poniedziałek, 1 lutego 2010

Bœuf, czerwone wino, kremowa polenta oraz zimowe krajobrazy

Prawie bœuf bourguignon, rozsławiony ostatnio przez film Julie & Julia. I słusznie, bo dobry jest bardzo. Taki gulasz wołowy w czerwonym winie robię odkąd pamiętam. Czasami bliżej mu, czasami zdecydowany dalej do pierwowzoru. Chyba jeszcze nigdy nie udało mi się skrupulatnie trzymać tradycyjnego przepisu. Zawsze coś zmieniam. Gulasz jednak smakuje świetnie, zwłaszcza po powrocie z długiego, zimowego spaceru w czasie, którego przez 3 godziny brnęliśmy po kolana w śniegu.
Tym razem było bez koncentratu pomidorowego, który zastąpiłam puszką pomidorów koktajlowych. I nie było pieczarek, bo pieczarki mi tutaj zupełnie nie podchodzą. Zamiast bagietki była polenta. Ta najgrubiej mielona. Kremowa. Z łychą serka mascarpone. Oraz z sosem i warzywami. Bœuf może nie istnieć. Ja poproszę tylko o polentę z sosem!


Moja wersja bœuf bourguignon – porcja dla 4 zgłodniały osób
1 kg mięsa wołowego pokrojonego w kostkę (4x4cm)*
4 marchewki
2 czerwone cebule
2 ząbki czosnku
1 puszka pomidorków koktajlowych
500 ml czerwonego, wytrawnego wina (rodem z Burgundii oczywiście;))
2 łyżki mąki,
250 ml esencjonalnego bulionu
4 gałązki tymianku
2 liski laurowe
1 gałązka rozmarynu
2 łyżki oliwy
½ łyżki masła
odrobina soli
kilka ziarenek pieprzu
szczypta cukru

Polenta**:
półtora litra wody
250 g mąki kukurydzianej grubo mielonej
30 g startego parmezanu
1 łyżka masła
2 łyżki serka mascarpone
sól

Przygotowanie:
Cebule, czosnek oraz marchewki obrać. Cebule pokroić w piórka, marchewki w plasterki. Czosnek poszatkować.
W garnku z grubym dnem z przykrywką, który może być wstawiony do piekarnika, rozgrzać oliwę z masłem. Wrzucić czosnek i gałązkę rozmaryny. Podsmażyć. Gdy zaczną się przyrumieniać, wyjąć na talerzyk i odstawić na bok. Tak samo postąpić z cebulami. Zwiększyć ogień i wrzucić mięso. Jeżeli mięso jest odpowiednio skruszałe, to puści bardzo niewiele soku. Gdybyście jednak trafili na bardzo świeże mięso, to szybko zamiast się piec zamieni się w burą zupę. W takim wypadku natęży jak najszybciej odparować sok na bardzo silnym ogniu i następnie delikatnie przyrumienić mięso z każdej strony. Jeżeli garnek nie jest zbyt duży, polecam opiekać mięso na partiami. Przełożyć wszystko (cebule, czosnek, mięso i rozmaryn) ponownie do garnka. Dodać pokrojone marchewki, pomidory, gałązki tymianku, ziarenka pieprzu oraz liski laurowe. Oprószyć mąką, wymieszać i zalać gorącym bulionem wymieszanym z winem.
Przykryć przykrywką i wstawić do nagrzanego do 140•c. Piec około 3 godziny. Po tym czasie kawałki wołowiny powinny być odpowiednio miękkie. Gdybyście jednak mieli pecha i trafili na twarde mięso, należy zmniejszyć temperaturę do 100C i piec jeszcze przez dodatkową godzinę.

