Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 lipca 2013

Charlotta z letnimi owocami

Charlotta została stworzona w XVIII wieku na cześć królowej Charlotty, małżonki Jerzego III, króla Anglii. Jej podstawą była marmolada jabłkowa wymieszaną z sokiem cytrynowy i cynamonem, którą przekładano do formy wyłożonej nasączonymi masłem plastrami brioszek, zapiekało i podawało polaną sosem angielskim. Nasza polska szarlotka jest niczym innym jak zmodyfikowaną wersją tego właśnie deseru. Natomiast charlotte à la Parisienne, zwaną również charlotte à la russe zawdzięczamy Antoine Carême. Kulinarny geniusz Carême'a podpowiedział mu stworzenie delikatnego deseru bez pieczenia z biszkoptami, przełożonego musem z kremu bawarskiego oraz świeżymi owoców. 
Charlotta to nasz ulubiony, letni deser. Gorąco polecam!


Charlotta z letnimi owocami - dla 8 osób:
2 opakowanie biszkoptów
500g malin*
500g truskawek*
200 ml kremówki 35%
1 łyżka cukru pudru

Krem bawarski:
4 żółtek
60 g cukru
400 ml mleka
200 ml kremówki 35%
7 listków żelatyny
1 łyżka rumu
ziarenka z 1 laski wanilii
szczypta soli

Winna galaretka:
50ml białego, słodkiego wina
1 łyżka cukru pudru
1 listek żelatyny
ziarenka z 1/2 laski wanilii

Przygotowanie:
Owoce delikatnie opłukać i dokładnie osuszyć. Najładniejsze maliny i truskawki odłożyć do dekoracji. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.
Żółtka z cukrem i solą utrzeć na puszystą masę. W rondelku zagotować mleko z wanilią. Gorące mleko powoli wlewać do żółtek cały czas ubijając na średnich obrotach. Przelać wszystko do rondelka, dodać rum i postawić na małym ogniu. Gotować cały czas mieszać, do momentu aż masa zacznie oblepiać łyżkę. Nie dopuścić do zagotowania! Zdjąć rondelek z gazu dodać 7 odciśniętych listków żelatyny (jeden zostawić do winnej galaretki) i dokładnie wymieszać, żeby żelatyna się całkowicie rozpuściła. Odstawić do ostygnięcia.
Ubić kremówkę. Zmniejszyć obroty i dodawać partiami całkowicie ostudzony krem. Dokładnie wymieszać na jednolitą masę. Wstawić do lodówki na 15-20 minut, aż masa zacznie się  ścinać.
Dno i boki formy wyłożyć biszkoptami. Aby biszkopty nie osuwała się z boków można je przykleić do formy używając do tego kropelki kremu.
Wino zagotować z cukrem, dodać wanilią i pozostałą żelatynę. Wymieszać do dokładnego rozpuszczenia się.
Ubić pozostałą kremówkę, pod koniec ubijania dodać cukier puder.
Na dno formy wylać 1/3 kremu bawarskiego. Na kremie ułożyć warstwę malin. Zalać połową pozostałego kremu, ułożyć warstwę truskawek, zalać resztą kremu. Na krem wyłoży ubitą kremówkę. Udekorować świeżymi owocami i posmarować winną galaretką. Wstawić do lodówki na minimum 8 godzin.

Smacznego!

*do przygotowania charlotty można wykorzystać każdego rodzaju owoce, niekoniecznie letnie. Nasze ulubione to truskawki, maliny, jagody, jeżyny oraz czerwona porzeczka. 


RECETTE EN FRANÇAIS : Charlotte aux fruits d'été

czwartek, 17 stycznia 2013

Dynia, migdały, pomarańcze i serek philadelphia, czyli udany eksperyment...

Tym razem był to udany eksperyment. Nie zawsze jednak tak bywa ;) Wprawdzie nie przypominam sobie, aby jakiś owoc moich kulinarnych eksperymentów wylądował w koszu - nie wyrzucamy jedzenia (no dobrze... staramy się nie wyrzucać ;)), tudzież spowodował ciężkie zatrucie pokarmowe biesiadników. Były jednak takie, które mnie nie zadowoliły i wymagały dalszych eksperymentów. Były również takie, o których wolę zapomnieć...
Nie jestem w stanie tak po prostu przeczytać przepis i go odtworzyć. Gdy jakiś zwróci moją uwagę, natychmiast pojawia się pytanie - co by było gdyby dodać, zmniejszyć lub zamienić (niepotrzebne skreślić) to czy tamto? No i dodaję, zmniejszam i zamieniam... 



Ciasto dyniowo-migdałowe z serkiem philadelphia o delikatnym smaku pomarańczy* - blacha 30x30cm:
Ciasto:
250 g purée z dyni
120 g masła
150 g mąki pszennej
120 g cukru cassonade (lub jasnego cukru trzcinowego)
100 g migdałów bez skórki
3 jajka
1 opakowanie cukru waniliowego
1 łyżka likieru Cointreau
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
otarta skórka z jednej pomarańczy (opcjonalnie, jeżeli nie macie dostępu do niepryskanych pomarańczy)
szczypta soli

Masa serowa:
250 g serka philadelphia
4 łyżki cukru
1 jajko
ziarenka z jednej laski wanilii

