ;)
Ptasia zaproponowała fondue, ktoś inny owoce morza, a Kaja poprosiła o rybę. Mój wybór padł na propozycję Kai, bo a) rybę miałam akurat na stanie b) fondue jadamy tylko w szalecie c) nie znalazłam żadnych godnych uwagi owoców morza. 
Jeszcze kilka słów na temat Kulinarnego Koncertu Życzeń. Jeżeli chcecie, abym ugotowała lub upiekła coś specjalnego, wystarczy wspomnieć o tym w komentarzach dorzucając skrót KKŻ. Może to być nazwa potrawy, albo prośba o wykorzystanie jakiegoś składnika, z który stwarza Wam problemy bądź Was intryguje. Z ogromną przyjemności będę czytała Wasze propozycje, co jakiś czas wybiorę jedną z nich, ugotuję lub upiekę, zrobię fotki i opublikuję wraz z przepisem na blogu. Nie ma terminu składania propozycji.


Ryba w słodko kwaśnym sosie curry z papryką* - porcja dla 4 osób:
500 g filetów z morskiej ryby (wykorzystałam filety z dorsza)
3 papryki (czerwone, żółte)
3 spore pomidory (zastąpiłam puszką pomidorów)
2 średniej wielkości cebule
2 spore ząbki czosnku
3 liście laurowe
1 i pół łyżki curry (dałam mieszankę ostrego curry i colombo)
2 łyżki cukru
5 łyżek octu jabłkowego
1 łyżeczka ziaren kolendry
sól
czarny świeżo mielony pieprz
oliwa
jajko
mąka

Przygotowanie:
Cebulę obrać, grubo poszatkować i delikatnie zrumienić na dwóch łyżkach oliwy. Dodać roztarte w moździerzu ziarna kolendry i smażyć na średnim ogniu około 2 minut.
Paprykę umyć, osuszyć, pokroić w paski. Dodać do cebuli. Po 10 minutach dodać drobno poszatkowany czosnek, liście laurowe, curry i pomidory wraz z sokiem. Zwiększyć ogień i smażyć, aż papryka zmięknie (około 10-15 minut). Na końcu dodać cukier, ocet, doprawić do smaku solą i czarnym pieprzem. Smażyć jeszcze przez 5 min. Odstawić na bok.
Filety umyć osuszyć, oprószyć solą. Dokładnie obtoczyć w mące, a następnie w roztrzepanym jajku. Usmażyć na mocno rozgrzanej oliwie. Mogą być surowe w środku. Nie przypalić! 
Usmażone filety dokładnie odsączyć na papierowym ręczniczku. Przełożyć do naczynia żaroodpornego przykryć warzywami i zalać sosem. Zapiekać przez około 12 minut w nagrzanym do 190°C piekarniku**. Ostudzić i wstawić do lodówki na 1-2 dni. Podawać w temperaturze pokojowej lub na ciepło. 

*przepis pochodzi z genialnej książki Jerusalem, której autorami są Ottolenghi i Sami Tatami. Książkę polecam. Każdy przepis to strzał w dziesiątkę!
**rybę możecie podać od razu, jednak pozostawienie jej na minimum 24 godziny w lodówce  powoduje, że najchętniej porcję dla 4 osób zjadłoby się samemu ;)

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Poisson à la sauce aigre-douce au curry