Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brunch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brunch. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2013

Hummus z batatami

Będąc dziecięciem byłam koszmarnym niejadkiem. W naszej rodzinie do dziś krążą pełne grozy opowieści o sztuczkach do jakich należało się uciec, żebym zechciała łaskawie przełknąć choć innego, niż kawałek placka ziemniaczanego. Warzywa były ble. Owoce podobnie. Natomiast zjedzenie kanapki mogło, się w moim przekonaniu, zakończyć się tragiczną śmiercią przez zatrucie. Od wędlin, mięsa i ryby uciekałam gdzie pieprz rośnie, co było niejakim błogosławieństwem dla rodziny, biorąc pod uwagę fakt, że moje dzieciństwo przypada na okres ciężkiego kryzysu i talonów żywnościowych. Natomiast placki ziemniaczane mogłam jeść trzy razy dziennie. Do dziś mam przed oczami widok mojej zdesperowanej mamy, gdy na każde pytanie "Żabko co zjesz na śniadanie, obiad, kolację?" (niepotrzebne skreślić)  niezmiennie odpowiadałam to samo. Placki! Z wiekiem mi się zmieniło i zezwoliłam na wprowadzenie do mojego jadłospisu zup. Pomidorowej i ogórkowej. Wszystkie inne były oczywiście trujące. Kolejny zmiana w moich upodobaniach żywnościowych nastąpiła, gdzieś w okolicach liceum, gdy zaczęłam zjadać kanapki przygotowane przez mamę... wcześniej obdarowywałam nimi kolegów i koleżanki. To był okres, kiedy mama i babcia zaczęły eksperymentować z najróżniejszymi pastami do kanapek. Te pasty śnią mi się dziś po nocach. Podobnie zresztą jak placki ziemniaczane ;)


Hummus z batatami* - dla 6 osób:
1 szklanka suszonej ciecierzycy (możecie użyć dobrze opłukaną i obsączoną ciecierzycę z puszki - około 300 g)
3 duże bataty
4 ząbki czosnku
4 łyżki oliwy z oliwek
półtorej łyżki tahini
sok wyciśnięty z 1 cytryny
świeżo mielony czarny pieprz
kumin
sól
chili w proszku

Przygotowanie:
Ciecierzycę namoczyć na 12 godzin. Przepłukać, zalać zimną wodą i gotować przez godzinę, aż ciecierzycę stanie się miękka. Po ugotowaniu przestudzić i obrać ze skórek. Dzięki pozbawieniu ciecierzyc skórek, hummus będzie miał wspaniałą aksamitną konsystencję.
Bataty obrać, umyć, pokroić w grube plastry, zalać wodą, dodać obrany czosnek i ugotować. Odcedzić na durszlaku i zostawić do ostygnięcia.
Ciecierzycę, bataty, ugotowany czosnek oraz pastą tahihi zmiksować dodają po łyżce oliwy na przemian z sokiem cytrynowym. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Dodać kumin i wymieszać. Odstawić na godzinę do lodówki. Przed podaniem skropić oliwą i oprószyć chili. Smakuje rewelacyjnie i posmarowaną czosnkiem i opieczoną bagietką lub po prostu na kanapki zamiast masła.

Smacznego!

*inspiracją do powstania tego smarowidła był przepis Alice Hart, Mon premier dîner végétarien, Ed. Marabout, 2010


RECETTE EN FRANÇAIS: Houmous aux patates douces

piątek, 4 stycznia 2013

Wytrawne magdalenki z marchewką, pistacjami i colombo

Robicie postanowienia noworoczne?
Kiedyś mi się zdarzało. Z upływem lat zdarza mi się coraz rzadziej. Już nie przyrzekam sobie, że zrobię to czy tamto. Za bardzo się stresuje, gdy nie wychodzi mi z realizacją postanowień. Od kilku lat nie postanawiam więc niczego. Po prostu robię. Robię wszystko, żeby się udało. A jednak, dziś gdy przygotowywałam zdjęcia do dzisiejszego wpisu, czart szeptał mi do ucha, że powinnam postanowić, że w tym roku wypisy na blogu będą pojawiać się regularnie. Podpuszczał nawet, żebym w postanowieniach posunęła jeszcze dalej i przyrzekła, że nowy wypis będzie co tydzień... Niestety moi Drodzy, na takie postanowienia nie jestem gotowa, ale zobaczę co się da z tym zrobić :)
Gdy piekę magdalenki, to wcale nie myślę o Prouście. Myślę o Ali, z którą kilka lat temu wymieniłam sporo mejli na ich temat.
Na temat pochodzenia magdalenek istnieją przynajmniej dwie legendy. Mnie zainteresowała ta z polskim pochodzeniem. Podobno magdalenki zostały upieczone po raz pierwszy na polecenie Stanisława Leszczyńskiego, który takimi ciasteczkami pragnął uhonorować Voltaire'a znanego ze swojego łakomstwa. Autorką magdalenek była kucharka króla Stanisława - Madeleine, której kulinarny geniusz uhonorowano nadając ciasteczkom jej imię.
Piekąc magdalenki należy pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, należy przesiać mąką, co pozwoli nam na otrzymanie wspaniale miękkich ciasteczek. Po drugie, przed pieczeniem ciasto należy mocno schłodzić w lodówce, a następnie piec magdalenki przez pierwsze 4 minuty w bardzo mocno nagrzanym piekarniku. Dzięki temu zabiegowi magdalenki będą miały charakterystyczny garb. Reszta, bez względu na to czy zdecydujecie się na słodką lub wytrawną wersję magdalenk, to już dziecinnie prosta zabawa.