Przygotowanie:
Dynię podzielić na ćwiartki. Wydrążyć i piec przez około 40 minut w nagrzanym do 200°C piekarniku uważając, aby za bardzo się nie przyrumieniła. Można również ugotować dynię na parze. Zostawić do ostygnięcia. Jeżeli dynia, którą wybraliście ma twardą skórkę, wyskrobać miąższ i zmiksować na bardzo gładkie purée. Jeżeli jest to dynia hokkaido, może dynie zmiksować wraz ze skórką. Odmierzyć 250 gram. Resztę schować do lodówki, w której może byś przechowywana około tygodnia i wykorzystać do upieczenia dyniowo-cynamonowych bułeczek lub dyniowych ciasteczek z krówkami :)
Serek, przy pomocy łyżki, wymieszać z roztrzepanym jajkiem, cukrem oraz wanilią na gładką masę. Odstawić na bok.
Zmielić bardzo drobno migdały.
Masło rozpuścić. Dodać cassonade i cukier waniliowy, wymieszać i zostawić do przestygnięcia.
Żółtka oddzielić od białek. Do białek dodać szczyptą soli i ubić na bardzo sztywną pianę.
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i sodą. Przesiać.
Purée  z dyni dokładnie wymieszać z przestudzony masłem wymieszanym z cukrem, żółtkami i przesianą mąką. Dodać otartą skórkę z pomarańczy i likier Cointreau i ponownie wymieszać. Na samym końcu dodać ubite białka i bardzo delikatnie wymieszać przy pomocy szpatułki.
Wyłożyć 2/3 ciasta na wyłożoną papierem do pieczenia formę. Przykryć masą serową, na której nieregularnie rozłożyć łyżką pozostałe ciasto. Delikatnie zrobić kilka esów floresów, tak aby obie masy połączyły się miejscami.
Piec w przez 45 minut w nagrzanym do 180°C piekarniku. Przed wyjęciem sprawdzić patyczkiem czy ciasto   jest upieczone. W razie potrzeby przedłużyć czas pieczeni o kolejne 5-10 minut.
Wyjąć z piekarnika. Studzić na kratce. 
Ciasto smakuje równie dobrze na ciepło jak i na zimno. W ramach eksperymentów próbowałam obie wersje ;)

*podstawą do eksperymentu było ciasto dyniowe Asi z Kwestii Smaku

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Gâteau à la courge, amandes et cream cheese

niedziela, 24 czerwca 2012

Krówkowe brownies

Ogarnął mnie weekendowy szał porządków. W piątek wieczorem zaczęłam od garderoby, w której odkryłam ciuchy dawno temu zapomniane...
W sobotę na pierwszy ogień poszła spiżarnia, w której pojawiły się mole. Bardzo uciążliwe z nich stworzenia. Najwidoczniej odwaliłam fuszerkę, bo nie udało mi się odkryć ich miejsca zamieszkania. Chyba będę musiała lepiej poszukać...
Dziś zaczełam od porzadków w zdjęciach, gdzie również odkryłam kilka niespodzianek, którymi mam zamiar się z Wami podzielić. Nie tylko tutaj zresztą, ale również na photoblogu 365 razy dwie, który założyłyśmy z Młodą i na którego serdecznie Was wszystkich zapraszam.
Pierwsza kulinarna niespodzianka, to krówkowe brownies, które zjedliśmy już dawno temu, ale których smak nadal doskonale pamiętamy. Wczoraj wieczorem dowiedziałam się, że nasz nowy, miły współlokator jest tak samo uzależniony od czekolady jak Ptit Suisse, podejrzewam więc, że niedługo te mocno czekoladowe brownies zagoszczą ponownie na naszym stole:)


Krówkowe brownies* – porcja dla 6-8 osób (kwadratowa blacha 23cm):
275g cukru
185g miękkiego masła
185g pokruszonej czarnej, gorzkiej czekolady o zawartości 70% kakao
80g mąki
60g kakao
3 duże jajka
opakowanie cukru waniliowego
szczypta soli
350g krówek
50ml mleka

Przygotowanie:
Krówki pokroić na kawałki i  zalać mlekiem. Podgrzewać na małym ogniu cały czas mieszając, aż masa całkowicie się rozpuści. Odstawić na bok.
Piekarnik nagrzać do 180°C. Formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Czarną czekoladę rozpuścić z masłem. Dokładnie wymieszać i odstawić do ostygnięcia. Jajka ubić z cukrem i szczyptą soli na puszysty krem. Dodać czekoladę z masłem. Wymieszać. Następnie cały czas mieszając stopniowo dodawać mąkę na przemian z kakao i cukrem waniliowym
Masę przełożyć do formy. W równych odstępach porobić kleksy z masy krówkowej. Końcem noża porobić esy floresy.
Piec około 35-40 minut. Po wyjęciu z piekarnika odstawić do ostygniecia. Pokroić w kwadraty i podawać jeszcze ciepłe.

Smacznego!

*Przepis na niezawodne ciasto na brownies pochodzi z mojej ulubionej książki Donny Hay „Recettes saveurs”


RECETTE EN FRANCAIS: Brownies au caramel

czwartek, 8 września 2011

Jagody... jeszcze są, czy już za późno? ;)

Bo tutaj jeszcze są! A na alpejskich łąkach jest ich wręcz zatrzęsienie. Jagodowa rozpusta ;) Malutkie, fioletowe, zabójczo smaczne. Trzeba się nieźle napracować, żeby uzbierać mały kubek. Warto jednak! Tym razem do mojego ulubionego ciasta cytrynowego dodałam jagody i sama je zjadłam. Nie jagody, ale całe ciasto :) Potem musiałam robić drugie, gdyż moje łakomstwo spotkało się z dezaprobatą P’tit Suisse’a. Najpierw była mowa o egoizmie, łakomstwie i nie panowanie nad swoimi żądzami, a potem wyszło na to, że jestem bardzo złą kobietą. Na szczęście to drugie ciasto załatwiło sprawę;)


Cytrynowe ciasto z jagodami – podłużna forma o długości 30 cm:
Ciasto:
250g mąki
150g cukru
150g jagód (lub borówki amerykańskiej)
75g masła
2 jaja
2 żółtka
1/2 szklanki tłustego, greckiego jogurtu Total
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
skórka otarta z 1 cytryny
szczypta soli

