Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owoce Egzotyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owoce Egzotyczne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 października 2012

Ananas z miętą i zielonym pieprzem syczuańskim

Ananas, mięta, cukier oraz zielony pieprz syczuański. Połączenie tych czterech składników tworzy niebanalny, rewelacyjny w swojej prostocie deser. Podstawa to jak zwykle dobrej jakości składniki. Ananas musi byś dojrzały. Mięta pachnąca, a pieprz syczuański aromatyczny. Przygotowanie zajmuje nie więcej niż 10 minut. Deser jest zdrowy, orzeźwiając i nieziemsko pachnie. Mnie niczego więcej do szczęścia nie potrzeba. A Wam?
Zanim podam Wam przepis na ten banalnie prosty deser, chciałam jeszcze napisać kilka słów o zielonym pieprzu syczuańskim, którego słoiczek kupiłam jakiś czas temu i w którym zakochał się do nieprzytomności.
Zielona odmiana pieprzu syczuańskiego jest mniej znana od czerwonej. Jego delikatny aromat, w którym można wyróżnić między innymi owoce cytrusowe oraz smak powoduje, że zielona odmiana tego pieprzu świetnie sprawdza się w towarzystwie ryb i owoców morza. Ja dodaję go również do deserów. Owocowych i czekoladowych. Oraz lodów nie tylko waniliowych.
Zielony, podobnie jak i czerwony, pieprz syczuański powoduje, że gdy zgryziemy jego ziarenko, odczuwamy mrowienie oraz delikatne drętwienie języka. Właśnie z tego powodu pieprz syczuański dodawany jest do potraw zawierających bardzo ostre przyprawy, ponieważ wspomniana właściwości powoduje, że odczuwamy mniej ostrość przypraw oraz potęguje jednocześnie ich aromat .
Przed zmiażdżeniem w moździerzu polecam delikatnie podpiec pieprz na suchej patelni. Dzięki temu jego aromat stanie się silniejszy. Potem wystarczy wymieszać go z solą i dodawać, jak to kiedyś proponowała Pinos, do jajek na miękko albo oprószyć nim kruczka bądź ryby przed pieczeniem. Można również wymieszać z cukrem i jak pisałam powyżej zmienić banalny deser w dzieło sztuki kulinarnej :)



Ananas z miętą i zielonym pieprzem syczuańskim* - dla 4 osób
1 duży, dojrzały ananas
pęczek mięty
4 łyżki cukru
1/4 łyżeczki ziarenek zielonego pieprzu syczuańskiego

Przygotowanie:
Ziarenka pieprzu podpiec na suchej patelni. Miętę umyć i dokładnie osuszyć. Wymieszać z cukrem i pieprzem. Wszystko dokładnie zmiażdżyć w moździerzu. Odstawić na bok
Mocno schłodzonego ananas obrać. Wydrążyć głąb lub nie. Pokroić w średniej grubości plastry.
Plastry ananasa oprószyć zielonym cukrem. Podawać natychmiast.

Smacznego!

*przepis na ananas z zielonym cukrem jest autorstwa Jamiego Olivera. Ja od siebie dodałam zielony pieprz syczuański i... nie żałuję ;)


RECETTE EN FRANÇAIS: Ananas à la menthe et poivre vert de Sichuan.


sobota, 3 października 2009

Cytrynowe ciasto z sosem z owocow marakui

Na całym świecie istnieje około 500 gatunków Passiflory, inaczej zwanej Męczennicą (Passiflora edulis). Jej uprawa skoncentrowana jest w Ameryce Południowej, Australii, w niektórych regionach Afryki oraz na wsypach Fidżi, Hawajach oraz Sri Lance. Na dużą skale uprawiane są głownie dwa gatunki. Męczennica purpurowa (owoc widoczny na zdjęciu), o pomarszczonej woskowatej skórce oraz Męczennica żółta o nieco większych owocach pokrytych gładka, pomarańczową skórka. Pierwszą odmianę częściej używa się do spożywania na surowo, w koktajlach lub lodach. Druga, żółta odmiana o zdecydowanie bardziej kwaskowym smaku, używana jest przede wszystkim w przetwórstwie spożywczym.
W owocach marakui znajdziemy dużo witaminy C oraz sporo wapnia i żelaza. Poza tym 100 g owocu dostarcza 75 kalorii, co jeszcze bardziej zwiększa jego atrakcyjność ;)
Aby dostać się do niezwykle aromatycznego, kwaskowatego miąższu należy owoc rozkroić na pół i wyjąć łyżeczką miąższ wraz z pestkami. Następnie, aby uzyskać sok wystarczy przetrzeć miąższ przez sitko. Zawsze zachowuję 2-3 łyżki czarnych pestek, które są jak najbardziej jadalne i przepięknie prezentują się w ciastach, lodach i sosach owocowych.