Wytrawne magdalenki z marchewką, pistacjami i colombo* - 14 sztuk:
150 g mąki
90 g masła
30 g parmezanu
3 jajka
3 średniej wielkości marchewki
3 łyżki pistacji (mogą być zarówno solone jak i niesolone)
2 łyżki oliwy
1 łyżka colombo (można zastąpić ostrym curry)
1 pełna łyżeczka proszku do pieczenia
sól
świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:
Masło rozpuścić. Dodać oliwę i zostawić do ostygnięcia.
Marchewki obrać, umyć i osuszyć. Zetrzeć na tarce z małymi otworami. Dodać colombo i poszatkowane pistacje. Wymieszać i odstawić na bok.
Jajka ubić. Dodać parmezan, przesianą mąkę, proszek do pieczenia i wymieszać. Dodać masło i mieszać, aż dokładnie połączy się z ciastem. Na końcu dodać startą marchewkę z pistacjami i colombo. Wymieszać. Doprawić do smaku solą i czarnym pieprzem. Przykryć ciasto folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez minimum godzinę.
Piekarnik nagrzać do 270°C. Formę do pieczenia magdalenek dokładnie wysmarować masłem i wypełnić ciastem w 2/3. Piec przez 4 minuty w 270°C. Zmniejszyć temperaturę do 210°C i piec przez kolejne 6 minut.
Wyjąć magdalenki z piekarnika. Zostawić na chwilę do przestygnięcia. Podawać jeszcze ciepłe.

*przepis na podstawowe ciasto znalazłam w książce Lucii Pantaleoni, Madeleine, Wyd. Solar, 2008. Dodatki to już mój pomysł.

Smacznego!

RECETTE EN FRANÇAIS: Madeleines aux carottes, pistaches et colombo

poniedziałek, 23 maja 2011

Labneh

Lebneh to przystawka, którą można spotkać na prawie całym Bliskim i Środkowym Wschodzie. Jest podstwą kuchni libańskiej. Zazwyczaj labneh podaje się wraz z chlebkami pita na śniadanie. Czasami podawane są do niego pomidory, świeże ogórki, mięta i oregano.
Najtrudniejsze w przygotowaniu labnehu jest... oczekiwanie :) Wszystko inne jest proste jak budowa cepa. Robi się w 5 minut, odsącza 2 dni. Potem jeszcze trzeba poczekać przynajmniej 3 dni, aby smaki się wymieszały. Lebneh ze stołu znika równie szybo jak się na nim pojawia... Sprawdziłam kiedyś z zegarkiem w ręku – rekord to 3 minuty.
Labneh za każdym razem może mieć inny smak. Wszystko zależy od Waszych upodobań i tego, jakie przyprawy wpadną Wam akurat w ręce. Zachęcam do eksperymentów :)



Labneh – porcja dla 8 osób:
1kg greckiego lub bułgarskiego jogurtu o 10% zawartości tłuszczu
2 łyżeczki soli
dobrej jakości oliwa
3-4 ząbki czosnku
kilka gałązek tymianku
czerwony pieprz
kumin w ziarenkach
2 papryczki chili lub Espelette

Przygotowanie:
Jogurt wymieszać z solą. Wyłożone gazą sitko ustawić na salaterce. Przełożyć jogurt. Związać, przykryć talerzem i obciążyć. Zostawić minimum 2 dni w lodówce, żeby jogurt dokładnie obciekł.
Z powstałego sera formować kulki wielkości małych orzechów. Delikatnie układać w słoiku. Dodać wszystkie przyprawy i zioła. Zalać oliwą i odstawić na 3 dni do lodówki. Wyjąć z lodówki na godzinę przed podaniem.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Labné

piątek, 1 kwietnia 2011

Świąteczne jaja... trochę inaczej oraz mały konkurs :)

Co to za Wielkanocny stół bez jajek, żuru, mazurka i baby. Ptit Suisse żąda, aby dopisać również udziec barani oraz pizza di Pasqua. Żądanie spełniam, bo gotów się obrazić i odmówić pieczenia świątecznego udźca ;) Jajka to jednak podstawa. Faszerowane na ciepło. Faszerowane na zimno. Z majonezem lub bez. Straszono nas tymi jajkami przez lata. Miały być niezdrowe, niedobre. Zabijały nas podstępnie i w krótkim czasie. Pozwolono nam jeść jedno tygodniowo... na własną odpowiedzialność. Znam takich, co nadal są przekonani, że zjedzenie 2 jajek powoduje nagłą śmierć w ciężkich męczarniach ;)
Dziś specjaliści zdanie zmieni i orzekli, że można jeść 5 nawet 7 jajek tygodniowo i żyć. Zdrowo i smacznie. Oczywiście najlepsze jajka są od wolnych kur. Nie tylko, dlatego, że taka wolna kura może sobie wygrzebać robala z ziemi czy oberwać skrzydełka nieuważnemu motylkowi. Wolna kura jest szczęśliwa, a to zapewne odbija się na jakości jajek, jakie znosi ;)
Nie wiecie z jakim jajkiem macie do czynienia. Wystarczy rzucić okiem na kod widniejący na każdym z nich : X-YY-AABBCCDD. Najważniejsza informacja to X, która informuje, w jakich warunkach kury są chowane: 0 – chów ekologiczny, 1 – chów wolnowybiegowy, 2 – chów ściółkowy, 3 – chów klatkowy. YY - to kod kraju, z którego pochodzą jajka. Pozostałe informacje dotyczą producenta.