Gdy mięso jest już prawie gotowe, należy zająć się przygotowaniem polenty. Tutaj podam Wam mój przepis. Należy jednak przestrzegać rad znajdujących na opakowaniu mąki kukurydzianej, gdyż bywaj w sprzedaży mąki instant, które gotują się nie dłużej niż 8 minut. Ja używam mąki grubo mielonej, której przygotowanie zajmuje około 40 minut.
Zagotować osoloną (jak na ryż) wodę. Gdy zacznie wrzeć, zmniejszyć ogień i stopniowo wsypywać mąkę kukurydzianą, cały czas mieszając drewnianą łyżką. Gotować polentę około 40 minut, od czasu do czasu mieszając. Polenta jest gotowa, gdy zacznie odchodzić od ścianek garnka. Potenta powinna mieć kremową konsystencję. Pod koniec dodać masło, parmezan oraz serek mascarpone. Ewentualnie dodatkowo posolić. Dokładnie wymieszać.

Gulasz podawać w głębokich talerzach z polentą obficie polaną sosem. Nie zapomnieć oczywiście o kieliszku czerwonego wina, tego samego, w którym gotowało się mięso :)

* zdecydowanie polecam karkówkę wołową. Mięso nie jest suche i pomimo tego, że wymaga dłuższego gotowania, wychodzi bardzo miękkie. Jeżeli tylko macie taką możliwość, to koniecznie wybierzcie mięso odpowiednio skruszałe. Jego smak będzie jeszcze lepszy.

** zawsze przygotowuje więcej polenty. Jeszcze ciepłą rozsmarowuję (około 2 cm grubości) na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Gdy przestygnie kroję ją w romby i opiekam w piekarniku albo na patelni. Pycha!

Smacznego!

W czasie gdy gulasz będzie się powoli piekł w piekarniku, zapraszam do wspólnego spaceru po ośnieżonych polach :)








RECETTE EN FRANÇAIS: Mon bœuf bourguignon, polenta crémeuse et paysages d’hiver

czwartek, 28 stycznia 2010

Tort makowy... urodzinowy :)

Dopadła mnie ciężka skleroza. Nie da się ukryć, w dużej mierze spowodowana wiekiem…
Dokładnie 21 lat temu wyprawialiśmy wspólnie, z moim przyjacielem Pawlakiem, osiemnastkę :) Połowę przedimprezowego popołudnia spędziłam na układaniu koafiury, która jak zwykle ułożyć się nie chciała (jak to dobrze, że kilka lat później wpadłam na pomysł obcięcia niesfornych piórek na chłopczycę ;)) Drugą połowę spędziłam na robieniu malutkich kanapek, pysznych zresztą.
Impreza była rewelacyjna. „Starych nie ma, chata wolna, oj będzie bal!”. I był! Wystąpiłam w pięknej czarno-turkusowej kiecce i lakierkach. Pawlak też był bardzo elegancki. Bądź, co bądź właśnie w tym dniu rozpoczynaliśmy osiemnastkowy cykl imprez wśród naszych bliższych i dalszych przyjaciół. Byli wszyscy. Były tance, śmiech i nie było alkoholu :) Jak na harcerzy przystało, toast za nasze zdrowie został wzniesiony kompotem z wiśni. Chyba. I był tort. Tort makowy, według mnie, zrobiony przez mamę lub siostrę Pawlaka. Najlepszy, jaki kiedykolwiek jadłam. Zapadł mi w pamięć, bo tortów w ogóle nie jadałam, nie jadam i nie lubię.
W tym roku postanowiłam sobie taki tort upiec. Wyłudzeniem przepisu na tort obarczyłam Soskę, przyjaciółkę z naszej klasy, która w międzyczasie zmieniła stan cywilny i została panią Pawlakową. Soskę, która w imprezie brała czynny udział, nie specjalnie zdziwiła moja prośba, jednak od razu mnie uprzedziła, że ona takiego tortu nie pamięta. Pawlak podobno też zapadał na niedowład pamięci. Co gorsza zarówno mama, jak i siostra Pawlaka wypierają się jakichkolwiek związków z w.w. tortem. Wychodzi na to, że jestem jedyna, która taki tort jadła... Gdybym w ten dzień nadużywała napojów wyskokowych, to można by jeszcze jakoś to wytłumaczyć.... Jak wiadomo, nie nadużywałam. Z rozpaczy odgrzebałam nawet zdjęcia z imprezy i znalazłam tort. Problem w tym, że zdjęcia (ale byliśmy piękni i młodzi) są czarnobiałe i nie można odgadnąć czy tort był makowy czy nie... Dam sobie głowę uciąć, że był. Uparta jestem strasznie, więc i tym razem nie dałam za wygraną… Właśnie skończyliśmy jeść nieistniejący tort makowy z moich wspomnień :)


