Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 grudnia 2012

Insalata russa di Zia Cri

- Ho fatto l’insalata russa. Volete venire? - zapytała wesołym głosem Cristina. 
Po 10 minutach byliśmy w kuchni Cri zastanawiając się co to takiego ta sałatka ruska...
- Questa non è una insalata russa, è una insalata polacca! - zakrzyknęłam moim mocno łamanym włoskim, rozpoznając w salaterce naszą poczciwą sałatką warzywną. 
Potem przez lata, gdy tylko była ku temu okazja, wykłócaliśmy się z Cri o pochodzenie sałatki warzywnej. Koniec końców, aby wilk był syty i owca cała, nazwaliśmy ją sałatką ZiiCri :) Bo tak naprawdę taką sałatką robiła tylko i wyłącznie ona...
Sałatka warzywna, to jedno z tych banalnych dań, po spróbowaniu którego można zwątpić w zdolności kulinarne kucharza... Może być mdła i bez smaku. Jednym słowem może być tak obrzydliwa, że przez następne lata będziemy obchodzić ją szerokim łukiem. Może być również majstersztykiem sztuki kulinarnej. Wszystko zależy od jakości składników i odpowiedniego ich doprawienia, oraz majonezu. Ten ostani musi być domowy!
Sałatka ZiiCri gości na naszym stole dwa razy do roku. Na Wigilię i Sylwestra. Zdarzało się, że przygotowywaliśmy ją w ilościach hurtowy - kiedyś wyszło nam ponad 4kg. Wszystko znikło w mgnieniu oka i jeszcze dosyłam burę od przyjaciół, że ośmieliłam się zaproponować opuszczającym wcześniej imprezę, porcją na wynos :)


Warzywna sałatka ZiiCri - porcja dla 4 osób
6 marchewek
4 średniej wielkości ziemniaków (koniecznie wybierzcie odmianę, która nie rozpada się w podczas gotowania)
2 spore kwaśne jabłka
1 mały seler (opcjonalnie)
6 jajek
250 g mrożonego, zielonego groszku (poszukajcie odmiany o bardzo mały ziarenkach - extra fin, która powinna być w ofercie Bonduelle)
150 g kaparów w occie
100 g ostrych korniszonów
1 słoik pikli w occie (zestaw klasyczny: marchew, cebula, korniszony, papryka, małe kukurydze w kolbach)
ostra musztarda z Dijon
świeżo mielony czarny pieprz
sól

majonez – wszystkie składni powinny mieć temperaturę pokojową:
3 żółtka
375 ml oleju słonecznikowego
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki ostrej musztardy z Dijon
sól

Przygotowanie :
Zacząć od przygotowania majonezu. Wszystkie składniki majonezu poza olejem przełożyć do miksera. Zostawić na 5-10 minut. Zmiksować. Gdy składniki się połączą, wlewać cienkim strumienie olej nie przestając ubijać. Gdy cały olej zostanie już wchłonięty i majonez zgęstnieje, kontynuować ubijanie jeszcze przez kilkanaście sekund. Gotowy majonez przykryć i odstawiać do lodówki.
Ziemniaki, marchewki i seler umyć. Nie obierać! Zalać zimną wodą, zagotować, zmniejszyć ogień i gotować, aż warzywa zmiękną. Uważać, żeby nie rozgotować warzyw, które powinny być ugotowane al dente! Odcedzić warzywa, odstawiać do ostygnięcia.
Zielony groszek zblanszować (2-3 minuty) w gotującej się, osolonej wodzie. Odcedzić, przelać zimną wodą i zostawiać do obcieknięcia.
Jajka ugotować na twardo w zimnej wodzie – 16 minut. Zalać zimną wodą i zostawić do ostygnięcia.
Warzywa obrać i pokroić w średniej wielkości kostkę. Dodać odcedzone i pokrojone w średniej wielkości kostkę korniszony oraz pikle, odsączone i osuszone kapary, zielony groszek oraz grubo poszatkowane jajka oraz obrane i pokrojone w kostkę jabłka.
Dodać majonez, delikatnie wymieszać uważając, aby nie rozgnieść warzyw i jajek. Doprawić do smaku solą, świeżo mielonym pieprzem oraz ostrą musztardą. Sałatka powinna mieć ostry, wyrazisty smak.
Odstawić do lodówki na minimum 24 godziny.

Smacznego!



RECETTE EN FRANÇAIS: Insalata russa di ZiaCri

sobota, 22 grudnia 2012

Barszcz czerwony... nie tylko na Święta!

Taki barszcz robiła moja babcia Zosia. Taki sam robiła maja mama. A teraz robię go ja i nie mam najmniejszej ochoty na eksperymenty, gdyż jest to, według mnie, najlepszy barszcz na świecie. Mocno esencjonalny, słodki od dużej ilości buraków, kwaskowaty dzięki dużej ilości soku z cytryny, mocno czosnkowy i pieprzny. Do rodzinnego przepisu wprowadziłam niewielką zmianę, a mianowicie piekę w piekarniku połowę buraków, co powoduje, że barszcz jest jeszcze słodszy i ma bardziej intensywny kolor.
Pozwólcie mu trochę odpocząć w zimnie, żeby smaki mogły się przegryźć. Podgrzejcie delikatnie, żeby nie stracił koloru. Zjedzcie z uszkami, ziemniaczanym purée albo po prostu wypijcie jego gorący kubek po długim, zimowym spacerze. Nie czekajcie na Wigilię, żeby go przygotować. On zawsze smakuje przednio i nigdy się nie znudzi :) 


Barszcz czerwony - na duży garnek:
2.5 kg buraków (im więcej tym lepiej)
3 marchewki
bulion warzywny
5-6 suszonych grzybów
6 ząbków czosnku
3 listki laurowe
kilkanaście ziarenek czarnego pieprzu
sok z cytryny
cukier
sól

Przygotowanie:
Czosnek obrać. 4 ząbki przekroić na pół, resztę drobno posiekać.
Buraki umyć i osuszyć. Połowę owinąć w folię aluminiową i upiec w nagrzanym do 200°C piekarniku (około godziny). Ostudzić, obrać i zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Tak samo zrobić z pozostałymi surowymi buraki oraz marchewkami - obrać i zetrzeć na tarce. Buraki wymieszać, przełożyć do duże garnka i zalać bulionem lub zimną wodą i dodać kostki bulionowe. Dodać listki laurowe, ziarenka pieprzu, 4 ząbki czosnku oraz suszone grzyby. Zagotować i natychmiast zmniejszyć ogień, żeby barszcz zachował piękny, czerwony kolor. Zdjąć szumowiny i gotować około 30 minut. 
Dodać pozostały, drobno posiekany czosnek, doprawiać do smaku cukrem i solą. Barszcz powinien być ostro-słodki z wyraźną kwaskowatą nutą. Gotować jeszcze 10 minut. 
Zostawić do ostygnięcia w zimne miejsce najlepiej na 12 godzin. Przecedzić przez sitko warzywa i zachować sam wywar. Przed podaniem podgrzać na niewielkim ogniu uważając, aby barszcz się nie zagotował.