Przystawki podawane w małych szklaneczkach nazywane są przez frankofonów - verrines (fran. verre – kieliszek, szklanka). Modne od jakiegoś czasu verrines, wypełnione wytrawnymi przystawkami lub deserami (musami, kremami czy owocami) w miły sposób urozmaicają stojące przyjęcia oraz aperitify.
Fajnie by było wprowadzić coś takiego u nas. Tylko nazwę powinno się dostosować. Chętnie poznam Wasze propozycje. Wpisujcie je w komentarzach. Macie czas do poniedziałku, 4 kwietnia, do północy. Następnie, wspólnie, w drodze głosowanie wybierzemy najfajniejszą nazwę. Autorzy trzech najpopularniejszych nazw otrzymają w nagrodę niespodzianki. Zapraszam :)


Świąteczne jajka z wędzącym pstrągiem i awokado – dla 4 osób:
6 jajek ugotowanych na twardo
150 g wędzonego pstrąga (makreli lub łososia)
6 pomidorków koktajlowych
2 dojrzałe awokado
2 łyżki kwaśnej śmietany
1 dymka mały
pęczek koperku
sok z połowy cytryny
sól
świeżo mielony czarny pieprz
szczypta papryczki z Espelette (lub chili)

Przygotowanie:
Koperek umyć i bardzo dokładnie osuszyć. Odłożyć 2-3 gałązki do dekoracji.
Obrać i bardzo drobno posiekać dymkę. Obrać awokado i skropić sokiem z cytryny, żeby nie sczerniały. Oczyścić pstrąga z ości i rozgnieść widelcem na drobne kawałki. Jajka przeciąć na pół. Oddzielić białka od żółtek. Białka zmiksować z awokado i koperkiem. Doprawić do smaku solą i czarnym pieprzem.
Żółtka utrzeć ze śmietaną i pstrągiem na gładką masę. Dodać dymkę, doprawić do smaku solą, pieprzem i papryczką. W szklaneczkach ułożyć warstwami mus z awokado i masę z jajek z pstrągiem*.
Tuż przed podaniem oprószyć kawałeczkami pomidorków delikatnie oprószonymi solą, pieprzem i koperkiem.

*tak przygotowane szklaneczki można przykryć folią spożywczą i przechowywać kilka godzin w lodówce.
Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Petites verrines d'œufs à la truite fumée et à l'avocat

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Cynamonowe bułeczki... zabójcze

Takie bułeczki jedliśmy o godzinie czwartej nad ranem na lotnisku w San José. Pyszne były. Zabójczo słodkie i jeszcze bardziej kaloryczne. Nie wiem, czy to z niewyspania tak nam smakowały, czy może dlatego, że ich zabójcza słodycz koiła smutek spowodowany końcem wakacji oraz wizję 24-godzinnej podroży do domu. Nieważne. Smakowy nam bardzo i już wtedy, o czwartej nad ranem, postanowiłam, że po powrocie zrobię takie same. Słowo się rzekło... ;)
W necie znajdziecie tysiące przepisów na Cinnamon Rolls. Ja, jakże by mogło być inaczej, pokombinowałam trochę i zrobiłam je po swojemu. Ptit Suisse zjadł od razu trzy i nawet nie musiał mnie zapewniać, że mu smakowały. Wystarczyło na niego spojrzeć ;)
Bułeczki najlepiej smakują na ciepło. Dlatego, jeżeli nie uda Wam się zjeść wszystkich za jednym razem, wystarczy delikatnie je podgrzać przed kolejnym podaniem.


Cynamonowe bułeczki – około 14 bułeczek:
Ciasto drożdżowe:
600g mąki
300ml letniego mleka
120g miękkiego masła
50g cukru
10g suszonych drożdży instant
1/2 łyżeczki soli

Nadzienie cynamonowe:
100g masła
100g cukru Muscovado
100g cukru
15g grubo mielonego cynamonu

Polewa:
2 czubate łyżki serka Philadelphia
2 czubate łyżki cukru pudru
30ml mleka

Oraz:
śmietana do posmarowania bułeczek

Przygotowanie:
Przygotować nadzienie. Rozpuścić masło i pozostawić do ostygnięcia. Cukier wymieszać z cynamonem i odstawić na bok.
Zagnieść ciasto. Szczerze się przyznam, że nie bawię się w uaktywnianie drożdży. Po prostu wszystko razem mieszam i bardzo dokładnie wyrabiam przy pomocy miksera. Ciasto powinno być sprężyste i lśniące. Uformować kulkę, włożyć do sporej salaterki, przykryć folią spożywczą i pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić, a nawet potroić swoją objętość. Przebić. Rozwałkować nie zbyt cienko (około 1cm) formując prostokąt. Posmarować ciasto ostudzonym masłem i obficie posypać mieszanką cukru z cynamonem. Luźno zrolować wzdłuż długiego boku. Pociąć na 3 centymetrowej roladki. Układać je luźno, jedną obok drugiej, w wyłożonej papierem do pieczenia formie. Przykryć i ponownie zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na około 45 minut.
W tym czasie utrzeć serek Philadelphia z cukrem pudrem dodając stopniowo mleko. Polewa powinna mieć konsystencję rzadkiego lukru. Odstawić na bok.
Piekarni nagrzać do 180°C. Posmarować wyrośnięte bułeczki śmietaną i piec w nagrzanym piekarniku około 20-25 minut, lub do momentu, aż bułeczki nabiorą ładnego, złotego koloru.
Podawać ciepłe, obficie polane polewą.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Petits pains à la cannelle

niedziela, 18 kwietnia 2010

Jajka w kokilkach ze szparagami i szczawiem... na śniadanie :)