Sos cytrynowy:
1 szklanka cukru
sok z 2 cytryn

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzać do 170°C. Formę na keks wyłożyć papierem do pieczenia. Rozpuścić i przestudzić masło. Jagody umyć i delikatnie osuszyć papierowym ręczniczkiem.
Mąkę przesiać wraz z proszkiem do pieczenia. Dodać cukier, szczyptę soli i wymieszać. Jajka i żółtka delikatnie ubić. Wlać do mąki i delikatnie mieszać za pomocą miksera do uzyskania gładkiego, lśniącego ciasta.
W tym czasie ubić trzepaczką masło z jogurtem oraz sokiem z cytryny. Dodać do ciasta i ponownie dokładnie wymieszać. Dodać jagody i bardzo delikatnie wymieszać.
Przelać ciasto do formy. Piec, około 60 minut, do suchego patyczka.
W tym czasie przygotować sos. W garnuszku z grubym dnem wymieszać cukier z sokiem z cytryn. Delikatnie podgrzewać, do momentu aż cały cukier się rozpuści i sos zacznie gęstnieć.
Po wyjęciu ciasta z piekarnika, gęsto ponakłuwać je drewnianym patyczkiem. Powoli polewać ciasto gorącym sosem starając się, aby jak najwięcej sosu wsiąkło w dziurki po patyczku. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Cake au citron et myrtilles

poniedziałek, 22 lutego 2010

Pomarańczowe ciasto z kaszą manną, migdałami i kardamonem

To ciasto powstało z dwóch powodów. Po pierwsze w piątek po powrocie z fabryki, naszła mnie ochota na risotto. W trakcie szperania w spiżarni w poszukiwaniu torby z ryżem, spadło mi na głowę pudełko z kluchami, rozsypałam bułkę tartą oraz udało mi się zrzucić z najwyższej półki torebkę z cukrem. Torebka była oczywiście papierowa. Rezultat rzucania torbą możecie sobie wyobrazić... Bałagan (ekhem...) udało mi się zrobić tak skuteczny, że o polegnięciu na kanapie z książką w ręku mogłam zapomnieć. Wzięłam się za porządki w spiżarni... W piątek wieczorem! Czasami, dość rzadko, ogrania mnie niewytłumaczalny pęd do pracy. Dzięki ostatniemu napadowi ww. szaleństwa okazało się, że mam w zapasie 5 kg kaszy manny. Sporo, jak na kogoś, kto kaszę mannę jada 2 razy do roku.
Po drugie Ptit Suisse pojechał w sobotę na targ i wrócił z 10 kilogramami pomarańczy. Na szczęście nie poprzestał tylko i wyłącznie na pomarańczach i kupił także pomidory, zieloną pietruszkę i marchewkę. W przeciwnym razie umarlibyśmy z głodu... W tym momencie Ptit Suisse zaoponował cyt: „Nie można umrzeć z głodu mając 10 kilo pomarańczy!”. Zgadza się. Nie można ;)



Pomarańczowe ciasto z kaszą manną, migdałami i kardamonem* - forma o ø 23cm:
Ciasto:200 g kaszy manny
150 g cukru
150 ml mleka
100 g zmielonych migdałów
4 jajka
3 łyżki masła migdałowego** (lub masła)
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
otarta skórka z dwóch pomarańczy

Syrop:
150 g cukru pudru
wyciśnięty sok z dwóch pomarańczy
wyciśnięty sok z jednej cytryny
5 ziarenek zielonego kardamonu

Przygotowanie:Mleko zagotować i gorącym zalać kaszę mannę. Wymieszać, przykryć i odstawić do ostygnięcia na 30 minut.
Pomarańcze sparzyć i osuszyć. Zetrzeć skórkę i wycisnąć sok. Odstawić na bok.
Żółtka oddzielić od białek. Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodać migdały, kaszę mannę, masło migdałowe, proszek do pieczenia, skórkę z pomarańczy. Dokładnie wymierzać.
Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodać do ciasta i bardzo delikatnie wymieszać.
Ciasto przełożyć do wysmarowanej masłem i oprószonej mąką formy. Piec w nagrzanym do 170°C piekarniku przez 40 minut (do suchego patyczka).
Sok z pomarańczy i cytryny wymieszać z cukrem. Dodać rozłupane ziarenka kardamonu. Zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować aż 1/3 odparuje i syrop zacznie się lepić do łyżki.
Wyjąć ciasto z piekarnika. Ponakłuwać wykałaczką i nasączyć gorącym syropem. Odstawić do całkowitego ostygnięcia. Podawać z plasterkami pomarańczy i/lub bitą śmietaną.

Smacznego!

*całkiem przypadkiem udało mi się zrobić ciasto przypominające babkę piaskową, za którą nb nigdy nie przepadałam. Tutaj jej piaskowa konsystencja jakoś mniej mi przeszkadzała ;)

**do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością. Masło mogdałowe można też przygotować samemu, na przykład według, wskazówek Quinoamatorki :)


I na koniec prośba: będę ogromnie wdzięczna jeżeli zechcecie podzielić się ze mną Waszymi przepisami na wykorzystanie kaszy manny. Jakoś muszę zutylizować te wojenne zapasy kaszy. Obiecuję, że wypróbuję każdy przepis i zamieszczę na blogu :)

RECETTE EN FRANÇAIS: Gâteau à la semoule de blé, amandes, oranges et cardamome verte

czwartek, 28 stycznia 2010

Tort makowy... urodzinowy :)