Smacznego!

piątek, 21 grudnia 2012

Ryba po grecku z ajwarem i sosem chrzanowym

Bilans ostatnich tygodni, to godziny spędzone z Młodą w kuchni. Zrobione i przerobione tysiące zdjęć, nie tylko kulinarnych. Zakwasy od biegania z aparatem w ręku przez 8 godzin dziennie. Grypa i wypite hektolitry herbaty z cytryną i cukrem, która to herbata była moim jedynym pożywieniem przez ponad tydzień. Poznanie wspaniałych ludzi. Rozmowy o wspólnych projektach. Nie wierzę w rywalizację! Wierzę we współprace!
Dopingowanie przez Ptit Suisse'a i przyjaciół - dasz radę! Jesteś dobra! Dacie radę! Jesteście dobre! Miło słyszeć takie słowa i mieć świadomość, że inni w nas wierzą :)
W rezultacie zapomniałam o dzisiejszym końcu świata, o którym przypomniał mi dziś rano Roberto - mój fryzjer. I Świętach, które w tym roku spędzimy je sami, bez rodziny i przyjaciół. Wiem jednak, że wszyscy nam bliscy będą o nas pamiętać w chwili dzielenia się opłatkiem. Taka myśl jest najważniejsza. Na Wigilii nie będzie 12 dań. Obowiązkowo będzie jednak barszcz i uszka z soczewicą, które ulepiła Młoda. Zrobię sałatkę warzywną ZiiCri* i solę w szampańskim sosie. I oczywiście rybę po grecku mojego brata, którą udoskonaliłam... Jednym słowem uczeń przerósł mistrza ;)


Ryba po grecku z ajwarem i sosem chrzanowym - porcja dla 8 osób:
600 g filetów z dorsza
500 g marchewki
250 g cebuli
3-4 łyżki koncentratu pomidorowego
3 łyżki ajwaru
sól
cukier
czarny, świeżo mielony pieprz
jajko
mąka
olej słonecznikowy
pęczek natki pietruszki
mały słoiczek chrzanu
5 łyżek słodkiej śmietanki

Przygotowanie:
Natkę pietruszki umyć, osuszyć i poszatkować. Przełożyć do miseczki, przykryć folią spożywczą i odstawić do lodówki.
Filety z dorsza dokładnie osuszyć. Jeżeli są duże, podzielić na mniejsze kawałki, tak aby zmieściły się w szklaneczkach. 
Jajko roztrzepać widelcem. Mąkę wraz z łyżeczką soli wsypać do plastikowej torebki. Filety obtoczyć w jajku, a następnie przełożyć do torebki z mąką, potrząsnąć torebką kilka razy tak, aby mąka obtoczyła dokładnie filety.
Usmażyć filety na rozgrzanym oleju, uważając, aby ich nie przypalić. Dokładnie odsączyć na papierowych ręczniczkach i odstawiać do ostygnięcia.
Cebule pokroić w piórka i zeszklić delikatnie na oleju. Marchewkę obrać, umyć, osuszyć i zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Dodać do cebuli, wymieszać, zmniejszyć ogień i przykryć. Dusić pod przykryciem do momentu, aż marchewka zmięknie, co zajmie około 30-40 minut.
Koncentrat wymieszać z 4 łyżkami gorącej wody, dodać do warzyw i wymieszać. Dusić przez kolejne 10 minut. Doprawić do smaku solą, pieprzem oraz odrobiną cukru. Odstawić do ostygnięcia. Dodać poszatkowaną natką, ajwar i dokładnie wymieszać.
Chrzan wymieszać ze śmietaną. Doprawić do smaku solą oraz cukrem.
Na dno szklaneczek wlać po łyżce sosu chrzanowego, następnie rozłożyć filety z dorsza i przykryć wszystko sosem marchewkowo-cebulowym. Odstawić do lodówki na minimum 12 godzin.

Smacznego!

*przepis na sałatkę ZiiCrii postaram się podać Wam jeszcze przed Świętami


RECETTE EN FRANÇAIS: Verrines de Noël de poisson à la polonaise et sa sauce raifort


piątek, 15 kwietnia 2011

Żurek czy Biały barszcz? Oraz rozwiązanie konkursu :)

Na temat białego barszczu, jak nazywany był u mnie w domu żurek, nie ma co się rozwodzić. Nie znam nikogo, kto by go nie lubił. Co więcej odkąd poczęstowałam żurkiem naszych międzynarodowych przyjaciół, to za każdym razem gdy mają do nas wpaść, dopytują czy będzie bortsch. A że bywa często, to mam szczęśliwych przyjaciół ;)
A tak w ogóle to ktoś z Was wie czy biały barszcz i żurek różnią się tylko z nazwy?

Wczoraj zakończyło się głosowanie. Najbardziej spodobała się Wam się nazwa zaproponowana Leloop – werinki. Na drugim miejscu uplasowała się propozycja – glaski, a tuż za nią czarki. Autorów zwycięski nazw, czyli Leloop, tajemniczego Anonima oraz Astyczkiewicza proszę o przesłanie mi mejlem adresu, na który mogłabym wysłać obiecane nagrody-niespodzianki. Bardzo Wam wszystkim dziękuję za wspólną zabawę i życzę miłego weekendu :)


Biały barszcz – porcja dla 4 osób:
około półtora litra wody
700 ml żuru*
5g suszonych prawdziwków
300g wędzonego boczku (można również dodać białą kiełbasę)
6 ziemniaków
2 listki laurowe
kilka ziarenek czarnego pieprzu
4 ziarenka ziela angielskiego
4 ząbki czosnku
1 cebula
około 4 łyżek gęstej śmietany
2 łyżki startego, ostrego chrzanu
1 łyżka oleju słonecznikowego
1 łyżka suszonego majeranku
4 jajka na twardo

Przygotowanie:
Ziemniaki obrać, umyć i pokroić w średniej wielkości kostkę. Wędzony boczek zalać zimną wodą, zagotować, zdjąć szumowiny. Zmniejszyć ogień i gotować około 10 minut. Dodać ziemniaki, grzyby, listki laurowe, pieprz, ziele angielskie oraz czosnek. Gotować na średnim ogniu około 30 minut.
W tym czasie obrać, grubo poszatkować i delikatnie podsmaży cebulę. Dodać do zupy.
Wyjąć boczek, ostudzić, pokroić w spore kawałki i ponownie włożyć do garnka.Gdy ziemniaki są miękkie, dodać żur, suszony majeranek i doprawić do smaku solą.
Gotować jeszcze kilka minut. Przed podaniem wymieszać śmietanę z chrzanem, wlać do barszczu i zagotować. Podawać z połówkami jajek na twardo.

*żur własnej roboty jest prosty jak budowa cepa, a jego smak nie ma sobie równych. Podaję Wam przepis na żur Quino, który wielokrotnie wykorzystałam i za każdym razem jest to strzał w dziesiątkę. Pół szklanki żytniej razowej mąki zalać 500 ml letniej wody, dodać kilka przekrojonych ząbków czosnku, 2 liście laurowe, kilka ziarenek ziela i pieprzu. Już na drugi dzień zacznie pięknie pachnieć. Należy próbować - żur musi być dość kwaśny. Część ukwaszonej mąki zostawić w słoiku na następny raz (przechowywać w lodówce), a cały proces przebiegnie szybciej.
Gdy jest zimno, kiszę żur w szufladzie grzewczej (piekarnik też się dobrze sprawdza)w 40°C. Gotowy jest po 2 dniach.


Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Bortsch blanc, soupe polonaise traditionnellement servie à Pâques

środa, 9 marca 2011

Stara kura i... rosół :)

Wiem, wiem, zbliża się wiosna, a ja się biorę za gotowanie rosołu, zupy, która nieodparcie kojarzy się z zimą i chorobą. Przynajmniej mnie się tak kiedyś kojarzyła ;) Należy walczyć z utartymi opiniami! Rosół to zupa całoroczna zwłaszcza jak się trafi na starą kurę*, co, wbrew pozorom, wcale łatwe nie jest. Taki rosół ma niespotykany aromat i smak.
O dostępności starej kury w sprzedaży poinformował mnie konfidencjonalnym głosem nasz rzeźnik :
- Mam starą kury. Chce Pani?
- No pewnie, że chcę. Tylko, że ona jakaś taka wielka jest. W życiu jej nie zjemy...
- Podzielę ją na części, to Pani zamrozi. Rzadko bywają. Niech się Pani nie waha!
Wahać przestałam się już dawno, tylko nie wiedziałam, czy mam miejsce w zamrażalniku... Ponieważ za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć jaki jest stan zapełnienia zamrażalnik, kurę kupiłam całą tzn. podzieloną na części :)
Rosół gotuję zawsze w ilościach, które, bez problemu, zaspokoić by mogły pułk wygłodniałego wojska. Mięso** i warzywa, przede wszystkim w zimie, podaję z gotowanymi ziemniakami, najróżniejszymi sosami, chutneyami oraz musztardami. Z resztek przygotowuję zapiekankę Parmientiera, farsz do pierogów lub naleśników. Resztki dokładnie przecedzam przez sitko wyłożone gazą. Dzielę na 250ml porcje i zamrażam. Świetnie sprawdza się do risotto oraz jako baza do zup i sosów. Po zimowym spacerze nic lepiej nie smakuję, niż taki rosół*** z ugotowanymi w nim kluseczkami, oprószony startym parmezanem i zieloną pietruszką. Niebo w gębie!


Rosół ze starej kury:
połowa starej kury – około 800 g
5 marchewek
2 suszone borowiki
1 duży por
1 mały seler
1 mała rzepa
1 cebula
1 ogromny pęczek natki pietruszki (im więcej tym lepiej :))
kilka goździków
kilka ziaren czarnego pieprzu
kilka płatków papryczki chili
niewielki kawałeczek kory cynamonowej
sól

Przygotowanie:
Mięso umyć. Zalać zimną wodą i zagotować. Zebrać 2-3 razy powstałe szumowiny, zmniejszyć ogień i gotować około godziny.
W tym czasie obrać o dokładnie umyć wszystkie warzywa. Cebulę przekroić na pół. Przekrojoną częścią położyć na rozgrzanej, suchej patelni. Na wierzch powbijać goździki i trochę ją przypalić. 
Do wywaru dodać wszystkie warzywa, przypaloną cebulę, przyprawy oraz natkę w pęczku. Gotować na wolnym ogniu przez około półtorej godziny. W razie potrzeby doprawić do smaku według własnych upodobań. Rosół powinien być bardzo aromatyczny i esencjonalny.

*mięso starej kury jest twarde, wymaga więc bardzo długiego i powolnego gotowania. Takie wygotowane mięso średnio nadaje się do jedzenia bez żadnych dodatków. Najlepiej wykorzystać je do przygotowania najróżniejszych farszów.
**jak widać na zdjęciu, używam wtedy różnych rodzajów mięsa - wołowiny, drobiu oraz wołowych kości ze szpikiem.
*** rosół wcale nie musi być tłusty. Odkąd pamiętam tłuste plamy w rosole zniechęcały mnie do jego konsumpcji. Dlatego przed podaniem, lub zamrożeniem, zostawiam rosół na noc w chłodnym miejscu, poczym zdejmuję cały tłuszcz, który ściął się na powierzchni.

Smacznego!


RECETTE EN FRANCAIS: Vielle poule et bouillon

środa, 17 marca 2010

Trochę inna pasta rybna...

Liptauer, tak powiedziała Quinoamatorka stawiając wielką miskę na stół. Liptauer, brzmi jakoś tak obco. Nic dziwnego, bo jak mnie poinformował wujek google, nazwa liptauer pochodzi z regionu Liptov w Północnej Słowacji, który wchodził w skład Księstwa Austryjacko-Węgierskiego. Liptauer to ser twarogowy, podpuszczkowy, dojrzewający, ostry, wyrabiany z mleka owiec. Nie ma skórki. Miąższ jest bez oczek. To bliski kuzyn słowackiego sera Šmirkás, węgierskiego Liptói Túró czy Körözött. Zawiera 45% tłuszczu.
Pod tą samą nazwą wujek google wypluwa także przepisy na pasty kanapkowe na bazie bryndzy oraz, niekiedy, anchois. Tylko skąd ja wezmę bryndzę? Quino zrobiła swoją pastę z twarogiem i makrelą. Ja poszłam o krok dalej i twaróg zastąpiłam świeżym kozim twarożkiem. Pyszne! Jak jeszcze nigdy nie próbowaliście, to koniecznie musicie naprawić ten błąd. Tym bardziej, że z dostaniem brydzy nie będziecie mieli problemu.



Liptaeur, rybna pasta – dla 4 osób:
250 g swieżego koziego twarożku
1 wędzona makrela
6 suszonych pomidorów
2-3 plasterki pieczonej papryka (lub konserwowej)
2 kiszone ogórki (lub korniszonów)
2 łyżki kaparów
½ pęczka natki pietruszki
1 łyżeczka purée z papryczki Espelette (lub jakieś innej łagodnej papryczki)
1 mały ząbek czosnku
1 mała cebula
sól
pieprz

Przygotowanie:
Dokładnie oczyścić makrelę z ości. Wymieszać z twarożkiem, dodać pokrojoną w niewielką kostkę paprykę, ogórki, suszone pomidory, kapary, cebulę, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz poszatkowana natkę pietruszki. Doprawić do smaku i dokładnie wymieszać.
Podawać z grzankami z wiejskiego chleba. Świetnie smakuje z plasterkami jajka na twardo.

Smacznego!

U Quino znajdzie przepis na liptaeur w wersji wegetariańskiej. Zrobiłam i gorąco polecam!