Tosty, croissanty oraz konfitura na śniadanie? Nie, dziękuję! Poproszę o jajka sadzone z bekonem, pomidora, ogórek kiszony i wielki kubek kawy z mlekiem.
Nasi tutejsi znajomi patrzą z niedowierzaniem na nasze śniadania. W sumie trudno się dziwić, gdyż nasz poranny posiłek bardzo odbiega od tutejszych zwyczajów. Kawa, czekolada, tosty, dżem i ewentualnie jogurt, to zdecydowanie nie dla nas. Gdy mieszkałam w Paryżu, moją największą zmorą były tamtejsze śniadania. Wspaniałe, pachnące croissanty i brioszki, po zjedzeniu których nie mijało 30 minut, a mnie skręcało z głodu. 
Rano, w zależności od czasu jakim dysponujemy, na naszym stole pojawiają się omlety, niekoniecznie wytrawne, sery, od czasu do czasu suszone wędliny oraz różnego rodzaju pasty kanapkowe. I koniecznie pomidory, rzodkiewki oraz awokado. Ptit Suisse gdyby mógł, to codziennie jadłby wędzoną makrelę lub węgorza, co nawet dla mnie jest dużym przegięciem... ;) 


Jajka w kokilkach ze szparagami i szczawiem* – dla 2 osób: 
2 duże, świeże jajka 
10 zielonych szparagów 
1 pęczek szczawiu garść listków bazylii 
2 łyżki kwaśnej śmietany (15% zawartości tłuszczu) 
2 łyżki startego parmezanu masło
sól biały 
pieprz 
szczypta papryczki z Espelette 

Przygotowanie: 
Nagrzać piekarnik 200°C. 
Umyć i osuszyć szczaw oraz bazylię, poszatkować i usmażyć na maśle. 
Szparagi umyć, odłamać twarde końce i pociąć na centymetrowej długości kawałki. Główki odłożyć na bok. Zblanszować szparagi w osolonej wodzie. Po 2 minutach dodać główki i gotować kolejną minutę. Zanurzyć szparagi w lodowatej wodzie i odstawić do obcieknięcia. Zachować kilka główek do dekoracji, resztę szparagów wymieszać ze szczawiem i bazylią. Doprawić do smaku.
Wysmarować masłem kokilki, na dno każdej rozprowadzić łyżeczkę śmietany, delikatnie posolić i popieprzyć. Następnie rozłożyć szpinak ze szparagami. Wbić do każdej kokilki jajko uważając, aby żółtko się nie rozlało. Przykryć resztą śmietany, oprószyć parmezanem, udekorować główkami szparagów i oprószyć solą, pieprzem oraz papryczką.
W naczyniu na zapiekanki ustawić kokilki, zalać do ¾ wysokości wrzącą wodą. Piec w kąpieli wodnej przez 10-12 minut. Podawać natychmiast po wyjęciu z piekarnika z kromkami opieczonego chleba. 

Smacznego!

*Przepis, nieco zmodyfikowany pochodzi ze strony Elle à table 

środa, 14 kwietnia 2010

Żelazna bomba czyli pasta z zielonego groszku...

Czujecie się zmęczeni, a mino to wieczorem wiercicie się łóżku i nie możecie zasnąć? Macie problemy z koncentracją, pomimo wypijania litów kawy i zjadania kilogramów czekolady, czarnej oczywiści? Ruszacie się jak mucha w smole? Przebiegnięcie 50 metrów jest ponad Wasze siły? Wygląda na to, że za mocno balowaliście w czasie ostatnich tygodni albo możecie mieć problemy z poziomem żelaza we krwi. W pierwszym przypadku mogę jedynie poradzić wstrzemięźliwość do czasu, aż organizm dojdzie do siebie. W drugim można poratować się żelazną bombą. Nawet jak nie pomoże od razu, to przynajmniej będzie smacznie. Jeżeli natomiast nie chodzi ani o jedno ani o drugie, to nie zaszkodzi udać się do lekarza i pomęczyć go o odpowiednie badania.
Żelazo znajduję się praktycznie wszędzie i... zazwyczaj w niewielkich ilościach. Na dodatek nasz organizm wchłania go jedynie 10%. Najlepiej przyswajalne żelazo znajduje się w produktach pochodzenia zwierzęcego. Żeby ułatwić wchłanianie żelaza należy spożywać je w towarzystwie witaminy C oraz E i nie popijać czarną herbatą, kawą, mlekiem ani winem. I jeszcze jedno. Szpinak żelazo zawiera, ale wcale nie jakoś dużo, więc argument „Jedz szpinak, to będziesz zdrowy” upada. Jedz, bo jest dobry. Żeby być zdrowym jedz zielony, suszony groszek, migdały, kaszę jaglaną oraz quinoę.


