środa, 14 kwietnia 2010

Żelazna bomba czyli pasta z zielonego groszku...

Czujecie się zmęczeni, a mino to wieczorem wiercicie się łóżku i nie możecie zasnąć? Macie problemy z koncentracją, pomimo wypijania litów kawy i zjadania kilogramów czekolady, czarnej oczywiści? Ruszacie się jak mucha w smole? Przebiegnięcie 50 metrów jest ponad Wasze siły? Wygląda na to, że za mocno balowaliście w czasie ostatnich tygodni albo możecie mieć problemy z poziomem żelaza we krwi. W pierwszym przypadku mogę jedynie poradzić wstrzemięźliwość do czasu, aż organizm dojdzie do siebie. W drugim można poratować się żelazną bombą. Nawet jak nie pomoże od razu, to przynajmniej będzie smacznie. Jeżeli natomiast nie chodzi ani o jedno ani o drugie, to nie zaszkodzi udać się do lekarza i pomęczyć go o odpowiednie badania.
Żelazo znajduję się praktycznie wszędzie i... zazwyczaj w niewielkich ilościach. Na dodatek nasz organizm wchłania go jedynie 10%. Najlepiej przyswajalne żelazo znajduje się w produktach pochodzenia zwierzęcego. Żeby ułatwić wchłanianie żelaza należy spożywać je w towarzystwie witaminy C oraz E i nie popijać czarną herbatą, kawą, mlekiem ani winem. I jeszcze jedno. Szpinak żelazo zawiera, ale wcale nie jakoś dużo, więc argument „Jedz szpinak, to będziesz zdrowy” upada. Jedz, bo jest dobry. Żeby być zdrowym jedz zielony, suszony groszek, migdały, kaszę jaglaną oraz quinoę.


Pasta z zielonego groszku - porcja dla 4 osób:
200 g zielonego suszonego groszku (można zastąpić świeżym, lub mrożonym, ale należy pamiętać, że pasta będzie zawierać zdecydowanie mniej żelaza)
3 ząbki czosnku
2 łyżki oleju lnianego tłoczonego na zimno
1 łyżeczkę ziaren kuminu
garść listków bazylii
garść listków natki pietruszki
sok z połowy cytryny
sól
świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:
Zielony groszek namoczyć w zimnej wodzie. Po 12 godzinach odcedzi, przepłukać i zalać ponownie zimną wodą. Dodać obrane ząbki czosnku oraz kumin. Gotować na średnim ogniu przez około 45 minut. Odcedzić i zostawić do ostygnięcia. Zmiksować z pozostałymi składnikami. Polecam na kanapki. Świetnie się sprawdza na śniadanie, zwłaszcza w towarzystwie jajka na twardo.

Smacznego!


17 komentarzy:

  1. Żelaza mi nie brakuje, ale pomysłów na wege pasty do chleba - tak. No to sobie zrobię, ale z mniej zażelazionego mrożonego groszku ;)

    PS. Ale zdjęcie!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa pasta tylko zastanawiam sie jaka ona jest w konsystencji, czy nie jest za - ze sie tak wyraze - zupowata?
    Co do koloru mam to szczescie, ze zielony suszony groch mam, ale w Polsce suszony groch nie jest taki zielony...i nie wiem czy uda sie z niego wydobyc taki piekny kolor. Dlatego wlasnie polska grochowka wychodzi nam jesiennie zlocista a tutejsza jest wiosennie zielona. W kazdym badz razie pasta urzekajaca i zdjecie rowniez.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieki Anoushko! trafilas w sedno i czas...hehe wlasnie tego potrzebuje!!! Zbyt duzo spotkn towarzyskich..hehe

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, ale kolor! Wygląda cudnie i tak wiosennie:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie wolę jednak pastę z mrożonego groszku:) Kolory śliczne - nie znam piękniejszego połączenia niż seledyn z fioletem. Znowu jesz ostre kiełki ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zelazo w takiej postaci to ja moge jesc codziennie :)) Piekne zdjecie.