Przepiękne kwiaty passiflory oraz jej owoce o egzotycznym, kwaskowatym smaku zawsze mnie fascynowały. Kiedyś nawet miałam ich prywatną uprawę na naszym mocno nasłonecznionym balkonie, na którym męczennica czuła się najwyraźniej wspaniale, bo co roku przepięknie kwitła i owocowała. Nigdy jednak nie dane było nam spróbować owoców własnej produkcji... Nasze brytany, zwłaszcza berneńczyk, były szybsze :) Gdy owoc marakui był gotowy do spożycia, Nikos spokojnie podchodził i po prostu go zjadał nie zwracając najmniejsze uwagi na nasze głośnie protesty.



Cytrynowe ciasto z sosem z owoców marakui – podłużna forma o długości 30 cm.
Ciasto:
250 g mąki
165 g cukru
75 g masła
2 jaja
2 żółtka
pół szklanki tłustego, greckiego jogurtu Total
półtorej łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z marakui wraz z pestkami
skórka otarta z 1 cytryny
szczypta soli

Sos owocowy:
1 szklanka cukru
sok z 10 marakui
sok z 1 cytryny

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzać do 170°C. Formę na keks wyłożyć papierem do pieczenia. Rozpuścić i przestudzić masło.
Przesiać mąkę wraz z proszkiem do pieczenia. Dodać cukier, szczyptę soli i wymieszać. Jajka i żółtka delikatnie ubić. Wlać do mąki i delikatnie mieszać za pomocą miksera do uzyskania gładkiego, lśniącego ciasta. W tym czasie ubić trzepaczka masło z jogurtem, sokiem z cytryny i marakui. Dodać do ciasta i ponownie dokładnie wymieszać. Przelać ciasto do formy. Piec, około 60 minut, do suchego patyczka.
W tym czasie przygotować sos. W garnuszku z grubym dnem wymieszać cukier z sokiem z cytryn i marakui. Delikatnie podgrzewać aż cały cukier się rozpuści i sos zacznie gęstnieć.
Po wyjęciu ciasta z piekarnika, gęsto ponakłuwać je drewnianym patyczkiem. Polewać ciasto gorącym sosem starając się aby jak najwięcej sosu wsiąkło w dziurki po patyczku. Pozostawić do całkowitego ostygnięcia.

Smacznego!


RECETTE EN FRANÇAIS: Cake au citron et sauce de fruits de la passion

piątek, 1 maja 2009

Banana Bread

Kupiłam banany i zapomniałam po co je kupiłam... W zasadzie nawet niespecjalnie mnie to zdziwiło ;) Przypomniałam sobie w momencie, gdy Ptit Suisse nadgryzał drugiego z czterech zakupionych bananów. 
- Zostaw! Potrzebne mi są! - wrzasnęłam, co spowodowała, że prawie straciłam męża na skutek zadławienia się kawałkiem banana. 
- Jak to potrzebne? Przecież leżą od tygodnia i nic z nimi nie robisz - wykrztusił z siebie małżonek. 
- Leżą, bo zapomniałam, co mam z nimi zrobić. Właśnie sobie przypomniałam... 
- Ale przecież Ty nie lubisz dojrzałych bananów - słusznie zauważyła moja druga połowa. 
- A kto powiedział, że ja będę takie dojrzałe, surowe jadła? 