Pasta z zielonego groszku - porcja dla 4 osób:
200 g zielonego suszonego groszku (można zastąpić świeżym, lub mrożonym, ale należy pamiętać, że pasta będzie zawierać zdecydowanie mniej żelaza)
3 ząbki czosnku
2 łyżki oleju lnianego tłoczonego na zimno
1 łyżeczkę ziaren kuminu
garść listków bazylii
garść listków natki pietruszki
sok z połowy cytryny
sól
świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:
Zielony groszek namoczyć w zimnej wodzie. Po 12 godzinach odcedzi, przepłukać i zalać ponownie zimną wodą. Dodać obrane ząbki czosnku oraz kumin. Gotować na średnim ogniu przez około 45 minut. Odcedzić i zostawić do ostygnięcia. Zmiksować z pozostałymi składnikami. Polecam na kanapki. Świetnie się sprawdza na śniadanie, zwłaszcza w towarzystwie jajka na twardo.

Smacznego!


wtorek, 23 marca 2010

Placuszki z ciasta ziemniaczenego ze szpinakiem i fetą

Gdybym posiadała gofrownicę, to nie mieściłabym się nie tylko w spodnie, ale także w drzwi. Dlatego gofrownicy nie mam i mieć nie będę. Nigdy. Gofry, z niewielką ilością dżemu truskawkowego – takie są najlepsze, jadam nad morzem. Nawet 3 razy dziennie. Po powrocie się umartwiam.
Gofrownicą został obdarowany, między innymi przez nas, bliski znajomy. W czasie ostatnich odwiedzin, znajomy został zmuszony, żeby w zaprezentować nam działający prezent. Jak się domyślacie zrobił gofry, ale nie jakieś tam zwykłe, z dżemem, czy bitą śmietaną. Zrobił gofry wytrawne z ciasta ziemniaczanego ze szpinakiem. Pyszne! Ja zmodyfikowałam nieco przepis i usmażyłam placuszki. Na patelni :)

Na koniec mała niespodzianka ;)


Placuszki z ciasta ziemniaczanego ze szpinakiem i fetą – porcja dla 4 osób:
300 g ziemniaków
200 g mąki pszennej
150 g liści świeżego szpinaku
150 ml mleka
100 ml kefiru
100 g fety
3 jajka
1 spora cebula
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka czerwonego południowoafrykańskiego curry (można zastąpić żółtym)
sól
pieprz
gałka muszkatołowa
ghee do smażenia

Przygotowanie:
Ziemniaki ugotować w mundurkach. Cebulę pokroić w niewielką kostką i zrumienić na gorącym ghee. Liście szpinaku dokładnie opłukać i osuszyć. Fetę pokruszyć widelcem.
Gorące ziemniaki obrać i przecisnąć przez praskę lub rozdrobnić widelcem. Dodać mąkę, jajka, przyrumienioną cebulę, mleko, kefir oraz proszek do pieczenia. Dokładnie wymieszać na gładkie ciasto Dodać fetę i liście szpinaku doprawić do smaku i ponownie dokładnie wymieszać. Smażyć na rozgrzany ghee.
Placki są świetne na gorąco i na zimno. Odgrzewane na drugi dzień też są bardzo dobre.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Galettes à la pâte des pommes de terre, épinards et feta

środa, 3 czerwca 2009

Zanim skończy się bób...

Przez wieki bób był jednym z najważniejszych źródeł białka w wielu krajach Azji, Afryki oraz Europy. Jednak nie wszyscy spieszyli się, żeby poznać jego smak. Przedstawicie wyższych klas starożytnego Egiptu omijali bób szerokim łukiem twierdząc, że jest on niegodnych ich delikatnych podniebień :) Sytuacja na szczecie uległa zmianie i dziś suszony bób wchodzi w skład popularnego dnia kuchni egipskiej Ful Mudammas.
Podobno Pitagoras nazywał bób fasolą umarłych, gdyż zdarzało się, że niektóre osoby z bliżej nieokreślonych powodów, najprawdopodobniej genetycznych wad, reagował na spożyty bób w bardzo nieprzyjemny sposób.
Bób najbardziej przypadł do gustu Rzymianom, którzy dodawali i dodają go do wielu najróżniejszych dań. Włosi zajadają się młodym, surowym bobem delikatnie skropionym oliwą i wymieszanym z płatkami pecorino. Dodają do zup, risotto, frittat czy makaronów*.
Sezon na bób powoli mija. Aby nacieszyć się jeszcze jego smakiem, zrobiłam naszą ulubioną sałatkę z bobem i groszkowym-miętowym pesto.
Sałatka jest banalnie prosta. A gdy uda nam się przekonać członków rodziny do współpracy przy łuskaniu groszku i bobu, można zaryzykować stwierdzenie, że robi się w 5 minut :)
Bardzo ładnie się prezentuję w niewielkich szklaneczkach zwanych po francusku verrines (od fran. verre czyli szklanka). Takie zielone verriny wyglądają bardzo efektownie i świetnie się nadaję do rozpoczęcia wspólnego biesiadowania.
Ostatnio podałam ją jako dodatek do grillowanych mięs i warzyw. Wszystkim bardzo się spodobała. Gdyby zostały Wam resztki, w co szczerze wątpię, możecie roznieść ziarenka bobu i zużyć ją jako pastę do kanapek :)


Sałatka z bobu z groszkowo-miętowym pesto** - porcja dla 6 osób:
450 g świeżego bobu (po wyłuskaniu)
250 g zielonego groszku (może być mrożony)
4 ząbki czosnku
15 plastrów plasterków suszonego boczku (można zastąpić pancettą, lub wędzonym, chudym boczkiem)
100 g parmezanu
garść listków mięty
garść migdałowych płatków
10 łyżek oliwy
2 cytryny
sól
czarny pieprz

