
Wszystko zaczęło się pewnego dnia na czacie z Młodą:
"Ja - (...) słuchaj, to jak chcesz ten przepis? Ten na ciasto ofkorsssss, tylko, że on jest wczesnojesienny i trochę pracowity, ale poza tym jest naprawdę OK.
Polka - hmhmhm. Możesz nam gospodarzyć :) w sierpniu?
Ja - A jak to się je?
Polka - :D nijak. Musisz wstawić u siebie zaproszenie i przepis i już :)
Ja - sierpień to lato...
Polka - a ja robię podsumowanie... uppss we wrześniu... sierpień zajęty już :P
Ja - we wrześniu mogie ;)
Polka- no to git :) No i musisz upiec to ciasto :P to mi da pewność, że nie zostanę sama :D
Ja - tylko muszę go najpierw przetłumaczyć. Dlaczego sama?
Polka - proszę bardzo 4 - 6 września i 11-13 września
Ja - upiec też mogę
Polka - pasi?:)
Ja - a nie może być później, tak po 22? Wtedy przyjeżdża moja chrześnica z narzeczonym. Będzie kogo nakarmić :)
Polka - heehe... 18-20 & 25-27 może być?
Ja - 18-20 jest git. Potem może pojedziemy do szaletu i mnie nie będzie... albo poczekaj...
Polka - tzn. to będzie dwuweekend więc obie daty :)
Ja - ... musze się skonsultować z lubym. Jak to DWIE?!?... dzizus... ja nic nie kumam :(
Polka - no bo każdy odcinek trwa dwa tygodnie, żeby, wiesz, nie było co tydzień ciasta :)
Ja - a ja to ciasto muszę zrobić kiedy?
Polka - a kiedy chcesz :) aby do końca dwuweekendu
Ja - reasumując 1.) 18 września mam opublikować przepis na blogu
Polka - hihhi... NIE :D
Ja - 2.) zrobić ciasto i wrzucić na blogu kiedy mi się zachce... Jak to NIE?!?
Polka - przepis musi pójść wcześniej :)
Ja - dobra, tydzień wcześniej wystarczy?
Polka - zazwyczaj jest to wtorek przed pierwszym weekendem, czyli u Ciebie 15/09
Ja - OK
Polka - a później sobie przez dwa tygodnie pieczemy :)
Ja - chyba zaczynam rozumieć... ;)
Polka - super! ale jestem dumna :)
Ja - będę musiała to wszystko przygotować wcześniej, bo w WE wrześniowe jesteśmy cały czas w szalecie, a tam net nie dociera...
Polka - będziesz Gospodynią mojej zabawy :) GDZIE?!?
Ja - w szalecie... tak mi się dawno temu spolszczyło... (chalet po fran. = domek w górach :)) i tak już potocznie używamy tego zwrotu wywołując zdziwienie (...)"
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że przepis Wam się spodoba i że licznie przyłączycie się do wspólnego pieczenia... Wszak trzeba zrobić wszystko, żeby Młoda nie została sama, cokolwiek miałoby to znaczyć :) Ciasto zrobiłam po raz pierwszy i ostatni kilka lat temu, bo strasznie mi się spodobało zdjęcie w książce :) Okazało się być rewelacyjne i w sumie proste, pomimo tasiemcowego opisu, tym bardziej, że można je robić partiami.

Pierre Hermé, brownies, koniak i złote perełki:
przepis pochodzi z książki Pierre'a Hermé "Mes desserts préférés" Agnès Vienot Editions, 2003, str. 195
Złote perełki, czyli rodzynki:
120 g żółtych rodzynek (koniecznie muszą być żółte, bo wtedy ładnie wyglądają:))
70 g wody
70 g koniaku (można zastąpić rumem)
Rodzynki umieścić w niewielkim garnuszku. Zalać je wodą i zagotować. Gotować przez 1-2 minuty do momentu, aż woda prawie całkowicie wyparuje.
Zdjąć garnuszek z ognia, zalać koniakiem i podpalić, starając się przy okazji nie poparzyć paluchów, tudzież nie puścić z dymem kuchni ;)
Potrząsać płonącym garnuszkiem do moment, aż płomień zgaśnie. Przełożyć do szklanej miseczki, dokładnie przykryć i ostudzić. Przechować w lodówce nawet do 5 dni. Rodzynki najlepiej przygotować dzień wcześniej.
Brownies:
70 g poszatkowanej gorzkiej czekolady
130 g miękkiego masła
2 jajka średniej wielkości, w temperaturze pokojowej, delikatnie ubite
125 g cukru
60 g przesianej mąki
100 g grubo poszatkowanych orzechów pecan
Nagrzać piekarnik do 180°C. Wysmarować tortownicę o ø 22 cm masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Zdjąć z ognia i odczekać, aż jej temperatura spadnie do 45°C (gdy robiłam pierwszym razem, nie miałam termometru... i też wyszło ;)).
Masło delikatnie wymieszać przy pomocy silikonowej łopatki do momentu, aż uzyska kremową konsystencję (oczywiście użyłam miksera na najwolniejszych obrotach ;)) Dodawać, cały czas dokładnie mieszając, czekoladę, jajka, cukier mąkę oraz orzechy pecan.
Przełożyć ciasto do tortownicy. Piec około 10-13 minut. Ciasto powinno mieć suche brzegi i delikatnie kleić się po środku. Wyjąć z piekarnika i pozostawić do ostygnięcia.