RECETTE EN FRANÇAIS:...

czwartek, 28 stycznia 2010

Tort makowy... urodzinowy :)

Dopadła mnie ciężka skleroza. Nie da się ukryć, w dużej mierze spowodowana wiekiem…
Dokładnie 21 lat temu wyprawialiśmy wspólnie, z moim przyjacielem Pawlakiem, osiemnastkę :) Połowę przedimprezowego popołudnia spędziłam na układaniu koafiury, która jak zwykle ułożyć się nie chciała (jak to dobrze, że kilka lat później wpadłam na pomysł obcięcia niesfornych piórek na chłopczycę ;)) Drugą połowę spędziłam na robieniu malutkich kanapek, pysznych zresztą.
Impreza była rewelacyjna. „Starych nie ma, chata wolna, oj będzie bal!”. I był! Wystąpiłam w pięknej czarno-turkusowej kiecce i lakierkach. Pawlak też był bardzo elegancki. Bądź, co bądź właśnie w tym dniu rozpoczynaliśmy osiemnastkowy cykl imprez wśród naszych bliższych i dalszych przyjaciół. Byli wszyscy. Były tance, śmiech i nie było alkoholu :) Jak na harcerzy przystało, toast za nasze zdrowie został wzniesiony kompotem z wiśni. Chyba. I był tort. Tort makowy. Według mnie, zrobiony przez mamę lub siostrę Pawlaka. Najlepszy, jaki kiedykolwiek jadłam. Zapadł mi w pamięć, bo tortów w ogóle nie jadałam, nie jadam i nie lubię.
W tym roku postanowiłam sobie taki tort upiec. Wyłudzeniem przepisu na tort obarczyłam Soskę, przyjaciółkę z naszej klasy, która w międzyczasie zmieniła stan cywilny i została panią Pawlakową. Soskę, która w imprezie brała czynny udział, nie specjalnie zdziwiła moja prośba, jednak od razu mnie uprzedziła, że ona takiego tortu nie pamięta. Pawlak podobno też zapadał na niedowład pamięci. Co gorsza zarówno mama, jak i siostra Pawlaka wypierają się jakichkolwiek związków z w.w. tortem. Wychodzi na to, że jestem jedyna, która taki tort jadła... Gdybym w ten dzień nadużywała napojów wyskokowych, to można by jeszcze jakoś to wytłumaczyć.... Jak wiadomo, nie nadużywałam. Z rozpaczy odgrzebałam nawet zdjęcia z imprezy i znalazłam tort. Problem w tym, że zdjęcia (ale byliśmy piękni i młodzi) są czarno-białe i nie można odgadnąć czy tort był makowy czy nie... Dam sobie głowę uciąć, że był. Uparta jestem strasznie, więc i tym razem nie dałam za wygraną… Właśnie skończyliśmy jeść nieistniejący tort makowy z moich wspomnień :)


Tort makowy – tortownica o ø 23cm, czyli porcja dla 10-12 osób:
Ciasto makowo-migdałowe:
250 g mielonego maku
125 g cukru
5 jajek
3 łyżki zmielonych migdałów
2 łyżki maïzeny (lub mąki ziemniaczanej)
1 plaska łyżeczka proszku do pieczenia
2-3 łyżki śmietany, gdyby ciasto było zbyt gęste
szczypta soli

Mus z czekoladowo-śmietanowy:
500 ml śmietanki o 35% zawartości tłuszczu
200 g białej czekolady
3 łyżki rumu
3 płatki żelatyny
1 laska vanilii

Oraz:
1 szklanka wody
sok z jednej cytryny
2 łyżki rumu
2 łyżki cukru
50 g żółtych rodzynek
4 łyżki kwaskowatego dżemu z mirabelek (lub wiśni)

Przygotowanie:
Tortownice wysmarować masłem. Wodę, rum sok z cytryny oraz cukier zagotować. Rodzynki zalać tak przygotowanym syropem. Odstawić na bok. Po godzinie odsączyć rodzynki na sitku. Nie wylewać syropu, w którym się moczyły!
Żółtka oddzielić od białek. Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać mak, maïzenę, migdały, proszek do pieczenia oraz sól. Gdyby ciasto było zbyt gęste, można dodać 2-3 łyżki śmietany. Dokładnie wymieszać.
Białka z kilkoma kroplami soku z cytryny ubić na sztywną pianę. Połączyć z ciastem i bardzo delikatnie wymieszać. Przelać ciasto do tortownicy i piec około 40 minut (do suchego patyczka) w nagrzanym do 180°C piekarniku. Studzić na kratce.
Listki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie. Odcisnąć, dodać rum i rozpuścić delikatnie podgrzewając.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Dodać 4-5 łyżek śmietany oraz rozpuszczoną żelatynę i dokładnie wymieszać na gładką masę. Odstawić do ostygnięcia.
Zimną śmietankę ubić na sztywno. Dodać rozpuszczoną, przestudzoną czekoladę, ziarenka z przekrojonej laski wanilii i bardzo dokładnie wymieszać. Nie ubijać! Wstawić do lodówki na około godzinę.
Ciasto przeciąć na trzy placki. Na talerzu ułożyć pierwszy placek. Nasączyć syropem, posmarować dżemem oraz 1/3 musu czekoladowo-śmietanowego. Przykryć drugim plackiem, ponownie nasączyć syropem i posmarować kolejną porcją musu i oprószyć rodzynkami. Przykryć ostatnim plackiem, nasączyć syropem.
Tort posmarować resztą musu i wstawić do lodówki na minimum 8 godzin. Przed podaniem można udekorować mrożonymi mirabelkami lub wiśniami. Świetnie też sprawdzają się owoce z syropu.

Smacznego !

*tort ten powstał w wyniku inspiracji przepisami Asi oraz Doroty


poniedziałek, 18 stycznia 2010

Kulebiak ze słodką kapustą i jajkami na twardo

Typowo świąteczne danie, choć nie tylko. No właśnie, czy ktoś wie dlaczego naród tak się uparł, żeby kulebiak przygotowywać na Święta?
Moja Mama kulebiak robiła z kapustą kiszoną, doprawianą na ostro-słodko i z grzybami. Ja też tak robiłam. Do niedawna, a dokładniej do ostatnich Świąt. Na zmianę rodzinnej tradycji wpłynęła moja przyjaciółka, która namówiła mnie na kulebiak swojej babci. Kulebiak ze słodką kapusta i jajkiem na twardo. Bez grzybów.




Ponieważ kulinarnie zawsze jesteśmy zgodne... (no prawie zawsze, bo ona na przykład kocha kaszę gryczaną, której ja z kolei nie tykam nawet bardzo długim kijem) to i tym razem byłam pewna, że nie będę żałować. Nie myliłam się. Natomiast nigdy nie sądziłam, że smakować nam będzie aż tak.
Z tym kulebiakiem jest trochę więcej roboty, bo kapustę należy uprzednio obgotować i następnie drobno poszatkować. Podobnie jak jajka. Warto jednak trochę się pomęczyć. Kulebiak jest najlepszy jak trochę postoi i smaki odpowiednio się przegryzą. Przed podaniem należy go odrobinę podgrzać w piekarniku. Oczywiście kulebiak najlepiej smakuje popijany czerwonym, ostrym barszczem. Z braku barszczu można go 
podać z sałatą. Też dobry :)  



Kulebiak ze słodką kapustą i jajkami na twardo – porcja dla 6 osób:
Ciasto drożdżowe zaparzane według przepis Marii Disslowej:
500 g mąki
250 ml mleka
60 g masła
10 g cukru
3 żółtka
1 torebka drożdży suszonych instant (używam drożdży dr Oetkera)
1/2 łyżeczki soli