Dopadła mnie ciężka skleroza. Nie da się ukryć, w dużej mierze spowodowana wiekiem…
Dokładnie 21 lat temu wyprawialiśmy wspólnie, z moim przyjacielem Pawlakiem, osiemnastkę :) Połowę przedimprezowego popołudnia spędziłam na układaniu koafiury, która jak zwykle ułożyć się nie chciała (jak to dobrze, że kilka lat później wpadłam na pomysł obcięcia niesfornych piórek na chłopczycę ;)) Drugą połowę spędziłam na robieniu malutkich kanapek, pysznych zresztą.
Impreza była rewelacyjna. „Starych nie ma, chata wolna, oj będzie bal!”. I był! Wystąpiłam w pięknej czarno-turkusowej kiecce i lakierkach. Pawlak też był bardzo elegancki. Bądź, co bądź właśnie w tym dniu rozpoczynaliśmy osiemnastkowy cykl imprez wśród naszych bliższych i dalszych przyjaciół. Byli wszyscy. Były tance, śmiech i nie było alkoholu :) Jak na harcerzy przystało, toast za nasze zdrowie został wzniesiony kompotem z wiśni. Chyba. I był tort. Tort makowy. Według mnie, zrobiony przez mamę lub siostrę Pawlaka. Najlepszy, jaki kiedykolwiek jadłam. Zapadł mi w pamięć, bo tortów w ogóle nie jadałam, nie jadam i nie lubię.
W tym roku postanowiłam sobie taki tort upiec. Wyłudzeniem przepisu na tort obarczyłam Soskę, przyjaciółkę z naszej klasy, która w międzyczasie zmieniła stan cywilny i została panią Pawlakową. Soskę, która w imprezie brała czynny udział, nie specjalnie zdziwiła moja prośba, jednak od razu mnie uprzedziła, że ona takiego tortu nie pamięta. Pawlak podobno też zapadał na niedowład pamięci. Co gorsza zarówno mama, jak i siostra Pawlaka wypierają się jakichkolwiek związków z w.w. tortem. Wychodzi na to, że jestem jedyna, która taki tort jadła... Gdybym w ten dzień nadużywała napojów wyskokowych, to można by jeszcze jakoś to wytłumaczyć.... Jak wiadomo, nie nadużywałam. Z rozpaczy odgrzebałam nawet zdjęcia z imprezy i znalazłam tort. Problem w tym, że zdjęcia (ale byliśmy piękni i młodzi) są czarno-białe i nie można odgadnąć czy tort był makowy czy nie... Dam sobie głowę uciąć, że był. Uparta jestem strasznie, więc i tym razem nie dałam za wygraną… Właśnie skończyliśmy jeść nieistniejący tort makowy z moich wspomnień :)


Tort makowy – tortownica o ø 23cm, czyli porcja dla 10-12 osób:
Ciasto makowo-migdałowe:
250 g mielonego maku
125 g cukru
5 jajek
3 łyżki zmielonych migdałów
2 łyżki maïzeny (lub mąki ziemniaczanej)
1 plaska łyżeczka proszku do pieczenia
2-3 łyżki śmietany, gdyby ciasto było zbyt gęste
szczypta soli

Mus z czekoladowo-śmietanowy:
500 ml śmietanki o 35% zawartości tłuszczu
200 g białej czekolady
3 łyżki rumu
3 płatki żelatyny
1 laska vanilii

Oraz:
1 szklanka wody
sok z jednej cytryny
2 łyżki rumu
2 łyżki cukru
50 g żółtych rodzynek
4 łyżki kwaskowatego dżemu z mirabelek (lub wiśni)

Przygotowanie:
Tortownice wysmarować masłem. Wodę, rum sok z cytryny oraz cukier zagotować. Rodzynki zalać tak przygotowanym syropem. Odstawić na bok. Po godzinie odsączyć rodzynki na sitku. Nie wylewać syropu, w którym się moczyły!
Żółtka oddzielić od białek. Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać mak, maïzenę, migdały, proszek do pieczenia oraz sól. Gdyby ciasto było zbyt gęste, można dodać 2-3 łyżki śmietany. Dokładnie wymieszać.
Białka z kilkoma kroplami soku z cytryny ubić na sztywną pianę. Połączyć z ciastem i bardzo delikatnie wymieszać. Przelać ciasto do tortownicy i piec około 40 minut (do suchego patyczka) w nagrzanym do 180°C piekarniku. Studzić na kratce.
Listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie. Odcisnąć, dodać rum i rozpuścić delikatnie podgrzewając.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Dodać 4-5 łyżek śmietany oraz rozpuszczoną żelatynę i dokładnie wymieszać na gładką masę. Odstawić do ostygnięcia.
Zimną śmietankę ubić na sztywno. Dodać rozpuszczoną, przestudzoną czekoladę, ziarenka z przekrojonej laski wanilii i bardzo dokładnie wymieszać. Nie ubijać! Wstawić do lodówki na około godzinę.
Ciasto przeciąć na trzy placki. Na talerzu ułożyć pierwszy placek. Nasączyć syropem, posmarować dżemem oraz 1/3 musu czekoladowo-śmietanowego. Przykryć drugim plackiem, ponownie nasączyć syropem i posmarować kolejną porcją musu i oprószyć rodzynkami. Przykryć ostatnim plackiem, nasączyć syropem.
Tort posmarować resztą musu i wstawić do lodówki na minimum 8 godzin. Przed podaniem można udekorować mrożonymi mirabelkami lub wiśniami. Świetnie też sprawdzają się owoce z syropu.

Smacznego !

*tort ten powstał w wyniku inspiracji przepisami Asi oraz Doroty


wtorek, 12 stycznia 2010

Zielone babeczki z Crema di Limoncello

Pamiętacie przepis na ciasto migdałowe z Grand Marnier? Pisałam wtedy o możliwości wykonania ciasta migdałowo-cytrynowego zastępując sok z pomarańczy sokiem cytrynowym. W moich eksperymentach posunęłam się odrobinę dalej i zastąpiłam migdały pistacjami, Grand Marnier Crema di Limoncello. Tak oto powstały widoczne na zdjęciu, zielone babeczki. Babeczki podobnie jak ciasto, są przyjemnie wilgotne. Możny je podać ze świeżymi owocami lub/i bitą śmietaną. Albo po prostu oprószyć cukrem pudrem.