Przygotowanie:
Bób wraz z czosnkiem ugotować w niesolonej wodzie, do momentu, aż będzie al dente. Przelać zimną wodą, osuszyć. Obrać ze skórki.
W ten sam sposób potraktować zielony groszek pomijając obieranie groszku ze skórki ;) Po osuszeniu zmiksować z oliwą, ugotowanym czosnkiem, sokiem z cytryn, parmezanem oraz miętą. Wymieszać z bobem i doprawić do smaku solą i pieprzem.
Piekarnik nagrzać do 250°C. Plasterki boczku rozłożyć na blasze, wstawić do piekarnika na około 10 minut, aż tłuszcz się wytopi i boczek stanie się chrupiący. Podpiec migdały na suchej patelni. Oprószyć sałatkę migdałami, pokruszonym boczkiem oraz płatkami parmezanu.

Smacznego!

*Zródło „Les 1001 saveurs” wyd. Flammarion
**Oryginalny przepis, nieco przeze mnie zmodyfikowany, pochodzi z książki Jamie’s Kitchen.


RECETTE EN FRANÇAIS:...

niedziela, 31 maja 2009

Co zrobić z resztkami?

Za każdym razem gdy przyjmujemy w ruinie gości, prześladuje mnie wizja zgłodniałych biesiadników smutno wpatrujących się w pusty talerz oraz mnie samej błąkającej się po pustej kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Zimny pot mnie oblewa na myśl, że mogłabym przygotować za mało jedzenia...
Gdy przegotowuję posiłki dla nas dwojga, nie mam problemu z ugotowaniem odpowiedniej ilości. Natomiast gdy przychodzi do ugoszczenia przyjaciół, puszczają mi nerwy i zazwyczaj gotuję jak dla zgłodniałego pułku wojska... Efekt jest tego taki, że po wyjściu gości staję przed dylematem : co zrobić z pozostałą furą jedzenia? Często goście zostają obdarzeni porcjami na wynos, resztę zjadamy z P’tit Suiss’em na obiad w pracy. O ile różnego rodzaju sałatki można zjeść na zimno, a zapiekanki, mięso, czy zupy bez problemu odgrzać w biurowej mikrofalówce, o tyle odgrzewane risotto czy kluchy wzbudzają naszą niepohamowaną niechęć.
Kiedyś, gdy zostałam z połową garnka niezjedzonego risotto pożaliłam się ZiiCri, która wykrzyknęła : Zrób fritatę! Od tamtej pory gdy robię risotto lub makaron z pełną premedytacją gotuję jak dla całej armii :) Nie straszne mi resztki! Fritatę można zjeść na zimno, na ciepło lub potraktować jako wypełniacz kanapki. Mówię Wam, niebo w gębie :)


Frittata z makaronem i szparagami – porcja dla 2 osób:
około 300 g resztek makaronu wraz sosem (mnie akurat zostały fettuccine z zielonymi szparagami, śmietaną, bazylią i zieloną pietruszką)
3 jajka
2-3 łyżki startego parmezanu
1 łyżka śmietany
1 łyżka oliwy
garść bazylii i zielonej pietruszki
sól
pieprz

Przygotowanie:
Jajka delikatnie rozbełtać, dodać śmietanę, parmezan, zioła. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Dodać zimny makaron i delikatnie wymieszać.
Rozgrzać oliwę na patelni. Przelać całą masę na patelnie i zmniejszyć ogień. Smażyć na wolnym ogniu pod przykryciem. Gdy fritata ładnie się przyrumieni, przełożyć, w podobny sposób jak tortillę, na drugą stronę i przyrumienić.

Do przygotowania fritaty możecie użyć każdego rodzaju resztek makaronu lub risotto. Żeby wzmocnić jej smak dorzucam do jajek przyprawy lub zioła, które już znajdowały się w sosie. To samo dotyczy się serów. Możecie także dodać ricottę lub biały ser.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: De l’art d’accommoder les restes…

środa, 4 marca 2009

Wytrawny cheesecake, wegetariański pasztet w skorupce, a może terrina...?

Jak zwał tak zwał, najważniejsze, że godny jest polecenia :)
Tak naprawdę chodzi o zawiniętą w ciasto na pizzę masę serowo-szpinakową. Powstało w ten sposób coś w rodzaju francuskiego pâté en croûte czyli pasztetu w skorupce :)
Lubię takie wynalazki zwłaszcza wtedy, gdy nie mam na nic czasu. Taki okres właśnie nastąpił. Wychodzę z domu o świecie, a wracam późnym wieczorem podpierając się rzęsami. Po powrocie nie mam ani ochoty ani siły ruszyć ręką. W podobnych sytuacjach taki wegetariański pasztet świetnie się sprawdza. Można go zjeść na zimno. Można podgrzać kilka minut w mocno nagrzanym piekarniku. Można podać z gorącym sosem pomidorowymi z dodatkiem kilku kropli oleju arganowego. Albo zjeść z sałatą ze świeżego szpinaku i rukoli skropioną oliwą, octem balsamicznym i posypaną prażonymi orzechami. Można też pokroić na cienkie plastry i przełożyć suszoną wędliną lub pieczonymi warzywami i zanieść do pracy w roli kanapki. Można wymyślić jeszcze więcej...