Farsz:
mała główka słodkiej kapusty
6 jajek
1 cebula
1 łyżka ghee
sól
świeżo mielony pieprz
szczypta papryczki Espelette (lub innej łagodnej papryczki)

Oraz:
jajko
łyżka śmietany

Przygotowanie:Zagotować mleko. Wrzącym mlekiem zalać mąkę i wyrobił szybko mikserem. Kiedy ciasto trochę przestygnie (powinno być ciepłe), dodać drożdże, cukier, żółtka, masło oraz sól i wszystko bardzo dokładnie wyrobić. Ciasto początkowo będzie zbite. W trakcie wyrabiania powinno stać się elastyczne i miękkie. Uformować kulkę, włożyć do miski i przykryć szczelnie folią spożywczą. Odstawić w cieple miejsce do momentu, aż ciasto podwoi swoja objętość.
Przygotować farsz. Ugotować jajka na twardo oraz główkę kapusty we wrzącej, osolonej wodzie. Gdy kapusta będzie miękka, wyjąć i zostawić, aby trochę przestygła, poczym drobno ją poszatkować.
Rozgrzać na dużej patelni ghee, dodać poszatkowaną cebulę i smażyć na małym ogniu, aż nabierze delikatnego, złotego koloru. Dodać kapustę i smażyć około 10 minut. Doprawić do smaku solą, pieprzem i papryczką. Na końcu dodać grubo posiekane jajka i dokładnie wymieszać. Odstawić do ostygnięcia.
Ciasto cienko rozwałkować na protokąt. Odciąć pasek ciasta na wycięcie dekoracji. Rozłożyć równomiernie nadzienie zostawiać z każdego boku 2 cm brzeg ciasta bez nadzienia. Posmarować brzegi ciasta rozkłóconym jajkiem ze śmietaną i luźno zwinąć, tak jak zwijamy makowiec.
Ułożyć kulebiak na sklejonej części i dokładnie skleić końce. Wciąć dekoracje (gwiazdki, serduszka, listki) i ponaklejać na kulebiak. Posmarować jajkiem ze śmietaną. Zostawić w cieple do ponownego wyrośnięcia. Piec około 45 minut w nagrzanym do 180°C piekarniku.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Kulebiak au chou et œufs durs

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Kaczka z jablkami

W moim rodzinnym domu kaczka z jabłkami była głównym daniem, które obowiązkowo podawane było na obiad w pierwszy dzień Świat Bożego Narodzenia. Mogłabym bym nawet stwierdzić, że Święta bez kaczki, to jak Wigilia bez uszek i czerwonego barszczu. Nie do pomyślenia! Ponieważ Ptit Suisse, odkąd po raz pierwszy spróbował tak przygotowaną kaczkę, jest dokładnie tego samego zdania, kaczka niepodzielnie króluje na naszym świątecznym stole. Najśmieszniejsze jest to, że w ciągu roku zdarza nam się kupić filety z kaczki, ale nigdy nie przyjdzie nam do głowy, żeby zakupić kaczkę w całości i nadziać ją jabłkami oprószonymi majerankiem. Ktoś mógłby powiedzieć: siła tradycji. Ja jednak jestem zdania, że to bardziej chodzi o siłę... przyzwyczajenia :)
Oczywiście najlepszą kaczkę z jabłkami robiła moja Mama. Inaczej być nie może ;) Moja też jest całkiem niezła, choć w tym roku Ptit Suisse stwierdził, że polskie kaczki są lepsze od tych tutejszych. Z powyższego wnioskuję, że albo mu nie smakowała, albo czegoś ode mnie chce... Stawiam na to drugie ;)


Kaczka z jabłkami – porcja dla 4 osób
kaczka – waga około 1500 g (może być większa)
4 jabłka boskop lub szara reneta
4 ząbki czosnku
4 łyżki suszonego majeranku
2 łyżki brązowego cukru
1 łyżka masła
1 łyżka soli
1/2 szklanki wody

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzać do 200°C. Kaczkę umyć i osuszyć. W moździerzu rozetrzeć razem 3 łyżki majeranku, czosnek i masło, pół łyżki soli i łyżkę cukru. Powstałą pastą nasmarować dokładnie całą kaczkę. Odstawić na bok.
Jabłka umyć i osuszyć, przekroić na 8 części. Oprószyć pozostałym majerankiem, solą, cukrem i nadziać kaczkę.
Ułożyć kaczkę w brytfannie, polać wodą i piec około godziny polewając od czasu do czasu ptaka powstałym sosem. Kaczka powinna być miękka i przypieczona na złoto. Gdyby za bardzo się przypiekała, można ją przykryć folią aluminiową i/lub zmniejszyć temperaturę w piekarniku do 150°C.
Wyjąć kaczkę z piekarnika. Obwinąć folią aluminiową i zostawić na 10 minut w ciepłym miejscu np. w otwartym, wyłączonym piekarniku. Podawać z pieczonymi warzywami: marchewkami, buraczkami oraz ziemniakami.

Smacznego!

To kolejna moja propozycja na menu Kuchni Świątecznej i Noworocznej


RECETTE EN FRANÇAIS: Canard aux pommes

czwartek, 20 sierpnia 2009

Botwinka i szpinak, czyli...

tarta Pinoska :)
Los rzucił mnie do kraju, w którym botwinka jest nieznana. Można tutaj bez problemu kupić młodziutkie listki buraków, które dodaje się do sałaty i których smak uwielbiam. Natomiast już takiej naszej, prawdziwej botwinki upolować nie można.
W zeszłym roku udało mi wytłumaczyć rolnikowi na targu czego poszukuję. To znaczy myślałam, że mi się udało... Obiecał, że dostarczy mi botwinkę. Obietnicy dotrzymał, a mnie zostały w rękach średniej wielkości buraki z 3 miernymi listkami. Najwidoczniej się nie zrozumieliśmy...
W tym roku ZiaCri specjalnie wysiała w swoim warzywniku buraki. Z myślą o mnie! W dodatku zrobiła to w odstępie kilkunastodniowym, dzięki czemu botwinką zajadamy się od dwóch miesięcy :)
Powiem Wam w sekrecie, że ta moja miłość i tęsknotą za botwinką narodziła się z czystej przekory... nigdy bowiem botwinki nie lubiłam :) Na chłodnik patrzyłam krzywo, a od zupy botwinki, którą uwielbiała moja Mama, uciekałam daleko... Jak to się mówi? Tylko krowa nie zmienia zdania :)



Tarta z botwinką i szpinakiem – kwadratowa forma 24x24 cm:
oryginalny przepis Pinos znajdziecie tutaj. Poniżej podaję moją, nieco zmodyfikowaną wersję

Kruche ciasto:
250 g maki
125 g słonego masła
1 żółtko
2 łyżki maku
1 łyżka kwaśnej śmietany

Farsz:
500 g świeżego szpinaku
8 niewielkich buraczków z botwinką
4 ząbki czosnku
1 łyżka ghee
200 ml kwaśnej, gęstej śmietany
1 jajko
50 g łagodnego provolone (można zastąpić łagodnym parmezanem)sól
pieprz
1/2 lyżeczki czerwonego południowoafrykańskiego curry