Dziś został otwarty II etap konkursu na Blog Roku 2009, w którym i ja biorę udział. Od dziś do 21 stycznia, do godziny 12:00 to Wy glosujecie na blogi, które chcecie wyróżnić.
Jeśli spodobał się Wam mój blog, to wystarczy, że wysilcie SMSa o treści H00575 (zero, zero 575 bez żadnych dodatkowych informacji) na numer 7144.
Koszt jednego SMSa to 1,22 zł brutto. Można oddać tylko jeden głos na jeden blog. Cały dochód z glosowania zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.
Serdecznie zapraszam i z góry dziękuję za każdy oddany głos, nie tylko na mój blog!


Zielone babeczki z Crema di Limoncello - z podanych proporcji wychodzi 8 sztuk:
100 g niesolonych pistacji
40 g migdałów bez skórki
160 g cukru
100 g miękkiego masła
50 g mąki pszennej
50 g mąki ziemniaczanej
4 jajka
3 łyżki Crema di Limoncello
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
sok z jednej cytryny
starta skórka z cytryny
szczypta soli
cukier puder do posypania



Przygotowanie:
Pistacje i migdały zmienić bardzo dokładnie. Wysmarować foremki masłem (można użyć foremki do muffinek). Na dno każdej foremki wsypać po pół łyżeczki zmielonych pistacji.
Cytrynę sparzyć w gorącej wodzie i dokładnie wyszorować. Zetrzeć skórkę i odstawić na bok. Wycisnąć sok.
Mąkę pszenną wymieszać z mąką ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia. Żółtka ubić cukrem na puszystą, białą pianę. Dodać pistacje i migdały, mąkę, masło oraz otartą skórkę z cytryny. Dokładnie wymieszać. Dodać Crema di Limoncello, sok z cytryny i ponownie wymieszać.
Białka ubić ze szczyptą soli na bardzo sztywną pianę. Dodać do ciasta i bardzo delikatnie połączyć przy pomocy szpatułki.
Ciasto przelać do foremek. Piec około 25 minut (do suchego patyczka) w nagrzanym do 180°C piekarniku. Studzić na kratce i jeszcze letnie wyjąć z foremek.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Petits gâteaux aux pistaches et Crema di Limoncello

środa, 2 grudnia 2009

Torta di mandorle all'arancia

Są takie dni kiedy mam ogromną ochotę zjeść kawałek ciasta. Ochota nachodzi mnie nagle i nie mogę się od niej opędzić. Muszę zjeść natychmiast. Tu i teraz. Nie ma mowy o wertowaniu książek w poszukiwaniu odpowiedniego przepisu. Nie ma mowy o udaniu się do sklepu po brakujące składniki. Migdały, pomarańcze lub cytryny w domu zawsze są. Alkohol też się jakiś znajdzie. W podobnej sytuacji przepis taki jak ten sprawdzają się znakomicie.
Torta di mandorle all'arancia najlepsza jest na drugi dzień, choć taka „świeża” też nie jest najgorsza. Ciasto zjedliśmy prawie całe we dwójkę. Prawie... bo Looko też dostał kawałek ;)


Torta di mandorle all'arancia - forma o ø 20cm:
Przepis, nieco przeze mnie zmodyfikowany, pochodzi z książki "La Cuillère d'argent", Phaidon, 2006

120 g zmielonych migdałów bez skórki
160 g cukru
100 g miękkiego masła
50 g mąki pszennej
50 g mąki ziemniaczanej
4 jajka
3 łyżki Grand Marnier
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
sok z połowy pomarańczy
starta skórka z pomarańczy
szczypta soli
cukier puder do posypania

Przygotowanie:
Wysmarować formę masłem. Na dno wsypać 2 łyżki zmielonych migdałów.
Pomarańczę sparzyć w gorącej wodzie i dokładnie wyszorować. Zetrzeć skórkę i odstawić na bok. Z połowy pomarańczy wycisnąć sok.
Mąkę pszenną wymieszać z mąką ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia
Żółtka ubić cukrem na puszystą, białą pianę. Dodać migdały, mąkę, masło oraz otartą skórkę z pomarańczy. Dokładnie wymieszać. Dolać Grand Marnier, sok z pomarańczy i ponownie wymieszać.
Białka ubić ze szczyptą soli na bardzo sztywną pianę. Dodać do ciasta i bardzo delikatnie połączyć przy pomocy szpatułki.
Ciasto przelać do tortownicy. Piec około 40 minut (do suchego patyczka) w nagrzanym do 180°C piekarniku. Studzić na kratce. Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.

Aby otrzymać ciasto w wersji cytrynowej, wystarczy pomarańcze zastąpić cytrynami, a Grand Marnier Limoncello lub crema di Limoncello. Nie wiem, która wersja lepsza ;)

Smacznego!


RECETTE EN FRANAÇAIS: Torta di mandorle all'arancia

sobota, 3 października 2009

Cytrynowe ciasto z sosem z owocow marakui

Na całym świecie istnieje około 500 gatunków Passiflory, inaczej zwanej Męczennicą (Passiflora edulis). Jej uprawa skoncentrowana jest w Ameryce Południowej, Australii, w niektórych regionach Afryki oraz na wsypach Fidżi, Hawajach oraz Sri Lance. Na dużą skale uprawiane są głownie dwa gatunki. Męczennica purpurowa (owoc widoczny na zdjęciu), o pomarszczonej woskowatej skórce oraz Męczennica żółta o nieco większych owocach pokrytych gładka, pomarańczową skórka. Pierwszą odmianę częściej używa się do spożywania na surowo, w koktajlach lub lodach. Druga, żółta odmiana o zdecydowanie bardziej kwaskowym smaku, używana jest przede wszystkim w przetwórstwie spożywczym.
W owocach marakui znajdziemy dużo witaminy C oraz sporo wapnia i żelaza. Poza tym 100 g owocu dostarcza 75 kalorii, co jeszcze bardziej zwiększa jego atrakcyjność ;)
Aby dostać się do niezwykle aromatycznego, kwaskowatego miąższu należy owoc rozkroić na pół i wyjąć łyżeczką miąższ wraz z pestkami. Następnie, aby uzyskać sok wystarczy przetrzeć miąższ przez sitko. Zawsze zachowuję 2-3 łyżki czarnych pestek, które są jak najbardziej jadalne i przepięknie prezentują się w ciastach, lodach i sosach owocowych.