Banana bread - podłużna 30 cm forma :
4 duże i bardzo dojrzałe banany (mnie udało się uratować 2 i 3/4;)) 
1 i 1/2 szklanki mąki żytniej z pełnego przemiału 
 1 duże jajko 
1/2 szklanki cukru Demerara 
1/3 szklanki ghee 
płaska łyżeczka sody 
szczypta soli 
garść rodzynek koryntek 

Przygotowanie
Banany rozgnieść niedokładnie widelcem. Dodać rozpuszczone ghee. Wymieszać. Dodać rozbełtane jajko, cukier, mąkę, sól, sodę oraz rodzynki. Ponownie wymieszać. 
Do wysmarowanej ghee i wysypanej mąką formy przełożyć ciasto. 
Piec w nagrzanym do 175°C piekarniku przez 45 minut. 

Smacznego! 


RECETTE EN FRANÇAIS: Banana Bread

wtorek, 3 lutego 2009

Plantan, czyli nie każdy banan jest żółty…

... i nie każdego można obrać ze skórki i tak po prostu zjeść :)
Podobno pierwsza pisemna wzmianka o bananach pojawiła się w sanskrycie około 500 lat p.n.e. Początkowo banany uprawiane były w Południowo-Wschodniej Azji. Następnie przez wieki banany migrowały wraz mieszkańcami Azji, aby w XVI wieku dotrzeć do Ameryki Łacińskiej. 100 lat temu, dzięki rozwojowi transportu, a co za tym idzie handlu międzynarodowego na wielką skalę, banany zagościć na naszych stołach.
Myśląc o bananie zazwyczaj jawi mi się przed oczami banana split, lodowy deser z bananem w roli głównej. Potem na myśl przychodzą mi koktajle i ciasta. Wszystko na słodko. Podejrzewam, że nie mnie jednej. Zapominamy często, że banany są podstawowym składnikiem codziennego jadłospisu ponad 400 milionów ludzi mieszkających w wielu krajach. Obecnie istnieje ponad 500 gatunków bananów, które uprawia się między innymi w Kolumbii, czwartym światowym producencie, po Ekwadorze, Filipinach i Kostaryce, tych egzotycznych owoców.
Banany przygotowuje się na różne sposoby. Można je dusić, gotować na parze, piec lub smażyć. O czym przekonaliśmy się dzięki naszym kolumbijskim przyjaciołom – Lili i Beto. W pierwszy dzień Świąt, po tradycyjnej, polskiej Wigilii, Lili okręciła się fartuchem, wyciągnęła z torby 4 dorodne, zielone, pioruńsko twarde banany i przystąpiła do przygotowywania aperitifu. I tak po raz pierwszy mieliśmy okazję spróbować plantany, skrobiowe banany, które, aby docenić ich walory smakowe, należy przed spożyciem poddać obróbce cieplnej. Na surowo są niezjadliwe.


Placuszki z plantanów – aperitif dla 6 osób: 
4 zielone plantany 
olej do smażenia 
grubo mielona sól

Guacamole:
3 dojrzałe awokado 
2 dymki 
1 wypestkowna paprczyka chili 
1 garść pomidorków koktajlowych 
1 garść świeżej kolendry 
sok z jednej limonki 
sól 
czarny pieprz


Przygotowanie:
Naciąć plantany wzdłuż. Delikatnie zdjąć skórę. Pokroić na 4-5 cm długości kawałki. Piec z każdej strony na mocno ogrzanym oleju. Gdy plantany będą miały piękny, złoty kolor, zdjąć z patelni i odsączyć nadmiar tłuszczu na papierowych ręczniczkach. Odczekać, aż ostygną.
W tym czasie przygotować guacamole. Przeciąć awokado, wyjąć pestki. Przełożyć miąższ do salaterki wraz z pestkami (wtedy awokado nie czernieje). Dokładnie rozgnieść widelcem miąższ. Dodać wypestkowane i pokrojone w niewielką kostkę pomidory oraz poszatkowane dymki. Skropić sokiem z limonki. Doprawić do smaku świeżym chili, solą i pieprzem.
Każdy kawałek plantana miażdżyć przy pomocy specjalnej deseczki* (zdjęcie powyżej) lub z braku takowej, zwykłej butelki na cienkie placuszki. Smażyć ponownie na bardzo gorącym oleju. Odsączać i podawać gorące oprószone grubo mieloną solą w towarzystwie guacamole.

Smacznego!

*merci encore Lili :)