Przygotowanie:
Wszystkie składniki szybko zagnieść. Uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i schodzić w lodówce przez przynajmniej godzinę.
Piekarnik nagrzać do 180°C. Rozwałkować ciasto. Wyłożyć do formy i podpiec pod papierem i fasolą „na biało”, około 20 min.
Buraki, botwinkę oraz szpinak dokładnie umyć i osuszyć. Buraki obrać i pokroić w cienkie słupki. Poszatkować liście botwinki. Czosnek obrać i także poszatkować. Na patelni rozpuścić ghee. Dodać czosnek i delikatnie podsmażyć. Dodać buraki i liście botwinki. Smażyć 10 minut. Na końcu dodać szpinak i smażyć jeszcze 5 minut pod przykryciem. Doprawić do smaku solą, pieprzem i curry. Dodać 2 łyżki śmietany i wymieszać. Wyłożyć farsz na podpieczony spód.
Resztę śmietany wymieszać z jajkiem i startym serem. Doprawić do smaku i wylać na masę botwinkową.
Piec w nagrzanym do 180°C piekarniku około 30 minut lub do momentu, aż wierzch ładnie się przyrumieni.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Tarte à la botwinka et épinards

wtorek, 11 sierpnia 2009

Jagodzianki

Najlepsze jagodzianki jakie jadałam będąc dziecięciem, przynosiła mi Babcia Zosia.
To jednak nie Ona je piekła. Kupowała je na Bazarze Różyckiego, niedaleko którego mieszkała.
Za każdym razem, gdy przyjeżdżałyśmy z Mamą do Babci w odwiedziny, wyciągałam je na bazar. To była podróż w inny świat. W lata 70 i 80, kiedy sklepy święciły pustkami, na bazarze kwitła niczym nieskrępowana przedsiębiorczość. Tam można było kupić dosłownie wszystko. Do dziś mam przed oczyma stragany z sukniami ślubnymi, kolorowymi ubraniami przemycanymi zza zachodniej granicy, stosami książek oraz kaset sprzedawanych pod szyldem „Handel książkami oraz kasetami surowo wzbroniony” :) To właśnie przy tych ostatnich straganach spędzałyśmy z Mamą najwięcej czasu. Moja Mama prowadziła antykwariat z książkami na Nowogrodzkiej i pamiętam, że za każdym razem z zazdrością patrzyła na straganowe księgozbiory, o których nie mogła nawet marzyć na półkach swojego antykwariatu...
Jeszcze dziś, gdy przymknę oczy, widzę stałych bywalców bazaru grających w kubki, handlarki z przenośnymi kuchenkami wołające donośnie „Pyzy sprzedaje, goooorące pyyyyyzy” i oczywiście wózki po brzegi wypełnione pachnącymi jagodziankami.
To była prawdziwa jaskinia Ali Baby, zwłaszcza dla smarkacza jakim byłam w tamtych latach, pełna skarbów oraz czających się, na każdym kroku, niebezpieczeństw. Przekraczając bramy bazaru należało pilnować, aby dokument czy portfel nie zmieniły właściciela...
Pod koniec lat 90 do kawalerki Babci wprowadziliśmy się my. Wtedy zaprowadziłam Ptit Suisse’a na bazar w poszukiwaniu jagodzianek, ale... oprócz straganów załadowanych najróżniejszymi towarami made in China, kilku zawianych panów z nonszalancko przekręconą, kraciastą czapeczką, jednak już bez czarującego uśmiechu na ustach, nie znaleźliśmy nic. Nie było ani gorących flaków, ani pyz, Nie było jagodzianek z kruszonką. Może sezon się skończył, może przyszliśmy za późno... Choć najprawdopodobniej to ja dorosłam i to, na co kiedyś patrzyłam oczarowanymi oczami dziecka, przegrało z upływem czasu.


Robiłam jagodzianki wielokrotnie, z wielu przepisów, tych wychwalanych w Galerii Potraw, oraz tych, na które trafiałam na poczytnych blogach. Za każdym razem miałam im coś do zarzucenia. Dopiero Polka namówiła mnie na przepis Tatter. Oczywiście wcale nie wierzyłam, że jagodzianki Tatter przypadną mi do gustu. Błąd! Te jagodzianki są prawie tak dobre jak te z Bazaru Różyckiego :) „Prawie”, bo z tamtymi kojarzą się wspomnienia nie do pobicia ;)


Jagodzianki cytrynowo-waniliowe – 16 jagodzianek:
Podaję przepis Tatter z moimi modyfikacjami

Ciasto:
500 g maki pszennej chlebowej
1 i 1/2 łyżeczki suszonych drożdży
1 szklanka mleka
2 jajka
50 g masła
80 g cukru
2 łyżki cukru zmielonego z połową laski wanilii
otarta skórka z cytryny
szczypta soli

Farsz:
500 g jagód*
3 łyżki cukru
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Kruszonka:
80 g mąki
40 g masła
40 g cukru
otarta skórka z cytryny

Oraz:
1 jajko roztrzepane
1 łyżka mleka

Przygotowanie:
Cytryn sparzyć i dokładnie umyć pod gorącą wodą.
Drożdże wymieszać z połowę ciepłego mleka, 1 łyżką cukru oraz 1 łyżką mąki. Odstawić zaczyn w cieple miejsce do wyrośnięcia.
Resztę mąki przesiać do miski, dodać wyrośnięty zaczyn, jajka, cukier, resztę ciepłego mleka oraz szczyptę soli.
Wyrabiać ciasto przez około 10 minut (korzystam z niezawodnej pomocy robota kuchennego). Gdy ciasto zacznie odchodzić od brzegów miski (w moim wypadku należy raczej napisać, gdy ciasto mniej będzie się kleić do wszystkiego, z czym będzie miało styczność ;)) dodać stopione i ostudzone masło i ponownie wyrobić.
Wyrobione ciasto przykryć dokładnie folią i odstawić w cieple miejsce do wyrośnięcia. Ciasto powinno przynajmniej podwoić swoją objętość. Ostatnim razem zupełnie o nim zapomniałam i poszłam do kina. Po powrocie ciasto właśnie wchodziło z niski i wyglądało jak wielka pajęczyna. Właśnie z takiego ciasta udały mi się najlepsze jagodzianki.
Przepłukać jagody i zostawić je na sitku do obcieknięcia. Gdy ciasto już odpowiednio wyrosło, przełożyć jagody do miseczki, dodać cukier i mąkę ziemniaczaną. Delikatnie wymieszać.
Odgazować wyrośnięte ciasto i podzielić na 16 kawałków. Z każdego kawałka uformować na dłoni placuszek. Na każdy placuszek nakładać czubatą łyżkę jagód i dokładnie zlepiać formując bułeczki.
Bułeczki kłaść sklejeniem, w sporych odstępach, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawić, przynajmniej na 45 minut, do wyrośnięcia w ciepłym miejscu.
Piekarnik nagrzać do 180°C.
Przygotować kruszonkę wyrabiając razem mąką, cukier, skórkę z cytryny i zimne masło.
Wyrośnięte bulki posmarować jajkiem wymieszanym z mlekiem, posypać kruszonką i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Piec około 30 minut, aż ładnie zbrązowieją. Studzić na kratce.

