Od jakiegoś czasu, otrzymuję regularnie propozycje różnego typu współpracy. Nie ukrywam, że sprawiam mi ogromną przyjemność, że mój blog wzbudza zainteresowanie. Bądź co bądź właśnie o to chodziło, nieprawdaż? ;)
Jednak opisywanie zalet i wartości zdrowotnych margaryny produkowanej przez znaną markę uśmiecha mi się średnio. Nawet jeśli miałabym otrzymać za to wynagrodzenie... Tym bardziej, że my w ogóle nie jadamy margaryny. To samo tyczy się zachwalania jakości sportowych butów ozdobionych znanym wszystkim przecinkiem, tudzież marki samochodów pochodzących z dalekiej północy... Chociaż, gdyby akurat ta ostania marka zechciała podarować mi jeden ze swoich modeli, to kto wie, może bym się nagięła i maznęła kilka pochlebnych słów... ;)
Krótko mówiąc, za reklamę dziękujemy! No prawie...
W czasie ostatnich wakacji otrzymałam mail, w którym jedna z doskonale mi znanych francuskich firm specjalizująca się w przyprawach, zaproponowałam mi współpracę. Propozycja wzbudziła moje zainteresowanie, tym bardziej, że wspomniane produkty używam od dawna. Zapytałam się więc jak ta nasza współpraca ma wyglądać. W odpowiedzi poinformowano mnie o chęci przesłania mi próbek do degustacji. I to wszystko? Zaczęłam się dopytywać. Co w zamian muszę zrobić? Nic. W pierwszej chwili pomyślałam, że mój francuski płata mi figle... Jak to nic? Żadnej reklamy jawnej, czy ukrytej, żadnego zachwalania? No… Nic. Jeśli próbki mi się spodobają, to mogę napisać, jeśli nie, to też mogę… W ten oto sposób zaprzedałam duszę diabłu ;) Żeby jednak nie było wątpliwości... tylko temu jednemu!

W pierwszej kolejności moje uwagą zwróciła niewielka puszka z białym pieprzem. Szczerze się przyznam, że na samą myśl o białym pieprzu niekontrolowanych grymas pojawia mi się na twarzy. Nie znoszę jego smaku, który przypomina mi zgniłe liście... Wprawdzie nigdy takich nie jadłam, jestem jednak przekonana, że właśnie tak smakują ;) Poza tym biały pieprz ma zbyt ostry smak, który zazwyczaj tłumi smak potrawy. No i przede wszystkim dla mnie biały pieprz po prostu śmierdzi!
Z pewną taką nieśmiałością otworzyłam puszeczkę i... okazało się, że już sam zapach tego pieprzu nie ma nic wspólnego z białym pieprzem, z jakim do tej pory przyszło mi mieć do czynienia.
Oto notka, jaką została załączona do opakowania:
Pochodzenie: Kamerun.
Pieprz biały uzyskuje się z całkowicie dojrzałych owoców, z których usuwa się zewnętrzną, mięsistą łupinę. Gleba pochodzenia wulkanicznego, na której rosną pnące krzewy pieprzu nadaje im niepowtarzalnego charakteru i smaku. Uprawiany w tradycyjny sposób biały pieprze z Penja, cieszy się ogromnym powodzeniem wśród koneserów.
Zastosowanie: wieprzowina, wołowina oraz dziczyzna; wzbogaca smak ryb.
Wszystko pięknie, poza ceną... przynajmniej tutaj biały pieprz z Penja osiąga cenę przyprawiającą o zawrót głowy :( Nie znalazłam także informacji czy Terre Exotique prowadzi sprawiedliwy handel (faire trade) i czy część zysków ze sprzedaży tego pieprzu jest rozprowadzana pomiędzy jego kameruńskich producentów. Mam nadzieje, że tak jest, gdyż w przeciwnym wypadku ten niezwykle ciekawy pieprz straciłyby wiele w moich, i nie tylko moich, oczach...
Aby móc całkowicie przekonać się do tego pieprzu i ostatecznie wypróbować jego smak postanowiłam doprawić nim risotto z rukwią wodną. To był strzał w dziesiątkę ! Świeżo rozbity w moździerzu pieprz wspaniale podkreślił przyjemnie ostry smak rukwi.

Zanim jednak podam Wam przepis na risotto, jeszcze kilka słów o samej rukwi wodnej (Nasturtium officinale). W smaku rukiew wodna przypomina odrobinę daikon czyli rzodkiew japońską, o której, jakiś czas temu, pisał Desmond.
Rukiew wodną można przygotowywać na najrozmaitsze sposoby. Poszatkowana świetnie nadaje się do posypywania chleba z masłam. Możemy dodać ją do mieszanki sałaty, zmiksować i przygotować z niej zupę, lub ugotować jak szpinak.
Dziko rosnącą rukiew można spotkać nad brzegami potoków oraz czystych zbiorników wodnych. Zbieranie jej jest jednak mocno niewskazane ze względu na możliwość występowania na jej na liściach jaj motylicy. Uprawiana rukiew wodna jest wolna od tych pasożytów.
Właściwości użytkowe i lecznicze rukwi zostały już odkryte w Starożytności. Przypisywano jej siły magiczne oraz uznawano za silny afrodyzjak, co powodowało, że rukiew wchodziła w skład wielu najdziwniejszych eliksirów. Rzymianie zajadali się rukwią wodną w nadziei, że zapobiegnie ona łysieniu. Z kolei Grecy byli świecie przekonani, że spożycie rukwi wodnej po mocno zakrapianej imprezie uchroni ich od nieprzyjemnych objawów kaca... Coś jak nasz sok z ogórków kiszonych :)

Risotto z rukwią wodną i białym pieprzem z Penja – dla 4 osób:
700 ml bulionu warzywnego
100 ml śmietany
1 pączek rukwi wodnej
5 garści ryżu carnaroli lub arborio
2 garście połamanych orzechów
2 ząbki czosnku
1 średnia cebula
1 łyżka oliwy
1 łyżka masła
4 ziarenka białego pieprzu z Penja (świeżo roztartego w moździerzu)
sól
50 g solonej ricotty
Przygotowanie:
Dokładnie umyć i odsączyć rukiew wodną. Poszatkowany czosnek wraz z cebulą delikatnie zeszklić na oliwie z masłem uważając, aby się nie przyrumieniły. Dodać ryż. Podsmażyć. Gdy ryż stanie się przezroczysty dodać połowę pęczka rukwi wodnej. zalać gorącym bulionem, tak aby zakrył on cały ryż.
Gotować na średnim ogniu od czasu do czasu mieszając. Gdyby ryż pochłonął cały bulion i nadal był twardy, należy ponownie dolać trochę gorącego bulionu. Gdy ryż jest jeszcze bardzo al dente, zestawić garnek z gazu, dodać pozostałą rukiew, orzechy i śmietanę. Wymieszać dokładnie, przykryć i odstawić na 5 minut na wyłączonym, gorącym palniku.
Doprawić do smaku solą i świeżo mielonym roztartym pieprzem. Podawać oprószone soloną ricottą.
Smacznego!
RECETTE EN FRANÇAIS: Le Diable, risotto au cresson de fontaine et poivre blanc de Penja
