Przepiękne kwiaty passiflory oraz jej owoce o egzotycznym, kwaskowatym smaku zawsze mnie fascynowały. Kiedyś nawet miałam ich prywatną uprawę na naszym mocno nasłonecznionym balkonie, na którym męczennica czuła się najwyraźniej wspaniale, bo co roku przepięknie kwitła i owocowała. Nigdy jednak nie dane było nam spróbować owoców własnej produkcji... Nasze brytany, zwłaszcza berneńczyk, były szybsze :) Gdy owoc marakui był gotowy do spożycia, Nikos spokojnie podchodził i po prostu go zjadał nie zwracając najmniejsze uwagi na nasze głośnie protesty.



Cytrynowe ciasto z sosem z owoców marakui – podłużna forma o długości 30 cm.
Ciasto:
250 g mąki
165 g cukru
75 g masła
2 jaja
2 żółtka
pół szklanki tłustego, greckiego jogurtu Total
półtorej łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z marakui wraz z pestkami
skórka otarta z 1 cytryny
szczypta soli

Sos owocowy:
1 szklanka cukru
sok z 10 marakui
sok z 1 cytryny

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzać do 170°C. Formę na keks wyłożyć papierem do pieczenia. Rozpuścić i przestudzić masło.
Przesiać mąkę wraz z proszkiem do pieczenia. Dodać cukier, szczyptę soli i wymieszać. Jajka i żółtka delikatnie ubić. Wlać do mąki i delikatnie mieszać za pomocą miksera do uzyskania gładkiego, lśniącego ciasta. W tym czasie ubić trzepaczka masło z jogurtem, sokiem z cytryny i marakui. Dodać do ciasta i ponownie dokładnie wymieszać. Przelać ciasto do formy. Piec, około 60 minut, do suchego patyczka.
W tym czasie przygotować sos. W garnuszku z grubym dnem wymieszać cukier z sokiem z cytryn i marakui. Delikatnie podgrzewać aż cały cukier się rozpuści i sos zacznie gęstnieć.
Po wyjęciu ciasta z piekarnika, gęsto ponakłuwać je drewnianym patyczkiem. Polewać ciasto gorącym sosem starając się aby jak najwięcej sosu wsiąkło w dziurki po patyczku. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Cake au citron et sauce de fruits de la passion

czwartek, 24 września 2009

Pierre Hermé, brownies, koniak i złote perelki


Kolejna, 13-sta edycja, Weekendowej Cukierni dobiega końca. Jeżeli jeszcze najdzie Was ochota na przyłączenie się do wspólnej zabawy, to macie trzy dni na zakasanie rękawów i popełnienie zaproponowanego ciasta. Nie będziecie żałować! Wszystkich tych, którzy obawiają się, że ciasto jest pracochłonne wyprowadzam z błędu. Ono tylko tak strasznie wygląda, robi się je w mgnieniu oka, zawłaszcza gdy do pracy zagoni się pozostałych domowników... w końcu jak chcą jeść, to niech trochę popracują ;)
Pod koniec weekendu, nie zapomnijcie przesłać mejla do Młodej z linką do przepisu na Waszym blogu. Ona już zajmie się resztą. Dziękuję Poleczko :*

Ja zmuszona jestem pospieszyć się z publikacją moich zmagań z przepisem Pierre Hermé, ponieważ, jak już wcześniej to zostało zapowiedziane, wrześniowe weekendy spędzamy w szalecie (fran. chalet – chata/domek w górach i nie tylko :)) kompletnie odcięci od netu oraz telefonu. Świat może się zawalić, a my będziemy żyć w nieświadomości... przynajmniej do niedzieli wieczorem. To jeszcze muszę się Wam pochwalić, bo od tygodnia chodzę dumna i blada, gdyż w zeszłą niedzielę pokonałam samą siebie oraz przełęcz Forcletta na wysokości 2876 mnmp. Pokonałam i nie umarłam, co należy okreścić mianem cudu :D

Dziękuję za wspólną zabawę i życzę Wam pięknego, jesiennego weekendu. Do zobaczenia wkrótce!



Pierre Hermé, brownies, koniak i złote perełki:
przepis pochodzi z książki Pierre'a Hermé "Mes desserts préférés" Agnès Vienot Editions, 2003, str. 195

Złote perełki, czyli rodzynki:
120 g żółtych rodzynek (koniecznie muszą być żółte, bo wtedy ładnie wyglądają:))
70 g wody
70 g koniaku (można zastąpić rumem)

Rodzynki umieścić w niewielkim garnuszku. Zalać je wodą i zagotować. Gotować przez 1-2 minuty do momentu, aż woda prawie całkowicie wyparuje.
Zdjąć garnuszek z ognia, zalać koniakiem i podpalić, starając się przy okazji nie poparzyć paluchów, tudzież nie puścić z dymem kuchni ;)
Potrząsać płonącym garnuszkiem do moment, aż płomień zgaśnie. Przełożyć do szklanej miseczki, dokładnie przykryć i ostudzić. Przechować w lodówce nawet do 5 dni. Rodzynki najlepiej przygotować dzień wcześniej.

Brownies:
70 g poszatkowanej gorzkiej czekolady
130 g miękkiego masła
2 jajka średniej wielkości, w temperaturze pokojowej, delikatnie ubite
125 g cukru
60 g przesianej mąki
100 g grubo poszatkowanych orzechów pecan (można zastąpić włoskimi)

Nagrzać piekarnik do 180°C. Wysmarować tortownicę o ø 22 cm masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Zdjąć z ognia i odczekać, aż jej temperatura spadnie do 45°C (gdy robiłam pierwszym razem, nie miałam termometru... i też wyszło ;)).
Masło delikatnie wymieszać przy pomocy silikonowej łopatki do momentu, aż uzyska kremową konsystencję (oczywiście użyłam miksera na najwolniejszych obrotach ;)) Dodawać, cały czas dokładnie mieszając, czekoladę, jajka, cukier mąkę oraz orzechy pecan.
Przełożyć ciasto do tortownicy. Piec około 10-13 minut. Ciasto powinno mieć suche brzegi i delikatnie kleić się po środku. Wyjąć z piekarnika i pozostawić do ostygnięcia.
Ciasto, dokładnie zawinięte, można przechowywać przez 2 dni w lodówce lub przez miesiąc w zamrażalniku.