Wegetariański pasztet w skorupce - 30 cm forma na keks:
opakowanie ciasta na pizzę (akurat tutaj użyłam ciasta Barilla. Oczywiście ciasto na pizzę zrobione własnoręcznie będzie znacznie lepsze :))
600 g ricotty
500 g liści szpinaku
100 g pecorino sardo
3 ząbki czosnku
2 szalotki
2 łyżki oliwy
2 jajka
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki papryki
2 łyżeczki mielonego kuminu
1 łyżka maku
1 łyżka grubo mielonej soli
otarta skórka z cytryny

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzać do 200°C. Formę na keks wyłożyć ciastem na pizzę tak aby ciasto wystawało poza formę. Na oliwie podsmażyć szalotki i czosnek. Dodać umyte liście szpinaku. Smażyć kilka minut, aż odparuje cała woda. Odstawić do ostygnięcia. Ricottę wymieszać z jajkami. Dodać pokrojony w niewielką kostkę pecorino sardo, wszystkie przyprawy, otartą skórkę z cytryny oraz szpinak. Wymieszać. Przełożyć masę do formy. Założyć, wystające poza formę, boki ciasta tak, aby zachodziły na masę serowo-szpinakową. Posmarować ciasto śmietaną. Oprószyć makiem i grubo mieloną solą. Wstawić do piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 180°C. Piec około godziny. Jeżeli pasztet zbyt się rumieni przykryć go formą aluminiową.
Po upieczeniu najlepiej zostawić pasztet na całą noc w lodówce, aby wszystkie smaki mogły się wymieszać. Pozy tym na zimno pasztet znacznie łatwiej się kroi.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS : Cheesecake salé...? pâté en croûte végétarien ...? ou une terrine...

wtorek, 9 grudnia 2008

Brioche pur beurre

Nie przepadam specjalnie za wypiekami, w których więcej jest masła niż pozostałych składników. Po prostu uważam, że zbyt duża ilość masła tłumi inne smaki. Za profanacje uważam jedzenie kanapki z masłem i konfiturą lub dżemem. Albo jedno albo drugie, ale nigdy oba na raz :)
Są jednak wypieki, które bez zastraszającej ilości masła, nie smakowałyby tak, jak smakować powinny. Należą do nich nasze maślane ciasteczka, francuskie, ociekające masłem rogaliki czy też tytułowa brioche pur beure. Jeżeli więc pragniemy poznać ich prawdziwy smak, należy na chwilę zapomnieć o strasznej ilości kalorii i złego cholesterolu czającego się w kawałku pięknie przyrumienionej brioche czy rogalikach. Poza tym nic tak wspaniale nie smakuje jak ciepła brioche popijana mocną, czarną kawą w czasie niedzielnego śniadanie. Potem należy udać się na bardzo długi spacer lub wskoczyć na rower, aby krótka przyjemność nie miała negatywnego wpływu na obwód bioder ;)
Własnoręcznie wykonana brioche jest także sympatycznym prezentem dla zapraszającej nas rodziny czy przyjaciół. Przynajmniej tak było w naszym wypadku :) Polecam!



Brioche pur beurre przepis Philippe Blondiaux
Z połowy porcji wyszły mi dwie duże i jedna mała brioche.

30 g świeżych drożdży
750 g de mąki
450 g jajek
70 g cukru
11 g soli
225 g masła półsłonego
(zastąpiłam połową masła solonego i normalnego)350 g najlepszej jakości masła
67 ½ g wody... ;)
Przygotowanie:Wszystkie składniki należy wyjąć z lodówki na przynajmniej 2 godziny przed przygotowaniem ciasta, aby mogły osiągnąć taką samą temperaturę.
Drożdże rozpuścić w 30 gram wody. Dodać mąkę wymieszaną z pozostałymi 37 ½ gram wody. Jajka ubić z cukrem i solą; następnie dodać do mąki. Ciasto wyrabiać ręcznie (jest mocno klejące) lub przy pomocy robota. W czasie wyrabiania dodawać po kawałku masła. Gdy ciasto przestanie, w miarę, kleić się do rąk, odstawić na półtorej godziny do wyrośnięcia w temperaturze pokojowej. Przebić (odgazować) ciasto i wstawić do lodówki na kolejne 3 godziny. Przebić ponownie i zostawić ciasto w lodówce do powolnego wyrastania przez całą noc.
Wysmarować formy masłem. Uformować brioches (instrukcja tutaj) i ponownie zostawić do wyrośnięcia. Posmarować wyrośnięte ciasto roztrzepanym żółtkiem z odrobiną wody i ponacinać nożyczkami. Piec w nagrzanym do 180°C piekarniku z termoobiegiem do momentu, gdy brioches ładnie się przyrumienią. Niestety autor przepisu nie precyzuje ile czasu brioches powinny się piec... mnie zajęło to niecałe 20 minut. Trzeba bardzo uważać gdyż brioszki ;) lubią się przypalać! Wyjąć z form i studzić na kratce.

Brioches są faktycznie smaczne, bardzo maślane. Niestety za szybko schną, dlatego proponuję, gdy tylko całkowicie ostygną, zawinąć je w folię spożywczą. Zrobiłam dwa rodzaje : brioche nature, czyli bez żadnych dodatków oraz brioche z żurawiną, która bardzo pozytywnie wpłynęła na smak ciasta.