    OdpowiedzUsuń
  7. HANIU,
    a wiesz, że do zrobienia tej pasty natchnęłam mnie Twoja pasta z ciecieżycy robiona w Nowy Rok:)

    MISS COCO,
    Nie, zupowata nie jest, choć mnie przy pierwszym podejściu wyszła odrobiną za rzadka;) Po prostu trzeba dobrze odsączyć groszek.
    Tutaj używam zielony groszek. To chyba nie to samo co groch, więc może stąd biorą się problemy z kolorem ;)
    Dziękuję!

    ARKU,
    w takim razie smacznego ;)

    MAJANO,
    wiosennie pomimo tego, że jest to pasta typowo zimowa ;)
    Kolor fajnie poprawia bazylia i natka pietruszki.

    MISZAM,
    a taką jadłaś, czy tylko tak Ci się wydaje? ;)
    Nie jem. Kiełki zostały wykorzystane do potrzeb zdjęcia, a potem nakarmiłam nimi Ptit Suisse'a :D

    MAJKO,
    dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie pasty, szczególnie latem, z bruschettą lub bagietką. Taką z groszku robię bardzo często, ale czemu ze świeżego będzie mniej żelaza? Czy może ta uwaga dotyczy tylko mrożonego?

    Ściskam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  9. TILI,
    bo świeży i mrożony groszek zawiera zdecydowanie mniej żelaza, niż groszek suszony. Podobnie rzecz się ma z magnezem w świeżych i suszonych morelach. Jak widać suszenie dobrze im robi ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki :) Nie wiedziałam. Zawsze wydawało mi się, że najlepiej wziąć świeży oraz że pomiędzy mrożonym i suszonym już nie ma wielkiej różnicy, a tutaj takich ciekawostek się dowiaduję. Rozejrzę się za suszonym groszkiem. Dzięki jeszcze raz :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach, to zielone z fioletem - lubię takie połączenia kolorystyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Anoushko, pękam z dumy :))) A ciecierzycową pastę właśnie dzisiaj wykończyłam. Trzeba teraz tylko kupić mrożony groszek, gdyż wziął i się skończył...

    OdpowiedzUsuń
  13. właśnie tak, czuję się ostatnio zmeczona
    a ta zieleń zanim się ją zje.. już nastraja optymistycznie

    OdpowiedzUsuń
  14. TILI,
    a bardzo proszę i polecam się na przyszłość :)

    PTASIU,
    to także jedno z moich ulubionych, nie tylko na talerzu ;)

    HANKA,
    Twoja ciecierzycową pasta wjeżdża na stół przynajmniej raz w tygodniu. Jesteśmy od niej uzależnieni ;)

    ASIEJKO,
    w takim razie życzę szybkiego powrotu do formy!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zabcia, Ty to potrafisz czlowieka rozlorzyc na lopatki: "Wygląda na to, że za mocno balowaliście w czasie ostatnich tygodni" ha, ha :-D

    A ta pasta to taki groszkowy hummus prawie, bomba, nawet nie musi byc zelazna!

    Buziak sle :*

    OdpowiedzUsuń
  16. ja wiem, że może się czepiam niepotrzebnie, ale... czy nie powinno być 'żelazowa bomba'?
    jednak niezależnie od nazwy, pasta wygląda genialnie i grzechem byłoby nie skorzystać z przepisu. tylko jeszcze muszę gdzieś zdobyć suszony groszek...

    OdpowiedzUsuń
  17. BASKU,
    no właśnie zielony hummus, taki trochę podrabiany :*

    COOKIE MONSTER,
    dlaczego niepotrzebnie? ;)
    Przyznam Ci się szczerze, że nie mam najmniejszego pojęcia. Tez się nad tym zastanawiałam.

    Udanych poszukiwań ;)

    OdpowiedzUsuń