Crème pâtissière:
125 g pełnotłustego mleka
1/2 laski wanilii
2 małe żółtka
25 g cukru
11 i 1/2 g przesianej Maïzeny (lub mąki ziemniaczanej)
12 i 1/2 g miękkiego masła

Laskę wanilii rozciąć i wyskrobać nasionka. Zalać wszystko mlekiem. Zagotować. Zdjąć z ognia, przykryć i odstawić na 30 minut.
Przygotować dwie miski o różnej średnicy tak żeby jedną można było włożyć do drugiej. Wypełnić większą lodem (użyłam jednej metalowej miski, którą uprzednio wstawiłam do zamrażarki na godzinę).
W garnuszku z grubym dnem, ubić razem żółtka, cukier oraz przesianą Maïzenę. Dodać ¼ mleka i nadal ubijać. Gdy wszystko dokładnie się połączy i będzie miało taką samą temperaturę, dodać resztę mleka. Wyjąć laską wanilii.
Podgrzewać delikatnie krem bez przerwy ubijając, aż do momentu, gdy się zagotuje. Gotować 1-2 minuty cały czas ubijając. Zdjąć krem z ognia i przełożyć do mniejszej miski i ustawić ją w misce z lodem. Schładzać cały czas energicznie mieszając, żeby nie porobiły się grudki. Gdy krem osiągnie temperaturę 60°C dodać po trochu masło mieszając, aż dokładnie się rozpuści i połączy z kremem. Ostudzić.
Szczelnie przykryty crème pâtissière można przechowywać do 2 dni w lodówce

Krem z koniakiem:
340 g śmietanki (użyłam 35%)
4 g żelatyny
3 i 1/2 łyżki koniaku (lub rumu jeżeli rodzynki macerowały się w rumie)
190 g kremu pâtissière

Namoczyć listki żelatyny w zimnej wodzie. Odcisnąć i odstawić na bok.
Ubić delikatnie śmietankę (ubiłam mocniej niż delikatnie ;)). Odstawić na bok.
Rozpuścić żelatynę w garnuszku. Dodać koniak i dokładnie wymieszać. Dodać ¼ kremu pâtissière i wymieszać. Jeżeli temperatura kremu jest wyższa niż 21°C, wstawić miskę z kremem do zimnej wody.
Dodać pozostały krem pâtissière, delikatnie wymieszać. Na końcu dodać ubitą śmietankę i ponownie wymieszać.

Przezroczysta polewa:
Jeżeli macie już dosyć i na samą myć o kolejnej chwili spędzonej przy garach, robi się Wam słabo, to możecie użyć galaretki z jabłek lub pigwy. Galaretką, przed użyciem, należy delikatnie podgrzać. Jeżeli macie ochotę przygotować samemu polewę, oto przepis ;)

50 g cukru
1 opakowanie przezroczystej polewy żelującej do tart owocowych (użyłam polewy Dr. Oetker Tortenguss)
150 g wody (dodałam 250 ml)
skórka z połowy cytryny i pomarańczy
łyżeczka soku z cytryny
1/4 laski wanilii
3 listki mięty

Wymieszać polewę żałującą z cukrem. Odstawić na bok.
Wodę podgrzewać z rozkrojoną wanilią, skórką cytryny i pomarańczy. Gdy jest letnia, dodać, cały czas mieszając drewnianą łyżką, wymieszany cukier z polewą. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować około 3 minut. Dodać sok z cytryny i ponownie zagotować. Zdjąć garnek z ognia, dodać listki mięty, przykryć i odstawić na około 15 minut. Odcedzić polewę i pozostawić do całkowitego ostygnięcia w temperaturze pokojowej. Jeśli polewa za mocno się zetnie wystarczy ją delikatnie podgrzać.
Polewę można przechowywać w lodówce przez tydzień lub po prostu ją zamrozić.

Końcówka:)
Odsączyć rodzynki na sitku. Przed użyciem osuszyć je dodatkowo ręczniczkiem papierowym. Przełożyć ciasto ponownie do tortownicy, lub użyć obręczy ze stali nierdzewnej (ta ostania świetnie się sprawdza).
Wylać na ciasto połowę kremu. Na krem wyłożyć rodzynki (zostawić do dekoracji ¼ rodzynek) i przykryć ponownie kremem. Wygładzić starannie wierzch.
Wstawić ciasto na godziną do zamrażalnika. Tak przygotowane ciasto, dokładnie zawinięte w folię można przechowywać w zamrażalniki przez 2 tygodnie.

Udekorować ciasto pozostawionymi rodzynkami oraz świeżym winogronami. Polać przestudzoną polewą i wstawić do lodówki na godzinę.

Smacznego :)


RECETTE EN FRANÇAIS:...

piątek, 1 maja 2009

Banana Bread

Kupiłam banany i zapomniałam po co je kupiłam... W zasadzie nawet niespecjalnie mnie to zdziwiło ;) Przypomniałam sobie w momencie, gdy Ptit Suisse nadgryzał drugiego z czterech zakupionych bananów. 
- Zostaw! Potrzebne mi są! - wrzasnęłam, co spowodowała, że prawie straciłam męża na skutek zadławienia się kawałkiem banana. 
- Jak to potrzebne? Przecież leżą od tygodnia i nic z nimi nie robisz - wykrztusił z siebie małżonek. 
- Leżą, bo zapomniałam, co mam z nimi zrobić. Właśnie sobie przypomniałam... 
- Ale przecież Ty nie lubisz dojrzałych bananów - słusznie zauważyła moja druga połowa. 
- A kto powiedział, że ja będę takie dojrzałe, surowe jadła? 