Smacznego !


RECETTE EN FRANÇAIS: Brioche pur beurre

niedziela, 13 lipca 2008

Tortilla Española

Długo zastanawiałam się, co przygotować na ziemniaczany tydzień ogłoszony przez Olgę. Przyznam się, że miałam nie lada problem z wyborem ziemniaczanego dania, którym pragnęłabym się z Wami podzielić przy 30 stopniowych upałach panujęcych za oknem.... W końcu doszłam do wniosku, że jak najbardziej, istnieje ziemniaczane danie, które wybornie smakuje zarówno w czasie upalnych jak i zimnych dni - Tortilla española.
Wielokrotnie miałam okazję jeść tę „prawdziwą” tortillę. Za każdym razem wydawało mi się, że lepszej już nie można zrobić. Uważałam tak do czasu, gdy Mari Carmen przygotował nam tortillę na swoje urodziny. Od tamtej pory faktycznie lepszej już nie jadłam :)


Tortilla española Mari-Carmen - porcja na dużą patelnię:
1,5 kg ziemniaków
8 jaj
2 duże cebule
olej do smażenia
łyżka oliwy
sól
pieprz

Przygotowanie:
Cebulę pokroić na spore kawałki. Ziemniaki obrać i pokroić na plasterki. Płukać je pod bardzo gorącą wodą stopniowo zmniejszając temperaturę. Zakończyć płukanie w zimnej wodzie. Dokładnie osuszyć. Smażyć w partiach w głębokim tłuszczu (musi być bardzo gorący), aż delikatnie się zrumienią. Usmażone ziemniaki przekładać na sitko, aby obciekł nadmiar tłuszczu. W połowie ostatniego smażenia dodać cebulę. Odstawić do ostygnięcia. W salaterce wymieszać jajka z solą i pieprzem. Można dodać odrobinę ostrej papryki (np. papryczkę Espelette). Przestudzone ziemniaki wraz z cebulą wymieszać z jajkami i odstawić na około 20 minut.
Na patelni rozgrzać oliwę, Przełożyć ziemniaki i zmniejszyć ogień. Piec, aż masa się zetnie. Przy pomocy talerza, przewrócić tortillę na drugą stronę i piec jeszcze przez 5 minut. Obłożyć placek pieczoną papryką. Odstawić do na 10 minut do ostygnięcia.
Letnia tortillę można podawać z zieloną sałatą jako samodzielne danie. Zimna, pokrojona na małe kawałki świetnie się sprawdza jako przekąska w czasie aperitifu.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS : Tortilla española

wtorek, 12 lutego 2008

Kozi twarożek z zielona pieruszka i papryczka z Espelette

Do naszej kuchni nadal nie można wejść... Od tygodnia wykańczają ją malarze. Skończy się tym, że szybciej wykończę się ja, niż oni wykończą kuchnie...
Aby, pomimo przedłużającego się w nieskończoność remontu, zjeść coś zdrowego, szybkiego i nieskomplikowanego, przygotowałam nasz ulubiony kozi twarożek.



Porcja dla 2 osób:
1 kozi twarożek (około 200gr)
1 łyżka oliwy
szczypta papryczki z Espelette
kilka listków zielonej pietruszki

Przygotowanie:
Poszatkowane liście zielonej pietruszki wymieszać z oliwą i papryczką. Zalać tak przygotowanym sosem twarożek. Odstawić na pół godziny, aby smaki się przegryzły.

Smacznego:)


RECETTE EN FRANÇAIS: Chèvre frais au persil plat et piment d'Espelette

poniedziałek, 4 lutego 2008

Jabłka w cieście

W niedzielę wspólnie przygotowujemy śniadanie, które często zdarza nam się spożyć... w porze obiadu :)
Zaczynamy zawsze od kawy. Podczas gdy ja delektuję się moim wielkim kubkiem kawy z mlekiem, Phil pochłania 5 espresso. Zazwyczaj w tym momencie pojawia się nasz niedzielny dylemat... «Co będziemy jeść na śniadanie?», po którym następuje długa debata mająca na celu wskazanie pomysłu, który przypadłby do gustu obydwojgu. Na szczęście 9 razy na 10 wygrywam ja, gdyż w przeciwnym razie co niedziela jedlibyśmy jajka na bekonie, lub o zgrozo!, wędzonego węgorza... ;-)



Porcja dla 4 osób:
4 dorodne, kwaśne jabłka
200 g mąki
100 ml mleka kokosowego
2 jajka
2 łyżki brązowego cukru
szczypta soli
olej do smażenia

Przygotowanie:
Obrać, wydrążyć i pokroić na dość grube plastry jabłka. W salaterce ubić jajka z cukrem, dodać mleko kokosowe, sól oraz przesianą mąkę. Dokładnie wymieszać, tak aby ciasto było gładkie i błyszczące. Ciasto powinno mieć konsystencje trochę gęstszą, niż ciasto naleśnikowe.
Plastry jabłek nabijać na widelec i zanurzać w cieście. Smażyć na złoty kolor z każdej strony na dobrze rozgrzanym oleju. Odkładać na papierowy ręcznik, aby obciekły z nadmiar tłuszczu.
Podawać gorące posypane cukrem z dodatkiem grubo mielonej kory cynamonowej lub skropione syropem klonowym wymieszanym ze świeżo wyciśniętym sokiem z cytryny.

Smacznego :)


RECETTE EN FRANÇAIS: Beignets aux pommes