Smacznego!

*oczywiście najlepsze jagody są te dzikie ;)
Robiłam także Malinianki z malinami oraz Porzeczanki zarówno z czarną i jak i czerwoną porzeczką. Obydwie wersje bardzo nam smakowały. Polecam!



RECETTE EN FRANÇAIS: Jagodzianki

czwartek, 30 lipca 2009

Biały ser i pomidory

Biały ser jest tutaj produktem luksusowym, niedostępnym, za który dałabym się pokroić ;)
Zazwyczaj żeruję na odwiedzających nas przybyszach z Polski i na pytanie „Co Wam przywieść?” nieodmiennie odpowiadam „Biały ser”. Czy wyobrażanie sobie jak strasznie można cierpieć z powodu braku białego sera?!?
Czasami, gdy ogarnia mnie czarna rozpacz i o białym serze śnię po nocach, przygotowuję go sama. Niestety pomimo tego że wychodzi mi całkiem smaczny, to zdecydowanie wiele mu brakuje do tego, aby móc go nazwać prawdziwym białym serem.
Za każdym razem gdy przemili przyjaciele obdarzają nas paczuszkami z wymarzoną zawartością, staję przed dylematem „Co zrobić z tym skarbem?” Najchętniej zrobiłabym wszystko: sernik, leniwe, pierogi z serem, ruskie, naleśniki i jeszcze więcej... Jednak, w większości przypadków, otrzymane ilości białego sera na to nie pozwalają. Nie dlatego, że przyjaciele wykazali się skąpstwem, po prostu wstyd mi prosić ich o przemycanie 10 kilogramów sera ;) Dlatego pierwszą porcję pochłaniamy nature, żeby móc się nacieszyć jego smakiem. Potem zaczynam wydzielać i kombinować, żeby starczyło na jak najwięcej przyjemności.


Pomidory nadziewane białym serem i nie tylko :) – porcja dla 4 osób
200g białego sera półtłustego lub tłustego*
4 duże, dojrzałe pomidory
2 ogórki małosolne (można zastąpić kiszonymi)
4 rzodkiewki
2 dymki
1 pęczek koperku
3-4 gałązki zielonej pietruszki
2-3 łyżki kwaśniej, chudej śmietany
sól
czarny pieprz
szczypta papryczki Espelette

Przygotowanie:
Pomidory umyć i dokładnie osuszyć. Odkroić górę. Wydrążyć delikatnie uważając, aby nie przebić skórki. Miąższ zjeść natychmiast ;) Pomidory posolić w środku i postawić do góry nogami na talerzu, żeby usunąć nadmiar soku.
Ser rozkruszyć widelcem. Dodać śmietanę, wymieszać. Nie powinno być zbyt suche.
Ogórki, rzodkiewki, dymkę, koperek i zieloną pietruszkę poszatkować. Wymieszać z serem. Napełnić pomidory. Przykryć czapeczką. Podawać.

Świetnie się sprawdza w roli śniadania, przystawki czy kolacji, zwłaszcza gdy cierpimy na chroniczny brak czasu...

Smacznego!

*Haniu, jeszcze raz dziękujemy za prezent :*!


RECETTE EN FRANCAIS: Tomates farcies de fromage blanc

czwartek, 7 maja 2009

Młoda Kapusta. Po prostu...

Co można napisać o młodej kapuście?
Że jest pyszna? Że zabójczo pachnie wiosną? Że czekamy na nią przez cały rok? Że mogłabym ją jeść i jeść, bo wiem, że nigdy mi się nie znudzi?
Gdy już się doczekamy, gotuję ogromny gar, którego zawartość znika w mgnieniu oka. Potem zawsze zadają sobie to samo pytanie : dlaczego kupiłam jej tak mało?


Młoda kapusta – dla 2 osób:
3 główki młodej kapusty
3 młode marchewki
1 żeberko ze sporą ilością mięsa
1 garść pomidorków koktajlowych (lub jeden, dwa duże, dojrzałe pomidory)
1 duży pęczek koperku
sól
odrobina pieprzu

Przygotowanie:
Żeberko zalać zimną wodą i gotować, aż mięso będzie miękkie i zacznie odchodzić od kości. Wyjąć. Ostudzić i dokładnie obrać mięso z kości. Jeżeli kawałki mięsa są zbyt duże, pokroić je na mniejsze. Przełożyć ponownie do garnka wraz z umytą i pokrojoną w cienkie plasterki marchewką. Gotować na wolnym ogniu.
Kapustę opłukać pod zimną wodą. Wyrzucić, jeśli są zniszczone, dwa pierwsze liście. Poszatkowaną kapustę przekładać w partiami do gotującego się mięsa.
Po 10 minutach dodać przekrojone na pół pomidorki i poszatkowany koperek. Wymieszać i gotować jeszcze około 10 minut. Doprawić do smaku solą i odrobiną pieprzu.
Podawać z młodymi ziemniakami lub z pajdą wiejskiego chleba oraz szklanką zimnego kefiru :)

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Chou nouveau. Simplement...

sobota, 11 kwietnia 2009

Wielkanocna baba Neli

Chodzi oczywiście o Nelę Rubinstein. Sama Nela wykonywaną przez siebie babę drożdżwą nazywała bułą :) Myślę, że robiła to z przekory, gdyż jej baba nie ma nic wspólnego z bułą. Jest to, moim zdaniem, najlepszy przepis na ciasto drożdżwe z jakim kiedykolwiem miałam do czynienia. A miałam z wieloma, jak na prawdziwą miłośniczkę wszelkich ciast drożdżwych przystało. Po tym jak, kilka lat temu, upiekłam pierwszy raz to ciasto, wyrzuciłam wszystkie inne przepisy i zaprzestałam wypróbowywania i poszukiwania nowych. Jestem pewna, że lepszy przepis na ciasto drożdżowe po prostu nie istnieje :)
Przepis, który tutaj podaję został przeze mnie nieco zmodyfikowyny. Jeżeli pragniecie poznać ten oryginalny, to odsylam Was do książki „Kuchnia Neli”, Wyd. Muza.

Życzę Wam zdrowych, spokojnych i smacznych Świąt z tradycyjnie mokrym dyngusem !