Tort makowy – tortownica o ø 23cm, czyli porcja dla 10-12 osób:
Ciasto makowo-migdałowe:
250 g mielonego maku
125 g cukru
5 jajek
3 łyżki zmielonych migdałów
2 łyżki maïzeny (lub mąki ziemniaczanej)
1 plaska łyżeczka proszku do pieczenia
2-3 łyżki śmietany, gdyby ciasto było zbyt gęste
szczypta soli

Mus z czekoladowo-śmietanowy:
500 ml śmietanki o 35% zawartości tłuszczu
200 g białej czekolady
3 łyżki rumu
3 płatki żelatyny
1 laska vanilii

Oraz:
1 szklanka wody
sok z jednej cytryny
2 łyżki rumu
2 łyżki cukru
50 g żółtych rodzynek
4 łyżki kwaskowatego dżemu z mirabelek (lub wiśni)

Przygotowanie:
Tortownice wysmarować masłem. Wodę, rum sok z cytryny oraz cukier zagotować. Rodzynki zalać tak przygotowanym syropem. Odstawić na bok. Po godzinie odsączyć rodzynki na sitku. Nie wylewać syropu, w którym się moczyły!
Żółtka oddzielić od białek. Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać mak, maïzenę, migdały, proszek do pieczenia oraz sól. Gdyby ciasto było zbyt gęste, można dodać 2-3 łyżki śmietany. Dokładnie wymieszać.
Białka z kilkoma kroplami soku z cytryny ubić na sztywną pianę. Połączyć z ciastem i bardzo delikatnie wymieszać. Przelać ciasto do tortownicy i piec około 40 minut (do suchego patyczka) w nagrzanym do 180°C piekarniku. Studzić na kratce.
Listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie. Odcisnąć, dodać rum i rozpuścić delikatnie podgrzewając.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Dodać 4-5 łyżek śmietany oraz rozpuszczoną żelatynę i dokładnie wymieszać na gładką masę. Odstawić do ostygnięcia.
Zimną śmietankę ubić na sztywno. Dodać rozpuszczoną, przestudzoną czekoladę, ziarenka z przekrojonej laski wanilii i bardzo dokładnie wymieszać. Nie ubijać! Wstawić do lodówki na około godzinę.
Ciasto przeciąć na trzy placki. Na talerzu ułożyć pierwszy placek. Nasączyć syropem, posmarować dżemem oraz 1/3 musu czekoladowo-śmietanowego. Przykryć drugim plackiem, ponownie nasączyć syropem i posmarować kolejną porcją musu i oprószyć rodzynkami. Przykryć ostatnim plackiem, nasączyć syropem.
Tort posmarować resztą musu i wstawić do lodówki na minimum 8 godzin. Przed podaniem można udekorować mrożonymi mirabelkami lub wiśniami. Świetnie też sprawdzają się owoce z syropu.

Smacznego !

*tort ten powstał w wyniku inspiracji przepisami Asi oraz Doroty


RECETTE EN FRANCAIS: Gâteau au pavot et mousse vanillée au chocolat blanc

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Kulebiak z kapusta i jajkami na twardo

Typowo świąteczne danie, choć nie tylko. No właśnie, czy ktoś wie dlaczego naród tak się uparł, żeby kulebiak przygotowywać na Święta?
Moja Mama kulebiak robiła z kapustą kiszoną, doprawianą na ostro-słodko i z grzybami. Ja też tak robiłam. Do niedawna, a dokładniej do ostatnich Świąt. Na zmianę rodzinnej tradycji wpłynęła moja przyjaciółka, która namówiła mnie na kulebiak swojej babci. Kulebiak ze słodką kapusta i jajkiem na twardo. Bez grzybów.