Ciasto, dokładnie zawinięte, można przechowywać przez 2 dni w lodówce lub przez miesiąc w zamrażalniku.
Crème pâtissière:
125 g pełnotłustego mleka
1/2 laski wanilii
2 małe żółtka
25 g cukru
11 i 1/2 g przesianej Maïzeny (lub mąki ziemniaczanej)
12 i 1/2 g miękkiego masła
Laskę wanilii rozciąć i wyskrobać nasionka. Zalać wszystko mlekiem. Zagotować. Zdjąć z ognia, przykryć i odstawić na 30 minut.
Przygotować dwie miski o różnej średnicy tak żeby jedną można było włożyć do drugiej. Wypełnić większą lodem (użyłam jednej metalowej miski, którą uprzednio wstawiłam do zamrażarki na godzinę).
W garnuszku z grubym dnem, ubić razem żółtka, cukier oraz przesianą Maïzenę. Dodać ¼ mleka i nadal ubijać. Gdy wszystko dokładnie się połączy i będzie miało taką samą temperaturę, dodać resztę mleka. Wyjąć laską wanilii.
Podgrzewać delikatnie krem bez przerwy ubijając, aż do momentu, gdy się zagotuje. Gotować 1-2 minuty cały czas ubijając. Zdjąć krem z ognia i przełożyć do mniejszej miski i ustawić ją w misce z lodem. Schładzać cały czas energicznie mieszając, żeby nie porobiły się grudki. Gdy krem osiągnie temperaturę 60°C dodać po trochu masło mieszając, aż dokładnie się rozpuści i połączy z kremem. Ostudzić.
Szczelnie przykryty crème pâtissière można przechowywać do 2 dni w lodówce
Krem z koniakiem :
340 g śmietanki (użyłam 35%)
4 g żelatyny
3 i 1/2 łyżki koniaku (lub rumu jeżeli rodzynki macerowały się w rumie)
190 g kremu pâtissière
Namoczyć listki żelatyny w zimnej wodzie. Odcisnąć i odstawić na bok.
Ubić delikatnie śmietankę (ubiłam mocniej niż delikatnie ;)). Odstawić na bok.
Rozpuścić żelatynę w garnuszku. Dodać koniak i dokładnie wymieszać. Dodać ¼ kremu pâtissière i wymieszać. Jeżeli temperatura kremu jest wyższa niż 21°C, wstawić miskę z kremem do zimnej wody.
Dodać pozostały krem pâtissière, delikatnie wymieszać. Na końcu dodać ubitą śmietankę i ponownie wymieszać.
Przezroczysta polewa:
Jeżeli macie już dosyć i na samą myć o kolejnej chwili spędzonej przy garach, robi się Wam słabo, to możecie użyć galaretki z jabłek lub pigwy. Galaretką, przed użyciem, należy delikatnie podgrzać. Jeżeli macie ochotę przygotować samemu polewę, oto przepis ;)
50 g cukru
1 opakowanie przezroczystej polewy żelującej do tart owocowych
150 g wody
skórka z połowy cytryny i pomarańczy
łyżeczka soku z cytryny
1/4 laski wanilii
3 listki mięty
Wymieszać polewę żałującą z cukrem. Odstawić na bok.
Wodę podgrzewać z rozkrojoną wanilią, skórką cytryny i pomarańczy. Gdy jest letnia, dodać, cały czas mieszając drewnianą łyżką, wymieszany cukier z polewą. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować około 3 minut. Dodać sok z cytryny i ponownie zagotować. Zdjąć garnek z ognia, dodać listki mięty, przykryć i odstawić na około 15 minut. Odcedzić polewę i pozostawić do całkowitego ostygnięcia w temperaturze pokojowej. Jeśli polewa za mocno się zetnie wystarczy ją delikatnie podgrzać.
Polewę można przechowywać w lodówce przez tydzień lub po prostu ją zamrozić.
Końcówka:)
Odsączyć rodzynki na sitku. Przed użyciem osuszyć je dodatkowo ręczniczkiem papierowym. Przełożyć ciasto ponownie do tortownicy, lub użyć obręczy ze stali nierdzewnej (ta ostania świetnie się sprawdza).
Wylać na ciasto połowę kremu. Na krem wyłożyć rodzynki (zostawić do dekoracji ¼ rodzynek) i przykryć ponownie kremem. Wygładzić starannie wierzch.
Wstawić ciasto na godziną do zamrażalnika. Tak przygotowane ciasto, dokładnie zawinięte w folię można przechowywać w zamrażalniki przez 2 tygodnie.
Udekorować ciasto pozostawionymi rodzynkami oraz świeżym winogronami. Polać zimną polewą i wstawić do lodówki na godzinę.
Smacznego :)
UWAGI:
Widzę, że znalezienie polewy przysparza trochę kłopotów.
Po przestudiowaniu składu tego niedostępnego cuda doszłam do wniosku, że można pokombinować z żelatyną. Dodać więcej soku z cytryny lub pomarańczy. W ten sposób wykonać coś w rodzaju galaretki cytrynowej lub pomarańczowej.
Myślałam także o zastąpieniu tej polewy zwykłą galaretką. Jednak szybko odrzuciłam ten pomyśl, bo galaretka cytrynowa jest żółta. Jej kolor zmieni zdecydowanie wygląd ciasta.