Baba drożdżowa Neli Rubinstein - na 2 formy podłużne lub dwie w kształcie baby
Zaczyn:
125 ml ciepłej wody (temp. 45-50°C)
30 g drożdży
1 łyżka stołowa cukru

Ciasto:
570 g mąki wysokoglutenowej
375 ml ciepłego mleka (temp. ok. 40°C)
200 g cukru
120 g miękkiego masła
200 g rodzynek namoczonych w rumie i w wodzie (pół na pół)
10 żółtek
2 łyzki startej skórki z cytryny
1 łyżeczka soli

Glazura na surowe ciasto:
1 jajko
1 łyzka stołowa wody

Lukier:
2 łyżki stołowa rumu
1 szklanka cukru pudru
2 łyżeczki soku z cytryny

Drożdże zalać ciepłą wodą z cukrem, odstawić do momentu, aż zaczną się "burzyć".
W dużej misce starannie wymieszać połowę mąki, ciepłe mleko i sól. Wlać zaczyn i jeszcze raz wymieszać, następnie dodać cukier, żółtka, masło, skórkę z cytryny oraz resztę mąki. Wszystko dobrze wymieszać, a następnie dobrze wyrobić (robot bardzo się przydaje), aż ciasto zrobi się lśniące. Uwaga ciasto pozostaje cały czas klejące i bardzo lejące. Nie należy w ogóle się tym przejmować i przede wszystkim nie dosypywać mąki! Przełożyć ciasto do dużej salaterki, którą należy przykryć szczelnie folią plastikową, odstawić do lodówki na cał noc (10-12 godzin).
Gdy ciasto podwoić swoją objętość, wyjąć salaterkę z lodówki i pozostawić w temperaturze pokojowej, aby trochę się ociepliło. Osączyć dokładnie rodzynki. W wyrośniętym cieście zrobić wgłębienie, wsypać 3/4 rodzynek i jeszcze raz dokładnie wymieszać. Pozostałe rodzynki odstawiś na bok.
Wysmarować formy masłem i wysypać mąką. Napełnic je do 1/3 wysokości. Odstawić na 30-45 minut, w tym czasie ciasto powinno prawie całkowicie wypełnić formy.
Ciasto przed pieczeniem posmarować glazurą przygotowaną z lekko ubitego jajka z łyżka wody. Wstawić baby do piekarnika nagrzanego do 180°C. Piec do momentu aż powierzchnia nabierze złocistobrązowego koloru, a patyczek po nakłuciu będzie zupełnie suchy (około 35-40 minut). Wyjąć baby, odstawić na 10 minut na kratce. Poczym wyjąć je z formy.
Rum podgrzać w niewielkim rondelku i wlać do miseczki z cukrem pudrem. Dodać sok z cytryny i dobrze wymieszać. Jeśli masa wyjdzie za gęsta, dodać odrobinę soku z cytryny. Wymieszać lukier z resztą rodzynek. Polukrować baby i odstawić na przyjmniej godzię, aby lukier miał czas przeschnąć.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS : Baba pascal de Nela

wtorek, 26 lutego 2008

Krupnik babci Zosi

Będąc dzieckiem uwielbiałam krupnik. Uwielbienie to zostało mi do dziś. Udało mi się nawet zarazić nim mojego męża:)

Zawsze byłam przekonana, że najlepszy krupnik na świecie robiła moja babcia Zosia. Zmieniłam zdanie po spróbowaniu krupniku, jakim poczęstowała nas nasza sąsiadka (wieki temu to było) w czasie wakacji na wsi. Hmmm... to był dopiero krupnik! Smak ten kojarzy mi się od tamtej pory z beztroskimi wakacjami.
Po latach zrozumiałam, że ten wspaniały krupnik zawdzięczał swój smak i aromat nieprzyzwoitej wprost ilości wiejskiego masła, jakie dodawała do niego nasza sąsiadka...
Bardzo się ucieszyłam z mojego odkrycia, gdyż dzięki
niemu okazło się, iż palma pierszeństwa należy się bezdyskusyjnie mojej babci Zosi, której krupnik jest pyszny i zdecydowanie mniej kaloryczny:)



Krupnik babci Zosi - duży garnek, czyli obiad dla 4 zgłodniałych osób:
150 g kaszy perłowej
5 marchewek
5 ziemniaków
2 udka z kurczaka
1 korzeń pietruszki
1 mały seler
1 pęczek zielonej pietruszki
½ łyżki dobrego masła
sól
pieprz

Przygotowanie:
Udka umyć. Zalać dwoma litrami zimnej wody i zagotować. Dodać kaszę. Po 10 minutach dodać pokrojone w kostkę warzywa. Gotować na małym ogniu do momentu gdy warzywa i kasza będą miękkie, ale nie rozgotowane (koło 50 minut). Doprawić do smaku solą, pieprzem i masłem. Wyjąć udka, usunąć kości i pokrojone w kawałki mięso ponownie dodać do zupy wraz z poszatkowaną zieloną pietruszkę. Odczekać 5 minut i podawać z pajdą wiejskiego chleba.


Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Krupnik de ma grand-mère Zosia

środa, 13 lutego 2008

Ciasto drożdżowe z kremem pâtissière i czarną porzeczką

Dawno temu Alusmi podawała w Galerii Potraw przepis na ciasto drożdżowe z truskawkami, budyniem i orzechami. Przepis bardzo mi się wtedy spodobał, ale jakoś nigdy nie miałam okazji go wypróbować. Udało się w końcu w ostatni weekend.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wykonała go „po swojemu” ;) I tak zamiast świeżych truskawek użyłam mrożoną czarną porzeczkę, zamiast gotowego budyniu, zrobiłam krem pâtissière Pierre’a Hermé i na koniec zrezygnowałam z orzechów.

Ciasto wyszło znakomite! Bardzo nam się spodobał ostry, kwaskowaty smak czarnej porzeczki w połączeniu ze słodkim kremem pâtissière.



Ciasto drożdżowe z kremem pâtissière i czarną porzeczką - proporcje na kwadratową formę 25x25 cm
Ciasto :
250 g mąki
125 ml mleka
50 g cukru
50 g masła
1 łyżka startej skórki z cytryny
1 jajko
½ paczki suszonych drożdży
szczypta soli

Krem pâtissière :
170 g mleka
35 g cukru
15 g maïzeny (mąka ziemniaczana)
15 g masła
2 żółtka
laska wanilii

Kruszonka :
40 g mąki
40 g mielonych migdałów
50 g masła
2 łyżki brązowego cukru (użyłam cassonade)

400 g czarnych porzeczek


Przygotowanie :
Masło stopić, wystudzić. Wymieszać wszystkie składniki i wyrabiać ciasto przez około 15 minut, aż stanie elastyczne i nie będzie się kleiło do rąk. Odstawić na około godzinę do wyrośnięcia (powinno zwiększyć swoja objętość dwukrotnie) w misce przykrytej folią spożywczą.
W tym czasie przygotować krem. Mleko zagotować z przeciętą wzdłuż laską wanilii. Odstawić pod przykryciem na 30 minut. Żółtka ubić z cukrem i maïzeną. Powoli, nadal ubijając dodawać mleko. Wszystko pomału podgrzewać cały czas mieszając, aż zrobi się budyń, który powinien mieć dość zwartą konsystencję. Dodać w kawałkach masło i dokładnie wymieszać. Odstawić do ostygnięcia.
Po wyrośnięciu przebić ciasto. Wyłożyć na formę. Posmarować budyniem, posypać porzeczkami, przykryć i odstawić na około 30 minut do ponownego wyrośnięcia. Przed włożeniem do nagrzanego do 190°C piekarnika, posypać ciasto kruszonką. Piec 35-40 minut.
Ciasto najlepsze, według mnie, jest jeszcze ciepłe :)

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS : Gâteau aux cassis et à la crème pâtissière