Ponieważ kulinarnie zawsze jesteśmy zgodne... (no prawie zawsze, bo ona na przykład kocha kaszę gryczaną, której ja z kolei nie tykam nawet bardzo długim kijem) to i tym razem byłam pewna, że nie będę żałować. Nie myliłam się. Natomiast nigdy nie sądziłam, że smakować nam będzie aż tak.
Z tym kulebiakiem jest trochę więcej roboty, bo kapustę należy uprzednio obgotować i następnie drobno poszatkować. Podobnie jak jajka. Warto jednak trochę się pomęczyć. Kulebiak jest najlepszy jak trochę postoi i smaki odpowiednio się przegryzą. Przed podaniem należy go odrobinę podgrzać w piekarniku. Oczywiście kulebiak najlepiej smakuje popijany czerwonym, ostrym barszczem. Z braku barszczu można go podać z sałatą. Też dobry :)


Kulebiak ze słodką kapustą i jajkami na twardo – porcja dla 6 osób:

Ciasto drożdżowe zaparzane według przepis Marii Disslowej:
500 g mąki
250 ml mleka
60 g masła
10 g cukru
3 żółtka
1 torebka drożdży suszonych instant (używam drożdży dr Oetkera)
1/2 łyżeczki soli

Farsz:
mała główka słodkiej kapusty
6 jajek
1 cebula
1 łyżka ghee
sól
świeżo mielony pieprz
szczypta papryczki Espelette (lub innej łagodnej papryczki)

Oraz:
jajko
łyżka śmietany

Przygotowanie:
Zagotować mleko. Wrzącym mlekiem zalać mąkę i wyrobił szybko mikserem. Kiedy ciasto trochę przestygnie (powinno być ciepłe), dodać drożdże, cukier, żółtka, masło oraz sól i wszystko bardzo dokładnie wyrobić. Ciasto początkowo będzie zbite. W trakcie wyrabiania powinno stać się elastyczne i miękkie. Uformować kulkę, włożyć do miski i przykryć szczelnie folią spożywczą. Odstawić w cieple miejsce do momentu, aż ciasto podwoi swoja objętość.
Przygotować farsz. Ugotować jajka na twardo oraz główkę kapusty we wrzącej, osolonej wodzie. Gdy kapusta będzie miękka, wyjąć i zostawić, aby trochę przestygła, poczym drobno ją poszatkować.
Rozgrzać na dużej patelni ghee, dodać poszatkowaną cebulę i smażyć na małym ogniu, aż nabierze delikatnego, złotego koloru. Dodać kapustę i smażyć około 10 minut. Doprawić do smaku solą, pieprzem i papryczką. Na końcu dodać grubo posiekane jajka i dokładnie wymieszać. Odstawić do ostygnięcia.
Ciasto cienko rozwałkować na protokąt. Odciąć pasek ciasta na wycięcie dekoracji. Rozłożyć równomiernie nadzienie zostawiać z każdego boku 2 cm brzeg ciasta bez nadzienia. Posmarować brzegi ciasta rozkłóconym jajkiem ze śmietaną i luźno zwinąć, tak jak zwijamy makowiec.
Ułożyć kulebiak na sklejonej części i dokładnie skleić końce. Wciąć dekoracje (gwiazdki, serduszka, listki) i ponaklejać na kulebiak. Posmarować jajkiem ze śmietaną. Zostawić w cieple do ponownego wyrośnięcia. Piec około 45 minut w nagrzanym do 180°C piekarniku.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Kulebiak au chou et œufs durs

wtorek, 12 stycznia 2010

Zielone babeczki z Crema di Limoncello

Pamiętacie przepis na ciasto migdałowe z Grand Marnier? Pisałam wtedy o możliwości wykonania ciasta migdałowo-cytrynowego zastępując sok z pomarańczy sokiem cytrynowym. W moich eksperymentach posunęłam się odrobinę dalej i zastąpiłam migdały pistacjami, Grand Marnier Crema di Limoncello. Tak oto powstały widoczne na zdjęciu, zielone babeczki. Babeczki podobnie jak ciasto, są przyjemnie wilgotne. Możny je podać ze świeżymi owocami lub/i bitą śmietaną. Albo po prostu oprószyć cukrem pudrem.