Banana bread - podłużna 30 cm forma :
4 duże i bardzo dojrzałe banany (mnie udało się uratować 2 i 3/4;)) 
1 i 1/2 szklanki mąki żytniej z pełnego przemiału 
 1 duże jajko 
1/2 szklanki cukru Demerara 
1/3 szklanki ghee 
płaska łyżeczka sody 
szczypta soli 
garść rodzynek koryntek 

Przygotowanie: 
Banany rozgnieść niedokładnie widelcem. Dodać rozpuszczone ghee. Wymieszać. Dodać rozbełtane jajko, cukier, mąkę, sól, sodę oraz rodzynki. Ponownie wymieszać. 
Do wysmarowanej ghee i wysypanej mąką formy przełożyć ciasto. 
Piec w nagrzanym do 175°C piekarniku przez 45 minut. 

Smacznego! 


RECETTE EN FRANÇAIS: Banana Bread

piątek, 26 grudnia 2008

Bûche de Noël

Bûche de Noël (świąteczne polano) to tradycyjny deser podawany w krajach frankofońskich na zakończenie świątecznego posiłku. Tradycja podawania ciasta przypominającego swoim kształtem polano pojawiła się... w zasadzie nie wiadomo kiedy. Najprawdopodobniej na początku zeszłego stulecia. Miała ona przypominać zwyczaj palenia w kominku, przez wiele dni, grubego polana, najlepiej z drzewa owocowego, co według wierzeń zapewnić miało udane zbiory w nadchodzącym roku. Natomiast w winnych regionach Francji udane winobranie miał zapewniać fakt polewania bierwiona winem. W dzisiejszych domach pozbawionych dostatecznie wielkiego kominka mogącego pomieścić tak wielkie polano, zamiast je palić zaczęto je podawać w formie deseru :)
Pierwsza bûche de Noël, jaką miałam okazję spróbować, spowodowała, że przez następne lata obchodziłem ten tradycyjny deser wielkim łukiem. Podejrzewam, że udało mi się trafić na najgorszą bûche jaką wtedy można było kupić... W jej skład wchodził przede wszystkim tłuszcz niewiadomego pochodzenia oraz syntetyczne barwniki i... to wszystko :(
Zajęło mi sporo czasu zanim przekonałam się ponownie do tego ciasta. Gdy tylko udało mi się przemóc moją niechęć, bûche de Noël znalazła swoje miejsce na świątecznym stole pomiędzy tradycyjnymi potrawami podawanymi w Wigilię.



Bûche z musem z czarnej porzeczki oraz kremem waniliowym - dla 8 osób

Biszkopt - przepis Bei
4 jajka
4 łyżki cukru
4 łyżki maïzeny (można zastąpić mąką ziemniaczaną)
szczypta soli

Mus z czarnej porzeczki:
350 g mrożonej czarnej porzeczki
200 g kremówki
150 g cukru
5 łyżek crème de cassis (likier)
2 listki żelatyny

Krem waniliowy:
50 g cukru
250 g kremówki
1 laska wanilii
2 listki żelatyny

Dodatkowo:
250 g kremówki
2 laski wanilii
opakowanie srebrnych, cukrowych kuleczek

Przygotowanie:
Zarówno mus porzeczkowy jak i krem waniliowy należy przygotować 2-3 godziny wcześniej i przechowywać w lodówce, aby miały czas zgęstnieć.
Mus porzeczkowy – w garnku o grubym dnie rozmrozić porzeczki dodają do nich cukier oraz crème de cassis. Zmiksować owoce i przetrzeć przez sitko, aby pozbyć się skórek oraz pestek. Dodać namoczone w zimnej wodzie listki żelatyny i bardzo dokładnie wymieszać. Ubić kremówkę i delikatnie wymieszać z musem owocowym. Odstawić do lodówki.
Krem waniliowy – przeciąć laskę wanilii wzdłuż, wyjąć ziarenka i dodać wraz z laską wanilii do śmietany wymieszanej z cukrem. Podgrzewać na małym ogniu. Gdy tylko śmietana zacznie wrzeć zdjąć z ognia i dodać namoczoną uprzednio żelatynę. Odstawić do ostygnięcia. Wyjąć laskę wanilii. Ubić śmietanę i dodawać po trochu letni krem do ubitej śmietany mieszając dokładnie, żeby rozbić grudki. Odstawić do lodówki.
Biszkopt – odzielić białka od żółtek. Białka ubić na pianę ze szczyptą soli. Żółtka ubić z cukrem na puszystą masę. Następnie dodać do nich maïzenę oraz pianę z białek i bardzo delikatnie wymieszać. Wylać ciasto na prostokątną blachę (30 na 40 cm) wyłożoną papierem. Piec w nagrzanym do 180°C piekarniku przez około 10 minut. Po upieczeniu przełożyć biszkopt na lekko wilgotną ściereczkę, delikatnie odkleić papier i zwinąć biszkopt w ściereczkę (węższym bokiem). Odstawić na około 15 minut. Rozwinąć ciasto. Posmarować węższy bok kremem waniliowym na powierzchni około 5 cm zwijając powoli biszkopt. Następnie rozsmarować, na pozostałej powierzchni, mus porzeczkowy. Zwinąć biszkopt i szczelnie zawinąć go w folię spożywczą. Włożyć do lodówki na minimum 5 godzin, a najlepiej na całą noc.
Przed podaniem, ubić śmietanę z ziarenkami wanilii. Obłoży biszkopt śmietaną i ozdobić cukrowymi kuleczkami.

Smacznego :)




Jest to jedna z moich propozycji na menu Kuchni Świątecznej i Noworocznej

RECETTE EN FRANÇAIS: Bûche de Noël