Dziś został otwarty II etap konkursu na Blog Roku 2009, w którym i ja biorę udział. Od dziś do 21 stycznia, do godziny 12:00 to Wy glosujecie na blogi, które chcecie wyróżnić.
Jeśli spodobał się Wam mój blog, to wystarczy, że wysilcie SMSa o treści H00575 (zero, zero 575 bez żadnych dodatkowych informacji) na numer 7144.
Koszt jednego SMSa to 1,22 zł brutto. Można oddać tylko jeden głos na jeden blog. Cały dochód z glosowania zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.
Serdecznie zapraszam i z góry dziękuję za każdy oddany głos, nie tylko na mój blog!


Zielone babeczki z Crema di Limoncello - z podanych proporcji wychodzi 8 sztuk:
100 g niesolonych pistacji
40 g migdałów bez skórki
160 g cukru
100 g miękkiego masła
50 g mąki pszennej
50 g mąki ziemniaczanej
4 jajka
3 łyżki Crema di Limoncello
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
sok z jednej cytryny
starta skórka z cytryny
szczypta soli
cukier puder do posypania

Przygotowanie:
Pistacje i migdały zmienić bardzo dokładnie. Wysmarować foremki masłem (można użyć foremki do muffinek). Na dno każdej foremki wsypać po pół łyżeczki zmielonych pistacji.
Cytrynę sparzyć w gorącej wodzie i dokładnie wyszorować. Zetrzeć skórkę i odstawić na bok. Wycisnąć sok.
Mąkę pszenną wymieszać z mąką ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia. Żółtka ubić cukrem na puszystą, białą pianę. Dodać pistacje i migdały, mąkę, masło oraz otartą skórkę z cytryny. Dokładnie wymieszać. Dodać Crema di Limoncello, sok z cytryny i ponownie wymieszać.
Białka ubić ze szczyptą soli na bardzo sztywną pianę. Dodać do ciasta i bardzo delikatnie połączyć przy pomocy szpatułki.
Ciasto przelać do foremek. Piec około 25 minut (do suchego patyczka) w nagrzanym do 180°C piekarniku. Studzić na kratce i jeszcze letnie wyjąć z foremek.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Petits gâteaux aux pistaches et Crema di Limoncello

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Kaczka z jablkami

W moim rodzinnym domu kaczka z jabłkami była głównym daniem, które obowiązkowo podawane było na obiad w pierwszy dzień Świat Bożego Narodzenia. Mogłabym bym nawet stwierdzić, że Święta bez kaczki, to jak Wigilia bez uszek i czerwonego barszczu. Nie do pomyślenia! Ponieważ Ptit Suisse, odkąd po raz pierwszy spróbował tak przygotowaną kaczkę, jest dokładnie tego samego zdania, kaczka niepodzielnie króluje na naszym świątecznym stole. Najśmieszniejsze jest to, że w ciągu roku zdarza nam się kupić filety z kaczki, ale nigdy nie przyjdzie nam do głowy, żeby zakupić kaczkę w całości i nadziać ją jabłkami oprószonymi majerankiem. Ktoś mógłby powiedzieć: siła tradycji. Ja jednak jestem zdania, że to bardziej chodzi o siłę... przyzwyczajenia :)
Oczywiście najlepszą kaczkę z jabłkami robiła moja Mama. Inaczej być nie może ;) Moja też jest całkiem niezła, choć w tym roku Ptit Suisse stwierdził, że polskie kaczki są lepsze od tych tutejszych. Z powyższego wnioskuję, że albo mu nie smakowała, albo czegoś ode mnie chce... Stawiam na to drugie ;)


Kaczka z jabłkami – porcja dla 4 osób
kaczka – waga około 1500 g (może być większa)
4 jabłka boskop lub szara reneta
4 ząbki czosnku
4 łyżki suszonego majeranku
2 łyżki brązowego cukru
1 łyżka masła
1 łyżka soli
1/2 szklanki wody

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzać do 200°C. Kaczkę umyć i osuszyć. W moździerzu rozetrzeć razem 3 łyżki majeranku, czosnek i masło, pół łyżki soli i łyżkę cukru. Powstałą pastą nasmarować dokładnie całą kaczkę. Odstawić na bok.
Jabłka umyć i osuszyć, przekroić na 8 części. Oprószyć pozostałym majerankiem, solą, cukrem i nadziać kaczkę.
Ułożyć kaczkę w brytfannie, polać wodą i piec około godziny polewając od czasu do czasu ptaka powstałym sosem. Kaczka powinna być miękka i przypieczona na złoto. Gdyby za bardzo się przypiekała, można ją przykryć folią aluminiową i/lub zmniejszyć temperaturę w piekarniku do 150°C.
Wyjąć kaczkę z piekarnika. Obwinąć folią aluminiową i zostawić na 10 minut w ciepłym miejscu np. w otwartym, wyłączonym piekarniku. Podawać z pieczonymi warzywami: marchewkami, buraczkami oraz ziemniakami.

Smacznego!

To kolejna moja propozycja na menu Kuchni Świątecznej i Noworocznej


RECETTE EN FRANÇAIS: Canard aux pommes

sobota, 26 grudnia 2009

Sola w szampanskim sosie z czarnym kawiorem

Jest to jedno z moich ulubionych, świątecznych dań, zaraz po barszczu z uszkami oczywiście. Czas przygotowania jest odwrotnie proporcjonalny do efektu końcowego, a uwielbienie w oczach gości bardzo mile łaskocze moją próżność ;) Przy okazji danie jest bardzo eleganckie, więc jak najbardziej nadaje się na wielkie okazje.
Wieki temu, jedliśmy coś podobnego u naszych znajomych. Zapomniałam od razu zapytać panią domu o przepis. Potem kontakt nam się urwał, a my cały czas wspominaliśmy tamtą wspaniałą kolację. Po kilku latach postanowiłam odtworzyć przepis sama. Oto efekty :)

Przepraszam za jakoś zdjęcia, ale jedyne dostępne oświetlenie, jakie miałam do dyspozycji to były świeczki...


Sola w szampańskim sosie z czarnym kawiorem - porcja dla 4 osób:
8 filetów z soli (można zastąpić inną morską rybą o delikatnym smaku)
500 ml bulionu warzywnego
1 pokrojona w kostkę szalotka
150 ml śmietanki 25%
1 kieliszek wytrawnego, białego szampana
1 łyżka klarowanego masła (lub masła z olejem słonecznikowym)
sól
świeżo mielony biały pieprz
słoiczek czarnego kawioru
wykałaczki

Przygotowanie:
Opłukać i osuszyć papierowym ręczniczkiem filety. Jeśli są zbyt duże, przeciąć je wzdłuż. Oprószyć solą i pieprzem. Zwinąć każdy filet w rulonik i spiąć wykałaczką.
Przygotować bulion. W gotującym się bulionie zanurzyć delikatnie ruloniki, zmniejszyć ogień i gotować przez 2-3 minuty. Odsączyć i odstawić na bok.
Zeszklić na maśle poszatkowaną szalotkę i zalać bulionem, w którym gotowała się ryba. Dodać śmietankę i gotować, aż sos zacznie gęstnieć (około 30 minut). Gdy to nastąpi, dodać kieliszek szampana (uwaga! powoduje to burzę w garnku) i gotować jeszcze około 5 minut mieszając, żeby sos się nie przypalił. Doprawiamy do smaku solą i świeżo mielonym pieprzem. Włożyć ruloniki z soli do sosu i podgrzać na małym ogniu przez 2 minuty. Udekorować łyżeczką (łyżką, łychą... w zależności od możliwości ;)) czarnego kawioru. Podawać z bagietką i kieliszkiem szampana.

Smacznego!

Jest to jedna z moich propozycji na menu Kuchni Świątecznej i Noworocznej


RECETTE EN FRANÇAIS: Sole au champagne et caviar noir